Oj nie ma powodów do zadowolenia obecnie rządząca Polską ekipa. Raczej martwić jest się czym. Rząd się ma rekonstruować, ale jakoś ślamazarnie to idzie. Mowa o konfliktach PiS-u z „przystawkami”, którymi w Zjednoczonej Prawicy są Porozumienie Gowina i Solidarna Polska Ziobry. Targi trwają, nikt nie chce oddać tego, czego jeszcze nie dostał, ale może dostać, jak PiS poczuje, że na serio może stracić maleńką swą większość w Sejmie. Ale to być może najmniejszy kłopot prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W końcu zawsze można dorobić jakichś ministerstw, czy stanowisk i rozdać „przystawkom”, tfu – koalicjantom – stołki dla ich działaczy.
Gorzej z tym, że jakiś sąd, który uchował się przed ustawą kagańcową normalnie wziął i orzekł, że premier Mateusz Morawiecki nie miał prawa zarządzać wyborów korespondencyjnych – tych co to ich ostatecznie nie było, bo być nie mogło – a minister aktywów państwowych, powszechnie znany ze swej błyskotliwości i skuteczności, Jacek Sasin nie miał prawa zlecać działań do nich zmierzających. No, ale zlecił i 70 milionów złotych poszło w błoto, a raczej na makulaturę, bo wydrukowano 30 milionów nowiutkich i świeżutkich oraz nikomu niepotrzebnych kart do głosowania, którego nie było. I żeby choć ciszej nad tą urną nieużytą było, ale nie! Opozycja grzmi, ludzie się burzą za takie marnotrawstwo pieniędzy podatników, a los sądowego odwołania niepewny.
Nie sposób nie współczuć przedstawicielom „dobrej zmiany” już tylko z tych powodów, ale są i inne. Premier przed wyborami prezydenckimi gotów był gwiazdkę z nieba każdemu obiecać, byle wyborca postawił krzyżyk przy nazwisku Andrzeja Dudy. Mimo to wynik kandydata PiS jakiś imponujący w stosunku do kontrkandydata w II turze, Rafała Trzaskowskiego, nie był. Ledwo o pół miliona głosów, czyli o włos Andrzej Duda wygrał, no może tak o jedną obiecankę- cacankę, w którą ta czy tamta grupa społeczna uwierzyła. Może na przykład tacy górnicy, albo rolnicy – uwierzyli. Wiara dobra rzecz, a dobra pamięć to zaleta, ale nie w tym przypadku. Co, którzy „kupili” obiecanki kampanijne rządu Zjednoczonej Prawicy okazali się być naprawdę złośliwie pamiętliwi.
Bo o ile górnicy wspaniałomyślnie przed wyborami prezydenckimi zgodzili się „zapomnieć” rządowi sprowadzanie węgla z zagranicy, to teraz sobie „przypomnieli” o przedwyborczych obietnicach hołubienia ich, a że rząd już taki chętny do owego hołubienia nie jest, to – podli – strajk zapowiadają. A tacy rolnicy też nie lepsi wcale. Tak pięknie ich chwalili politycy „dobrej zmiany” na dożynkach, a ci niewdzięcznicy ich od „zdrajców polskiej wsi” wyzywają. Protestować im się zachciało, jakby nie mogli zrozumieć, że teraz rząd musi „kupić” sobie ekologów ustawą o ochronie zwierząt, a wszystkim przecież nawet taki wybitny rząd „fachowców” nie dogodzi. Jak tak można?
I to teraz, gdy ta podła, bezwzględna totalna opozycja tak pyskuje na taką fajną, dobrą i słuszną ustawę „bezkarność PiS plus”. Przecież to chyba oczywiste, że trzeba Polakom ustawy, w myśl której polityk, czy urzędnik „dobrej zmiany” może robić co zechce, także wbrew prawu, pod warunkiem, że powie, że to element walki z pandemią. Tak będzie dużo lepiej dla Polski i Polaków, a ta wraża opozycja nie i nie!
I jeszcze te ceny rosnące…Czy sklepikarze uwzięli się na rząd, że wszystko drożeje? To rząd „daje” ludziom 500 złotych na każde dziecko i emerytury 13., a ci – podli- ceny windują i ludzie nic z tego nie mają! Wszyscy rzucają kłody pod nogi Zjednoczonej Prawicy. To takie smutne…A o tym, że w Unii nas nie lubią i chcą Polsce „dowalić” za homofobię, to już i wspominać żal.
Redaktor Monika Kamińska



20 Responses to "Zdrajcy z „dobrej zmiany” i podła opozycja"