
Na klatce schodowej na której w miniony czwartek rozegrał się dramat wciąż widać plamy zaschniętej krwi. Fot. Katarzyna Szczyrek
– Wyszłam na klatkę schodową i zobaczyłam Andrzeja. Leżał na boku przed drzwiami do mieszkania. Jeszcze oddychał, bo widać było jak mu się na plecach sweter podnosi. Cały korytarz był zalany krwią. Krzyknęłam do męża, żeby dzwonił po karetkę. Gdy przyjechała, już nie żył – relacjonuje Super Nowościom wstrząśnięta sąsiadka rodziny W. Syn ofiary, 36 – letni Konrad usłyszał zarzut zabójstwa ojca. Przyznał się do winy.
Te wstrząsające wydarzenia rozegrały się w miniony czwartek w jednym z bloków znajdujących się nieopodal galerii handlowej przy ul. Krakowskiej w Rzeszowie. – Około godz. 14, policjanci zostali zawiadomieni o rannym mężczyźnie leżącym na klatce schodowej. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził jego zgon. Obrażenia mężczyzny wskazywały na możliwy udział osób trzecich. Prokurator zdecydował o zabezpieczeniu ciała do dalszych badań. Funkcjonariusze zatrzymali 36-letniego syna zmarłego – relacjonował nam nadkom. Adam Szeląg, rzecznik rzeszowskiej policji dodając, że w chwili zatrzymania mężczyzna był trzeźwy.
Sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie. W ubiegły piątek odbyła się sekcja zwłok 57-latka, trwały też czynności z zatrzymanym i przesłuchania świadków. – 36-latkowi przedstawiony został zarzut zabójstwa. Przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył dość obszerne wyjaśnienia opisujące przebieg zdarzenia – potwierdził Super Nowościom w piątek po południu prok. Wojciech Przybyło, Prokurator Rejonowy w Rzeszowie. – Ze wstępnej opinii biegłego z zakresu medycyny sądowej wynika, że przyczyną śmierci 57-latka było wykrwawienie się spowodowane raną ciętą szyi, która została zadana ostrym narzędziem – doszło do naruszenia tętnicy szyjnej – dodaje prokurator.
Zabarykadował się w mieszkaniu, stawiał się policjantom
Sąsiedzi rodziny W. nie mogą otrząsnąć się z szoku po czwartkowych wydarzeniach. – W tej rodzinie często dochodziło do awantur, to trwało latami – przyznają. Konrad W. nie pracował, mieszkał razem z ojcem i matką. Kobiety w chwili, gdy doszło do zbrodni nie było w domu. – Miałam iść do kiosku, ale mówię do męża, że znowu awantura u sąsiadów, to wyjdę jak się uspokoi – relacjonuje nam sąsiadka rodziny. – Minęło może z 10 minut, cisza. Wychodzę, a Andrzej leży przed drzwiami do ich mieszkania. W pierwszej chwili nie widziałam, że ma podcięte gardło, bo leżał trochę na ramieniu, trochę na plecach i głowę miał przy piersiach. Wszędzie była krew… Mąż zadzwonił po karetkę, ale gdy przyjechali to już było po nim.
A co z Konradem W.? – pytamy. – Zabarykadował się w domu i nie otwierał z godzinę albo i dłużej. Dopiero jak przyjechała straż i zaczęli wyważać drzwi do mieszkania to otworzył i zaczął się stawiać do policjantów. Szybko go spacyfikowali i skuli w kajdanki – opowiada dalej sąsiadka. – Słyszałam, że gardło poderżnął ojcu nożem myśliwskim i że się przyznał, no bo jak sam był wtedy w mieszkaniu, to jak się miał nie przyznać – dodaje wstrząśnięta kobieta.
Jeden drugiemu nie odpuścił
– Andrzej był dawniej milicjantem. Nie dogadywał się z Konradem, nie akceptował go, prowokował – opowiada nam inna sąsiadka. – Mówił do kolegów, że ma syna satanistę. Że w pokoju ma pomalowane na czarno, że wiecznie okna pozamykane i nie da nawet przewietrzyć. No ale że ubrany na czarno to od razu satanista? Może takiej muzyki słuchał. Nie pracował i dlatego wiecznie były awantury, nieraz bił się z ojcem. Kiedyś wyszłam na klatkę i zobaczyłam jak Konrad leżał na nim i tłukł jego głową o posadzkę. Krzyknęłam: „Konrad zmiłuj się, bo ojca zabijesz!”. To było ze dwa, albo trzy lata temu. Konrada znam od maleńkiego, normalny chłopak, dało się z nim porozmawiać, nie pił. Trochę zamknięty w sobie, wydaje mi się że był psychicznie wykończony. Jeden drugiemu nie ustąpił… Ale to co się stało… to straszna tragedia dla całej rodziny.
Konrad W. na wniosek śledczych został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Za zabójstwo grozi mu nawet dożywocie.
Katarzyna Szczyrek



One Response to "36-latek poderżnął ojcu gardło!"