
– Nie boimy się ciężko pracować, ale chcemy mieć zapewnione bezpieczne warunki pracy, a to co się dzieje na naszym oddziale, to prowizorka, która zagraża naszemu zdrowiu i życiu – relacjonują pielęgniarki oddziału kardiologicznego w sanockim szpitalu, który został przemianowany na oddział COVID-owy.
– Jestem zszokowana tym co się dzieje – przyznaje jedna z pielęgniarek pracujących na sanockiej kardiologii. W ubiegłym tygodniu wojewoda podkarpacka Ewa Leniart wydała zarządzenie, zgodnie z którym w sanockim szpitalu miały powstać dodatkowe łóżka dla chorych na koronawirusa. Do tej pory sanocka lecznica miała 24 takie miejsca – 20 na oddziale zakaźnym, jedno z respiratorem na oddziale intensywnej terapii i trzy izolatki dla osób z podejrzeniem zachorowania.
W związku z rekordowym przyrostem chorych wojewoda zarządziła zwiększenie liczby COVID-owych łóżek w sanockim szpitalu najpierw o 14, po kilku dniach o kolejne 20. W sumie wszystkich miejsc dla chorych na koronawirus po zmianach ma być łącznie 58 – 52 dla pacjentów z koronawirusem plus trzy stanowiska respiratorowe i trzy izolatki. To o 34 więcej niż dotychczas.
Dwie pielęgniarki na dyżurze
– Kiedy dyrektor poinformował nas o planowanych zmianach byłyśmy bardzo zaskoczone i zaniepokojone o to, jak to wszystko zostanie zorganizowane. Z 14 łóżek nagle zrobiło się 34, kto się będzie zajmował tymi ludźmi jak połowa z nas z powodu koronawirusa jest wykluczona z pracy? – pyta.
Na sanockiej kardiologii zatrudnionych jest 13 pielęgniarek, połowy z powodu zakażenia koronawirusem lub kwarantanny nie ma w pracy. – Na porannej zmianie powinny być cztery pielęgniarki, na nocnej trzy. Rzeczywistość jest taka, że jesteśmy po dwie. Teraz na oddziale mamy siedmiu pacjentów z koronawirusem, to jeszcze jakoś dajemy radę, co jeśli oddział się wypełni? Kto będzie opiekował się tymi ludźmi? Podawał leki? – mówi.
Chaos i dezorganizacja
Jak relacjonują pielęgniarki, wszystko realizowane jest na szybko, panuje chaos i dezorganizacja. – Osobiście przewoziłyśmy łóżka i sprzęt ze strony czystej na brudną i na odwrót. Stronę czystą od brudnej oddziale prowizoryczna ściana z cienkich listewek i folii – przepraszam, to tak chronimy się przed zagrożeniem? Folia ma zatrzymać koronawirusa? – pyta zbulwersowana.
– Żeby była jasność, my się nie boimy pracy. Pracujemy na kardiologii, tutaj przypadki zawsze są ciężkie, nasz oddział jako jedyny od początku przez prawie cały czas ma pełne obłożenie, ale leczenie ludzi nie może odbywać się w takich warunkach i kosztem personelu – mówi zdenerwowana.
Boją się o zdrowie i życie
Jak relacjonuje nasza rozmówczyni, pielęgniarek brakuje, ostatnio na 12 godzinnej zmianie pracowały dwie pielęgniarki. Brakuje rąk do pracy, a zdecydowana większość personelu to osoby, które ukończyły 50. rok życia, także chorujące, praca z pacjentami chorymi na COVID-19 to dla nich zagrożenie. – Boimy się chodzić do pracy. Rozumiemy, że trzeba pomóc i leczyć chorych i absolutnie tego nie negujemy, to jest nasza praca i będziemy ją wykonywać, ale musimy mieć zapewnione bezpieczne warunki pracy. Czujemy się trochę jak mięso armatnie rzucone na pierwszy front walki z zarazą – komentuje jedna z naszych rozmówczyń.
– Pandemia potrwa jeszcze wiele miesięcy, z dnia na dzień jest coraz gorzej, kto będzie pielęgnował chorych, kiedy my będziemy chorować? – dodaje druga.

„Działania organizowane w pośpiechu mogą uderzać w personel i pacjentów”
– Sytuacja jaka ma miejsce w sanockim szpitalu jest dokładnym odzwierciedleniem chaosu w ochronie zdrowia w Polsce. Lata przekonywania, że szpital będzie działał w oparciu o minimalne zasoby pielęgniarek i położnych o średniej wieku 53 lata teraz zbiera swoje żniwo – komentuje Małgorzata Sawicka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w sanockim szpitalu.
Potwierdza, że docierają do niej bardzo niepokojące sygnały od pielęgniarek sanockiej kardiologii. – Kategorycznie negatywne głosy od pielęgniarek dotyczące organizowania naprędce miejsc COVID-owych wzbudzają ogromne emocje i lęk. Biorąc pod uwagę zagrożenie, lęk nie jest nieuzasadniony. W tej grupie są osoby kwalifikujące się z uwagi na stan zdrowia do grupy ryzyka, a wymaga się od nich pełnej gotowości do pracy w bardzo trudnej sytuacji – dodaje.
Odnosi się też do niewystarczającej liczby personelu, które obstawiają dyżury. – Przepisy prawa pracy nadal obowiązują, tak jak i minimalne normy zatrudnienia. Jak w takiej sytuacji będzie realizowane to prawo pozostaje zagadką – mówi.
– Myślę, że stracono dużo czasu w okresie wakacji i teraz działania organizowane w pośpiechu mogą uderzać w personel i pacjentów – podsumowuje przewodnicząca związku.
Dyrektor: jest bezpiecznie
Grzegorz Panek, dyrektor sanockiego szpitala pytany nas o kwestię bezpieczeństwa na oddziale kardiologicznym, który od piątku jest oddziałem COVID-owym zapewnia, że na oddziale jest bezpiecznie. – Wszystko organizowane jest tak, jak trzeba – potwierdza.
Dodaje, że zamówiona została szklana śluza, która zastąpi prowizoryczną konstrukcję z listewek i folii, która aktualnie oddziela strefę „czystą” od „brudnej” na nowo powstałym oddziale dla osób z potwierdzonym COVID-19. – I szkło, i folia są tak samo bezpieczne i chronią przed koronawirusem – komentuje.
Aktualnie w sanockim szpitalu przebywa ponad 40 pacjentów z potwierdzonym koronawirusem i 10 z podejrzeniem zachorowania.
Co z pacjentami kardiologicznymi?
Wybór padł na kardiologię, bo jak powiedział nam dyrektor sanockiego szpitala, oddział znajduje się w pobliżu „erki”, a personel zatrudniony na tym oddziale miał już pod opieką pacjentów z koronawirusem (u personelu pacjentów kardiologii sanepid potwierdził zakażenie), mają więc wiedzę i doświadczenie w opiece nad pacjentami chorymi na COVID-19.
Co z pacjentami kardiologii? Jak poinformował nas dyrektor sanockiego szpitala, ostre przypadki będą kierowane do Podkarpackie Centrum Interwencji Sercowo-Naczyniowych CARINT, które funkcjonuje przy sanockim szpitalu, lżejsze na oddział wewnętrzny.
Wszystkie planowe przyjęcia są w sanockim szpitalu są w dalszym ciągu wstrzymane.
Martyna Sokołowska



14 Responses to "„Czujemy się jak mięso armatnie”"