Zlani przez rezerwy


Z taką grą, a przede wszystkim wynikiem, jak w sobotnim meczu przeciwko rezerwom Śląska Wrocław, biało-niebiescy mogą zapomnieć o szturmie na I ligę. Fot. Wit Hadło

Gdyby mecz Stali Rzeszów z pierwszą drużyną Śląska Wrocław zakończył się porażką 0-3, większość przyjęłaby to ze zrozumieniem. Tymczasem biało-niebiescy dali się zlać rezerwom drużyny ze stolicy Dolnego Śląska i to na własnym boisku. Zespołowi, mającemu I-ligowego aspiracja najwyraźniej w świecie nie przystoi tak przegrywać.

– Trudno cokolwiek dobrego powiedzieć o tym meczu. Zagraliśmy bardzo słabe spotkanie i przegraliśmy zasłużenie. Byliśmy drużyną słabszą w bardzo wielu elementach. Wypada przeprosić kibiców, którzy nie mogli tego obejrzeć, ale może i lepiej, bo nie wyglądało to w naszym wykonaniu dobrze – bił się w piersi po meczu Marcin Wołowiec, trener Stali. I rzeczywiście o jej grze nie da się powiedzieć niczego dobrego. Co więcej, gdyby nie dobra postawa w jej bramce Wiktora Kaczorowskiego, goście mogli zdobyć przy Hetmańskiej nawet 5 goli. Wszystko to „zasługa” dziurawej jak szwajcarski ser obrony biało-niebieskich. Kreowany na jej lidera i mający na swoim koncie 146 występów w polskiej ekstraklasie, Jarosław Fojut przy pierwszej bramce jak dziecko dał się ograć Rafałowi Makowskiemu. Później nie upilnował z kolei Sebastiana Bergiera, czego następstwem był faul Damian Kostkowskiego w polu karnym i „jedenastka” dla wrocławian. – Mamy swoje problemy, trochę nękają nas kontuzje zawodników, którzy stanowią siłę w naszej ofensywie i było to dzisiaj widoczne, a w zasadzie brak tego. Nie zrealizowaliśmy zadań, które przed sobą postawiliśmy. Byliśmy o krok spóźnieni, nawet sytuacja z rzutem karnym, który spowodowaliśmy kilkoma błędami – rozkładał bezradnie ręce Wołowiec. Jego podopieczni tylko momentami poważniej zagrażali bramce rywali. Przed przerwą szczęścia próbował Wojciech Reiman i wspomniany Fojut, ale bez powodzenia. Tuż po zmianie stron natomiast Radosław Sylwestrzak z bliska przymierzył w boczną siatkę. Do siatki trafiali za goście, a konkretnie Bergier, który zaledwie 3 minuty po skutecznym wyegzekwowaniu rzutu karnego, po raz drugi wpisał się na listę strzelców. – Wygraliśmy 3-0 na bardzo trudnym terenie, z bardzo trudnym przeciwnikiem, wyjadaczem w tej lidze, który walczył o awans w poprzednim sezonie. Nasi młodzi zawodnicy zdali dzisiaj egzamin. Nasza gra już od kilku kolejek zaczyna się kleić, coraz lepiej wyglądać – przyznał po meczu Piotr Jawny, trener rezerw Śląska. Gospodarzom porażkę mógł nieco osłodzić rzut karny, jaki w końcówce należał im się za niebezpieczne zagranie Konrada Poprawy. Gwizdek arbitra milczał jednak jak zaklęty. – Jest nam przykro, bo chcemy cieszyć kibiców grą u siebie i zdobywaniem bramek, a w tych meczach u nas nie możemy wejść w rytm, który chcemy. Musimy się z tym uporać i rozwiązać to. Tak jak mówiłem po meczach z Olimpiami z Elbląga i Grudziądza – będziemy szukali następnych punktów na wyjeździe, w Kalisz. Tto jedyne, co mogę obiecać. A teraz wypada nam po prostu schylić głowę, przemyśleć to wszystko, przeanalizować i wziąć się do pracy od następnego treningu, bo nic innego nam nie pozostało – zakończył niepocieszony Marcin Wołowiec.

STAL RZ.

ŚLĄSK II

0-3

(0-1)

0-1 Makowski (27.), 0-2 Bergier (56. – karny), 0-3 Bergier (59.)

STAL RZ.:

Kaczorowski

Sylwestrzak

Kostkowski

Fojut

Kłos

69. Mustafaev

Kotwica

46. Szczepanek

Reiman

69. Sławek

Głowacki

Wolski

81. Szeliga

D. Olejarka

Goncerz

46. Maciejewski

ŚLĄSK II:

Szczerbal

Lima

Poprawa

Kucharczyk

Wypart

Krocz

73. Kotowicz

Szpakowski

84. Młynarczyk

Lewkom

Makowski

Bargiel

Bergier

85. Szymański

Sędziował Karol Iwanowicz (Lublin). Żółta kartka Makowski. Mecz bez udziału publiczności.

Marcin Jeżowski

Leave a Reply

Your email address will not be published.