
„Jestem przerażony brakiem odpowiedzialności osób prześcigających się w pomysłach na obejście obowiązujących obostrzeń. Nie szkodzicie tylko sobie, ale narażacie na niebezpieczeństwo innych, szczególnie osoby z grup ryzyka. To skrajny egoizm” – napisał na Twitterze minister zdrowia Adam Niedzielski, na doniesienia o powoływaniu przez najbardziej pomysłowych – a może tylko zdeterminowanych – właścicieli klubów sportowych „kościołów zdrowego ciała”, zapraszających na nabożeństwa zamiast ćwiczeń, albo długotrwałe testowanie sprzętu „pod okiem świątobliwych sióstr”. Ja też jestem przerażona, tyle tylko, że z trochę innego powodu. O tym, że jesteśmy mistrzami świata w obchodzeniu przepisów, doskonale wiem, i powinien o tym wiedzieć także minister zdrowia i zamiast zakazywać działalności nałożyć nań większe obowiązki dotyczące norm bezpieczeństwa, a potem wymagać ich respektowania. Mnie przeraża niemoc służb w obliczu epidemii. Szczególnie jednej z nich – sanepidu. Co mnie przeraża? Wielodniowe opóźnienia we wprowadzaniu danych o zakażonych, i to, że dane wprowadzane z wstecznymi datami nie są wykazywane w statystykach zakażeń. To, że sanepid nie nadąża z decyzjami administracyjnymi o kwarantannie. To, że w niektórych stacjach nie są uwzględniane w statystykach wyniki komercyjne – przy czym z jednej strony wpływa to na wiarygodność ogłaszanych danych, z drugiej – osoby z pozytywnym wynikiem „komercyjnym” nie mogą się doczekać ani decyzji o kwarantannie, ani solidnego (jakiegokolwiek) wywiadu epidemiologicznego. Na własną rękę obdzwaniają znajomych i mówią im o swoim wyniku, jeżeli czują się w obowiązku, albo nikogo nie zawiadamiają, bo co to komu da? I tak nikt im nie zleci testu dopóki nie będą mieć objawów, a może mieć ich nie będą, najwyżej poślą wirusa dalej, niech leci… Co gorsza trudno mieć do pracowników sanepidu nawet pretensje. Jest ich w sumie garstka, w stosunku do liczby zakażonych, maleńka garstka. W dodatku pracują jak za króla Ćwieczka, niemal „na piechotę”. Bo obiecywana cyfryzacja sprowadza się – przynajmniej na razie – do zakupu smartfonów i laptopów, a systemu informatycznego łączącego inspekcję sanitarną w jeden sprawnie działający organizm, jak nie było tak nie ma i pewnie jeszcze długo nie będzie. Przeraża mnie również nieustająca gotowość naszych władz do propagandy sukcesu. Co prawda Polska przestała już świecić przykładem i nikt nas nie podziwia (jak wiosną), jakim liderem w radzeniu sobie z epidemią jesteśmy, ale to nie znaczy, że nie odnosimy sukcesów. Gdy wsłuchać się w niedawne wypowiedzi polityków PiS, radzimy sobie całkiem nieźle ze skalą pandemii, która swoją wielkością zaskoczyła wszystkich. I że nikt nie mógł jej przewidzieć, więc ci, którzy mówią, że trzeba było lepiej się przygotować, wprowadzają w błąd opinię publiczną. Myślę jednak, wręcz jestem przekonana, że rząd powinien zmienić ekspertów których słucha, bo ja przez co najmniej pół roku słyszałam, że jesień będzie trudnym do zdania egzaminem i dla służby zdrowia i dla nas wszystkich. To co się słyszy zależy więc od tego kogo się słucha. No może jeszcze od priorytetów. A te, w miesiącach, które można było przeznaczyć na przygotowania do jesiennej pandemii, w obozie rządzącym, były zgoła inne.
Redaktor Anna Moraniec



3 Responses to "Też jestem przerażona"