


– Będziemy protestować tak długo, aż ktoś z rządu pójdzie po rozum do głowy i wycofa się z tych absurdalnych przepisów – mówili podczas protestu rolnicy.
Rolnicy po raz kolejny protestują przeciwko zmianom w ustawie o ochronie zwierząt autorstwa PiS. Chodzi m.in. o tzw. piątkę Kaczyńskiego, która zakłada m.in. wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt futerkowych i ograniczenie uboju rytualnego tylko do potrzeb krajowych związków wyznaniowych. Wprawdzie po pierwszej fali protestów, która przelała się przez całą Polskę premier Mateusz Morawiecki zaproponował zmiany w proponowanych przepisach, ale zdaniem rolników nadal dla wielu z nich oznaczają one zakończenie działalności, a nawet bankructwo.
Ustawa do kosza
– Ta ustawa to bubel – mówi Artur Huczko, jeden z uczestników środowego protestu. – Nadaje się tylko do kosza i to w całości. Zaproponowane przez rząd zmiany nie wnoszą nic, trzeba ją napisać od nowa, ale przy współpracy z rolnikami i hodowcami. Tylko wtedy będziemy mieć pewność, że przepisy chronią i wspierają polskich rolników, hodowców i producentów – uważa.
Sam jest hodowcą, prowadzi gospodarstwo rolne w powiecie jasielskim, hoduje bydło mięsne. – Zmiany w ustawie pogrążą mój biznes, nie będę miał z czego spłacać kredytów, utrzymać rodziny. Hodowla budowana przez trzy pokolenia może z dnia na dzień upaść – mówi i dodaje.- Będziemy protestować tak długo, aż ktoś „na górze” pójdzie po rozum do głowy i wycofa się z nowych przepisów.
Rolnicy pod urzędem wojewódzkim
Spora grupa rolników przyjechała także do stolicy Podkarpacia. – W sumie było ze 120 ciągników – relacjonuje Piotr Siupik, prezes zarządu Spółdzielni Producentów Zbóż i Rzepaku Zagroda. – Wspierali nas rolnicy m.in. ze Strzyżowa, Kolbuszowej, Boguchwały i Sokołowa Małopolskiego – wylicza.
Na ulice Rzeszowa wyjechali jako pierwsi, już po godzinie 6 rano. – Do ósmej blokowaliśmy rondo Pobitno, po czym udaliśmy się na Załęże. Część chłopaków pojechała pod Urząd Wojewódzki, my zostaliśmy na drogach – relacjonuje rolnik.
Z trumną i petycją u wojewody
Pod Podkarpackim Urzędem Wojewódzkim rolnicy pojawili się po godzinie 11. Przywieźli transparenty i trumnę okrytą polską biało-czerwoną flagą. Trumna owinięta była czarną wstążką, tak przygotowana symbolizować miała śmierć polskiego rolnictwa. Rolnicy złożyli też pismo z postulatami rolników do wojewody Ewy Leniart. – Złożyliśmy na ręce wojewody pismo z apelem, aby rząd całkowicie wycofał się z procedowania ustawy o ochronie zwierząt. Uważamy, że zmiany zaproponowane przez PiS są nie do przyjęcia – mówi Super Nowościom Tomasz Buczek z Ruchu Narodowego, jeden ze współorganizatorów protestu w Rzeszowie.
Rolnicy zaapelowali też o wyznaczenie spotkania z wojewodą. – Chcemy przedstawić wojewodzie argumenty rolników, hodowców i przetwórców i pokazać, jak naprawdę wygląda funkcjonowanie tej branży – wyjaśnia Tomasz Buczek.
„Polska stoi” po raz trzeci
Organizatorem ogólnopolskiego protestu rolników i hodowców jest Agrounia. Jak poinformował jej lider, Michał Kołodziejczak, w sumie w środę rolnicy blokowali drogi w około 200 miejscach w całej Polsce, blokowali ronda, skrzyżowania i ulice. – Nie ma województwa, gdzie by nas dzisiaj nie było – informował w mediach społecznościowych lider Agrounii. Zapowiedział, że protesty będą trwały aż do skutku, czyli aż rząd wycofa się z zaproponowanych przez PiS zmian w ustawie o ochronie zwierząt.
Gotowi na wszystko
Na Podkarpaciu ciągniki wyjechały na drogi już po godzinie 6. Rolnicy utrudniali bądź blokowali przejazd na głównych drogach m.in.w Rzeszowie i kilku powiatach: dębickim, mieleckim, strzyżowskim, jasielskim, przemyskim, kolbuszowskim i krośnieńskim.
– Emocje zaczynają brać górę, zamiast wykorzystać pogodę i jechać na pole pracować, znowu jeździmy po ulicach. Ludzie mają już dosyć, są już gotowi na wszystko. Mam nadzieję, że rząd w końcu się ugnie i wycofa z zapowiadanych przepisów, w przeciwnym razie protest będzie eskalował – podsumował Piotr Siupik.
Martyna Sokołowska



11 Responses to "„PiS to farbowany lis”"