To już siedem lat…

Tadeusz Mazowiecki (ur. 18 kwietnia 1927 w Płocku, zm. 28 października 2013 w Warszawie) – polski polityk i publicysta. Pierwszy premier III Rzeczypospolitej (w latach 1989 – 1991), współtwórca i przewodniczący Unii Demokratycznej i Unii Wolności. Kawaler Orderu Orła Białego. Fot. Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

-Dzień dobry Panie Premierze, mogę panu zająć chwilkę….

-Może Pan, ale czy warto?

Krótko rozmawialiśmy. Krótko wyjaśnił mi Pan dlaczego nie chce brać udziału w moim szaleństwie. Krótko wyjaśnił mi Pan dlaczego ja też nie powinienem.

Miał Pan wielki talent do wyczuwania niebezpieczeństw i wiedział Pan, że z tamtego pokoju były same złe wyjścia. Tak naprawdę dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego miał Pan rację.

A potem spokojnie opowiedział mi Pan o wielkich czasach, jakby to było coś nadzwyczajnie zwykłego. Pamiętam, że drażniła mnie ta rozwleczona płynność rozmazanych słów, a jednocześnie wbijała gwoździem ich bezsprzeczna racja i niepodważalna mądrość. Każde zdanie ważyło tonę i dopiero gdy wybrzmiewało, zdawałem sobie z tego sprawę.

Choć wcale Pan tak nie chciał. Pan po prostu mówił. Tak jak zawsze.

Gdy potem w Brukseli rozmawialiśmy z profesorem Kułakowskim o Waszych wspólnych wakacjach tamtego roku, ujrzałem cień na jego twarzy, gdy wypsnęła mi się troska o Pana zdrowie. I już wiedziałem, że nici z naszej rozmowy, bo tylko tęsknie spoglądał profesor na telefon, żeby sprawdzić czy wszystko u Pana w porządku.

Bo Pan był ważny.

Trochę się boję to powiedzieć, ale Pan był najważniejszy.

Bo Pan był. I wszyscy wiedzieli, że Pan zawsze będzie.

I tak się nie robi Panie Premierze, że się tak po prostu idzie precz!

Bo do kogo teraz…?

Lekcje przyzwoitości, mądrości, szacunku – od kogo brać?

Siedzicie teraz pewnie z Kułakowskim, z Jackiem, Geremkiem, Kozłowskim, z Turowiczem, Heńkiem Wujcem na kładce nad potokiem i majtacie nogami nad wodą.

Podwinięte nogawki, rozsupłane sznurówki, rozchełstane koszule.

Jak dzieci.

Jak Włóczykije.

A tu nieszczęśliwi ludzie robią rzeczy, których nie lubią robić. Których nienawidzą.

Robią te rzeczy, bo jest im to potrzebne, tak jak potrzebna im jest nienawiść.

I epatują tym swoim nieszczęściem.

I nienawiścią.

Bo nienawidzą tych, którzy wiedzą i pamiętają.

Tych, którzy trwali kiedyś w milczeniu i byliby szczęśliwi, gdyby im to szczęście w spokoju zostawić.

I uśmiech.

I płacz.

I życie.

A nie tylko niszczyć.

I to jest porażające.

Bo nie zdążył ich Pan nauczyć – przyzwoitości, mądrości, szacunku….

A nikt inny nie umie.

Pan pewnie chciałby, żeby się sami nauczyli.

Jak zawsze.

Panie premierze.

Zaliś swej dawnej przepomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz?”

Panie premierze kochany.

Larum grają

A Pan siedzi z Jackiem nad potokiem…

Jakub Karyś

Redaktor Naczelny Super Nowości

8 Responses to "To już siedem lat…"

Leave a Reply

Your email address will not be published.