Reżyserka teatralna została zaatakowana po proteście kobiet!

Katarzyna Szyngiera (w środku) z koleżankami podczas środowego protestu. Fot. Facebook/Katarzyna Szyngiera

Jest środa, 28 października, dochodzi godz. 20. Katarzyna Szyngiera razem z czterema koleżankami wraca z demonstracji w obronie praw kobiet. Są już w okolicy teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie. Pod kościołem oo. Bernardynów dostrzegają grupkę zamaskowanych mężczyzn. Któryś z nich krzyczy wściekle: „Ty k***! Ty szmato zdejmij to!” i razem z pozostałymi rzuca się w pogoń za kobietami. Z Katarzyną Szyngierą spotykamy się dwa dni po tym dramatycznym zdarzeniu. Umawiamy się na spotkanie w piątek, przed godz. 17, niedługo przed rozpoczęciem kolejnego protestu na który znów się wybiera.

Spotykamy się na teatralnym dziedzińcu, „na tyłach” restauracji Parole Art Bistro (znajduje się w podziemiach teatru im. Wandy Siemaszkowej), w której Katarzyna Szyngiera schroniła się z koleżankami przed atakiem. Gdy proszę ją o zrelacjonowanie tamtych wydarzeń, widzę, że buzują w niej emocje. – To było przerażające, gdy dobijali się do drzwi. Sądzę, że gdybyśmy nie miały gdzie uciec, zostałybyśmy pobite.

Ale od początku. Na środowy protest Katarzyna Szyngiera wybrała się z koleżankami z teatru: ze scenografką, kostiumografką i kilkoma aktorkami „Siemaszki”. – Ta grupa była duża, ale rozdzieliliśmy się. Wracałyśmy w pięć – opowiada. Szły w kierunku teatru. – Gdy pod kościołem Bernardynów zobaczyłyśmy grupę mężczyzn, przeszłyśmy na drugą stronę, żeby przypadkiem nie wchodzić im w drogę – opowiada. – Pod „Parole” stał kelner, podeszłam zapytać go, czy mogłybyśmy zamówić jeszcze coś na wynos.

W tym momencie Milena Czarnik, scenografka, która szła na końcu zaczęła krzyczeć „Oni nas gonią!”. – Zobaczyłam jak biegnie na nas ponad dziesięcioosobowa grupa mężczyzn. Krzyczeli – mówi Szyngiera.

Zareagował kelner zabierając przerażone kobiety do środka restauracji. – Szybko zamknął drzwi na klucz, a druga kelnerka pobiegła zamknąć drzwi od dziedzińca – relacjonuje – Zaczęli się dobijać.. Walić w szklane drzwi, a my w tym czasie zadzwoniłyśmy na policję. To było przerażające. W końcu odpuścili i poszli.

Mężczyzn rozjuszyła tęczowa flaga, którą Katarzyna Szyngiera miała na ramionach. – Ale to chyba nie jest powód, żeby kogoś bić?! – komentuje. – Wiem, że może się komuś nie podobać, ale mi też nie podoba się wiele rzeczy w przestrzeni publicznej i nikogo za to nie atakuję. Wydawało mi się, że jak się nie prowokuje, a nie zaczepiałyśmy tych ludzi, to to można się czuć bezpiecznie. Coś takiego przydarzyło mi się pierwszy raz w życiu. To był akt agresji zupełnie bez powodu!

Po niedługim czasie na miejscu zjawiła się policja. – Zachowali się bardzo w porządku, zapytali czy nic się nam nie stało. Odprowadzili mnie do teatru, a dziewczyny do samochodu – opowiada.

Zdarzenie zostało odnotowane. – W środę około godz. 20 policjanci otrzymali zgłoszenie dotyczące zakłócenia porządku publicznego, które polegało na tym, że grupa mężczyzn miała zaczepiać kobiety które się przestraszyły i wbiegły do jednego z lokali. Policjanci na miejscu nie zastali żadnych osób które mogłyby zakłócać porządek. Kobiety wyszły z lokalu, wróciły do domu – mówi podinsp. Marta Tabasz-Rygiel, rzecznik prasowy podkarpackiej policji dodając, że nie ma informacji, aby kobiety złożyły zawiadomienie w tej sprawie.

– Wybieram się na komendę, tylko czekam aż teatr pokaże mi nagranie z monitoringu. Tu jest kamera, z pewnością to zarejestrowała – mówi Katarzyna Szyngiera. – Wiem, że ustalenie tożsamości tych mężczyzn może być trudne, bo byli pozasłaniani, ale podejmę taką próbę. Mam tylko nadzieję, że po dzisiejszym proteście nie dojdzie do żadnych incydentów i będziemy bezpieczni.

– Bo będzie Pani dziś również protestowa? – pytam. – Oczywiście, za daleko to zaszło żeby odpuścić. Jest to dla mnie absolutnie bezdyskusyjne, że trzeba protestować do oporu. Wystarczająco długo znosiliśmy nadużycia ze strony państwa i oburzaliśmy się po cichu. Nie możemy się teraz się wycofać. Wierzę, że jeżeli teraz nie odpuścimy, to może się dużo zmieni. W kobietach siła! To widać na każdym kroku i kobiety teraz nie odpuszczą!

Pod koniec rozmowy przychodzi do nas rozemocjonowana aktorka, która wybiera się na protest razem z moją rozmówczynią. – Przed teatrem jest transparent: „Jesteśmy z wami nie za atakami”. Myślisz, że to o nas? – mówi.

Idziemy zobaczyć. Przed drzwiami wejściowymi do teatru stoi grupa mężczyzn. Twarze mają przysłonięte kominiarkami, ubrani są na czarno. W dłoniach trzymają duży transparent, a na nim: „Poparcie dla kobiet? Tak. Jesteśmy z wami nie za atakami” – czytamy. Z prawej strony transparentu przekreślone kółeczko, a w nim kolejno: Antifa, LGBT, PiS. Aktorka robi zdjęcie.

Następnego dnia Katarzyna Szyngiera zamieszcza je na swoim Facebooku podpisując: „Pod Teatrem kibice Resovii z transparentem” i zacytowana treść napisu. „Wzruszyłam się”. I dalej: „Obok przekreślone: Antifa, LGBT. Czy ktoś im powiedział, że zostałyśmy zaatakowane m. in. za tęczową flagę?”.

Katarzyna Szczyrek

32 Responses to "Reżyserka teatralna została zaatakowana po proteście kobiet!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.