
W poniedziałek na naukę zdalną przeszły klasy 1 – 3 szkół podstawowych. Stacjonarnie działają już tylko przedszkola oraz żłobki. Dyrektorzy zdają sobie sprawę z tego, jak duże mają znaczenie. – Każdy z nas się obawia, ale wiemy, że nasza praca jest niezbędna i konieczna. Jeśli zamkniemy przedszkole, rodzice nie będą mieli, co zrobić ze swoimi pociechami – przyznaje Iwona Biśto wicedyrektor ZSO Nr 4 w Rzeszowie. Z drugiej strony słychać też inne głosy. – W czym jesteśmy gorsi od nauczycieli szkół, że nikt o nas nie myśli? – to słowa przedszkolanek, które czują się pominięte.
– Opiekunki pracujące w żłobkach czy przedszkolach są najbardziej narażone na zakażenie. Rodzice pracują, chodzą na zakupy, wszędzie mogą się zakazić, a my jesteśmy zamknięte z ich dziećmi – idealnymi roznosicielami wirusa. Jak mamy zachować dystans, kiedy dziecko płacze albo trzeba je przebrać? Nie mamy nawet maseczek. – oburza się jedna z pracownic. – Nic dziwnego, że co chwilę słyszymy o zakażeniu pracowników. Za moment przedszkola będą się same zamykać – nie na polecenie ministra, ale dlatego, że nie będzie miał w nich kto pracować – przewiduje.
Jest świadoma, że dla rodziców to nie jest komfortowa sytuacja, ale argumentuje, że przecież chodzi o ludzkie zdrowie. – Po za tym przy takich dzieciach nie ma tyle obowiązków, co z uczniami podstawówek. Rodzice nie muszą im pomagać przy lekcjach – słyszymy.
Rodzice widzą to inaczej. – Co jeśli nie możemy zostać z dzieckiem? Pracuję w prywatnej firmie i nie mogę sobie po prostu wziąć zasiłku wychowawczego. Wszyscy wiemy, że jeśli zamkną przedszkola, to nie na tydzień, a pewnie do końca roku – przypuszcza jedna z mam.- A ja nie mogę sobie pozwolić na tak długi okres zwolnienia, bo po prostu ktoś przyjdzie na moje miejsce – nie ma złudzeń.
System naczyń połączonych
W Przedszkolu Publicznym nr 34 w Rzeszowie liczba maluchów, które przychodzą do przedszkola jest podobna do typowych jesiennych miesięcy. – Większość rodziców przyprowadza dzieci. Dziś rano pytali, co z nami, czy na pewno będziemy pracować – mówi Iwona Biśto, wicedyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 4 w Rzeszowie, w którym działa przedszkole.
Zgodnie z aktualnymi wytycznymi w grupie może być 25 podopiecznych, to w zasadzie normalne grupy. Placówki dbają jednak o zachowanie zasad bezpieczeństwa. – Nadal kontynuujemy wszystkie procedury, które zostały wprowadzone przez Głównego Inspektora Sanitarnego począwszy od mycia, poprzez dezynfekcję, aż do codziennego prania ręczników. Wszystko po to, żeby ze strony przedszkola nie było żadnego zagrożenia – tłumaczy wicedyrektorka.
A jakie jest nastawienie pracowników? – Każdy z nas się obawia, ale wiemy, że nasza praca jest niezbędna i konieczna. Jeśli zamkniemy przedszkole, rodzice nie będą mieli, co zrobić ze swoimi pociechami – przyznaje Iwona Biśto. – Pozostawienie ich w domach wiąże się z zamknięciem bardzo wielu innych miejsc pracy, czasem koniecznych. Przecież wśród rodziców są lekarze, pielęgniarki, pracownicy służb mundurowych, handlu i usług, które są niezbędne do tego, żebyśmy funkcjonowali. Każdy chce się chronić, a z drugiej strony mieć możliwość załatwienia bieżących spraw – zrobienia zakupów, pójścia na pocztę, czy zatankowania auta – zauważa. To systemem naczyń połączonych. – Mamy 224 dzieci. Załóżmy, że 200 matek nie pójdzie do swojej pracy. Albo ktoś za nich ją wykona, albo będzie musiał je zastąpić. To też dodatkowe środki – stwierdza nasza rozmówczyni.
Jak mówi, nauczycielom towarzyszą obawy, zwłaszcza, że w przedszkolu funkcjonuje 9 grup i opiekunowie codziennie kontaktują się ze sporą liczbą dzieci. Do tej pory jednak u żadnego nie stwierdzono dodatniego wyniku. – Mieliśmy tylko dzieci z kontaktu, więc nie było konieczności zamykania żadnego oddziału. Wśród kadry też nikt nie zachorował na CVID, ale były przypadki obowiązkowej kwarantanny. Dużo więcej jest jednak zwolnień lekarskich. Oczywiście mamy spore braki kadrowe, ale na razie sobie radzimy – mówi Iwona Biśto. – Dzięki staraniu dyrekcji zespołu jest mi łatwiej, bo często ratują nas panie z obsługi. Mam wspaniałych pracowników i wiem, że zawsze mogę na nich liczyć. Jeśli trzeba np. stanąć w szatni, to i pani z administracji to zrobi – podkreśla.
wk



5 Responses to "Przedszkola – zamknąć czy nie?"