
Narodowa kwarantanna ma zostać ogłoszona przy zakażeniach przekraczających 28 tys. zakażeń dziennie. To granica wytyczona przez premiera Mateusza Morawieckiego – ponad 70 przypadków koronawirusa na 100 tys. mieszkańców przez tydzień. W Polsce od tygodnia notujemy liczby zakażonych od blisko 22 tys. do prawie 26 tys., podczas gdy testów wykonuje się blisko o połowę mniej niż dwa tygodnie temu.
Czy rzeczywiście widać już pierwsze oznaki poprawy i można mówić o uspokojeniu sytuacji epidemicznej w Polsce, kiedy liczba zakażonych wciąż utrzymuje się w granicach 24 tys. dziennie, a umiera nawet 500 osób?
– Same dane dotyczące liczby osób, u których stwierdzono zakażenie SARS-CoV-2, jakie codziennie poznajemy, to pochodna liczby wykonanych testów i strategii testowania, jaką w Polsce przyjęto – tłumaczy prof. Krzysztof Pyrć z Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalista w dziedzinie mikrobiologii i wirusologii, ekspert w powołanej niedawno Radzie Medycznej. – Większość pacjentów nie potrzebuje jednak specjalistycznej pomocy, a jedynie czasu, żeby dojść do zdrowia. Bardziej skupiłbym się na tym, ile nasza służba zdrowia jest w stanie udźwignąć. Do którego punktu lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni będą mogli pomóc wszystkim pacjentom w ciężkim stanie – analizuje.
Tymczasem odsetek pozytywnych testów na COVID-19 w liczbie testów ogółem sięga ponad 40 proc., można więc założyć, że niewykrytych infekcji jest dużo więcej. Sam prof. Horban, który jest doradcą premiera Morawieckiego, sugerował, że realnie dziennych zakażeń może być nawet 5 razy więcej niż pokazują oficjalne statystyki. Zakładając taki scenariusz dziennie możemy mieć 125 tys. przypadków zakażeń, co daje 326 przypadków na 100 000 mieszkańców.
Anna Moraniec


