
Ledwie w ubiegły poniedziałek przedstawiciele amerykańskiej firmy Pfizer oraz niemieckiej BioNTech poinformowali o wstępnych wynikach badań klinicznych szczepionki przeciwko koronawirusowi, a już w piątek minister zdrowia zapowiedział wielką akcję masowych szczepień. – Planujemy zaszczepić całą populację dorosłych, to ponad 31 mln ludzi, którzy ukończyli 18 lat. Proces nie będzie łatwy – powiedział w mediach Adam Niedzielski. Wyraził przy tym nadzieję, że „skłonność do przyjęcia szczepionki będzie większa”. Nie wiem co miał na myśli, pewnie nie niechęć do szczepienia się przeciwko grypie, bo w tym roku nikogo nie trzeba było specjalnie namawiać. Problem jednak w tym, że z zapowiadanych w ilości ok. 2 mln szczepionek do Polski dotarło tylko kilkaset tysięcy. I rozeszły się jak świeże bułeczki. Czy będą przeciwko koronawirusowi i kiedy, tego tak naprawdę nikt nie wie (choć wiceminister zapowiedział szczepienia już końcem grudnia tego roku(!). Oczywiście nad ich stworzeniem usilnie pracuje kilkanaście firm farmaceutycznych, a kilka jest już nawet w końcwej fazie badań. Co prawda zwykle szczepionki opracowuje się długimi latami, m.in. dlatego, że wymagane jest przetestowanie ich bezpieczeństwa w krótkim i długim terminie. W przypadku szczepionki na koronawirusa trudno będzie sprawdzić czy nie wywołuje ona żadnych skutków ubocznych i powikłań w dłuższym terminie. To z pewnością będzie stanowiło argument dla wszystkich antyszczepionkowców. Ale nie o tym chciałam mówić. Zaciekawiła mnie bowiem liczba osób, które planuje zaszczepić minister. 31 mln osób. Przyjmując nawet, że tyle szczepionek trafi do Polski i będą oczywiście skuteczne i bezpieczne, to gdzie to zrobi? W punktach pobierania wymazów, gdzie już teraz ustawiają sie wielogodzinne kolejki? Mniejsza zresztą o to, szczepionki na razie nie ma, a komunikaty firm farmaceutycznych są tylko komunikatami, a zapowiadane preparaty o skuteczności 90 czy 94 proc. są tylko nie potwierdzonymi tezami. Od komunikatu do „dostępności w dużej ilości” droga musi być liczona nie w tygodniach (od „końca grudnia” dzieli nas niecałe sześć), a raczej w miesiącach. I tak tę perspektywę oceniają eksperci, w tym szczery do bólu szef doradców medycznych premiera. Prof. Andrzej Horban powiedział bowiem, że wiosną (realna szansa na szczepionkę) blisko połowa populacji Polski będzie już miała zakażenie za sobą. „W związku z tym istnieje obawa, że szybciej przechorujemy, niż uchroni nas szczepionka”. Więc może nie warto rzucać słów na wiatr, zapowiadajac szczepienie wszystkich, tym bardziej, że temat szczepień, podobnie jak aborcja, wzbudza kotrowersje w społeczęństwie? I zająć się czym bardziej konstruktywnym.
Redaktor Anna Moraniec



21 Responses to "Szybko przyszło, szybko poszło"