
w Kolbuszowej są obostrzenia związane
z epidemią koronawirusa. Fot. Paweł Galek
Przedostatnia sesja Rady Miejskiej trwała 33 minuty i 43 sekundy. Wolne wnioski radnych ograniczyły się do… wystąpienia burmistrza. Wydawało się, że to rekord nie do pobicia. A jednak. Ostatnie obrady trwały 27 minut i 11 sekund. Żaden z radnych nie odezwał się ani słowem, nie składał zapytań, o nic nie pytał. Czy taka praca samorządowców jest warta od 838 zł do 1950 zł netto, które miesięcznie od nas dostają?
Krzysztof Wilk, przewodniczący Rady Miejskiej, na początku czwartkowej (26 bm.) sesji oświadczył, że obrady odbywają się w warunkach szczególnego rygoru sanitarnego.
Uwinęli się w 27 minut
– Zwracam się więc do państwa radnych o przestrzeganie przyjętych ograniczeń czy obostrzeń z tym związanych, tak abyśmy tę sesję, tę naszą pracę wykonywali bezpiecznie. Proszę też o bardzo merytoryczne podchodzenie do wszystkich punktów. Chodzi o to, abyśmy niepotrzebnie nie przedłużali naszej sesji – apelował przewodniczący Wilk.
I trzeba przyznać, że radni go posłuchali. Uwinęli się ze wszystkim w 27 minut. Dla porównania – ostatnia sesja Rady Miasta w Mielcu trwała 6 godzin i 11 minut.
Przez koronawirusa?
Z naszych informacji wynika, że kolbuszowscy radni otrzymali polecenie, żeby wolne wnioski składać tylko na piśmie. Natomiast ekspresowy czas trwania sesji miał na celu ograniczenie do minimum obecności urzędników na sali obrad po to, by nie narażać ich w zarażenie koronawirusem. Tylko czy tak ma wyglądać prodecowanie ważnych dla lokalnej społeczności spraw? Skoro rzeczywiście są obawy związane z koronawirusem, to dlaczego obrady nie odbyły się zdalnie, tak jak np. ma to miejsce w Mielcu? Pytania bez odpowiedzi.
Ciekawe, że zaraz po sesji odbyło się posiedzenie Komisji Finansów Publicznych, które jednak nie było transmitowane w Internecie. Debata trwała długo (jak twierdzi nasz informator), mowa była o budżecie gminy na 2021 r. Wtedy covid już nie przeszkadzał?
Paweł Galek


