
O tym, że pod rządami tzw. dobrej zmiany Polska jest potęgą właściwie we wszystkich sferach, to mamy okazję słyszeć codziennie z ust polityków tejże „dobrej zmiany”. Z koronawirusem znów już „wygrywamy”, o czym radośnie, acz nieco po grafomańsku, poinformował na Facebooku sam premier Mateusz Morawiecki. Nie padły jeszcze co prawda słowa, że koronawirus czuje przed Polakami respekt (jak wszyscy na świecie), a nie Polacy przed koronawirusem, ale było o tym, że działania naszego rządu powstrzymały pandemię, „hamulec działa”, zachorowalność spada i w ogóle jest prawie wspaniale. A wszystko to dlatego, że rząd „dobrej zmiany” wprowadził odpowiednie restrykcje! Wystarczy się tylko stosować do nich. – Kochani – wytrzymajmy! Cierpliwość, dyscyplina i solidarność opłacą się nam wszystkim. Razem zwyciężymy wirusa – zaapelował do rodaków szef naszego rządu bardzo z siebie zadowolony.
W sumie to bardzo optymistyczne i tylko się cieszyć powinniśmy, że tak nam ze wszystkim, włącznie z walką z pandemią, dobrze idzie dzięki temu rządowi. Tyle, że wcale nam dobrze nie idzie! Polska zajmuje 6. miejsce w rankingu europejskich państw w liczbie wykonanych testów na koronawirusa na milion mieszkańców, ale od końca. Wyprzedzają nas nie tylko takie państwa jak: Słowacja, Serbia czy Rumunia, ale także Białoruś i Kazachstan. Prezes Rady Ministrów cieszy się ze spadku zachorowań na koronawirusa, a tak naprawdę robimy mało testów, to i mała liczba zakażonych nam wychodzi. Do tego podwładny pana premiera, minister zdrowia, Adam Niedzielski, otwarcie mówi o tym, że mała liczba zachorowań wykazana po weekendzie, to pokłosie tego, że w weekend testy robi się rzadziej niż w roboczym tygodniu. Taka jest zatem prawda, a w służbie zdrowia panuje chaos, brakuje nam podstawowego sprzętu do walki z pandemią, ale mamy uwierzyć, że z nią wygrywamy, bo tak mówi Mateusz Morawiecki.
Warto cofnąć się nieco w czasie i przypomnieć sobie, że już nie pierwszy raz podczas tej pandemii mamy w to uwierzyć. Przed wyborami prezydenckimi dokładnie to samo mówiła nam dokładnie ta sama osoba: premier Mateusz Morawiecki! Mówił, że „koronawirus jest w odwrocie” . Potem, gdy nadeszła druga fala pandemii, tłumaczył się, iż sam wierzył w to co mówił, a że wyszło jak wyszło, no, bywa. Nie wiadomo czy teraz też szef naszego rządu naprawdę wierzy, że koronawirus nam „odpuszcza”, czy też nie, ale wiadomo, że raz już się na jego wierze w to „przejechaliśmy” i to nader boleśnie.
Wszyscy chcielibyśmy, żeby koronawirus naprawdę już „odpuścił” i pandemia się skończyła. Ale to niestety nie zależy od wierzeń pana premiera Morawieckiego, ani kogokolwiek innego. Przedstawianie chwilowego być może spadku zachorowań przy jednoczesnym robieniu małej liczby testów jest może dobrym chwytem propagandowym pana premiera, ale jest też chwytem bardzo nieetycznym. Na tym, czy pandemia odpuszcza i co o tym świadczy znają się lekarze wirusolodzy, a nie byli bankierzy i politycy.
Przed nami, jak to kwieciście ujął M. Morawiecki, ostatni, świąteczny miesiąc 2020 roku. Będziemy stosować się do wprowadzonych przez rząd restrykcji, ale będziemy częściej i na dłużej w sklepach, by kupić potrzebne do przygotowania świątecznego menu produkty i prezenty. Będziemy spotykać się z krewnymi i znajomymi w świąteczny czas. Nie ulegajmy propagandzie sukcesu rządu, bo może się to dla nas źle skończyć. Nie wiemy, jak dalej przebiegać będzie pandemia, ilu z nas zakazi się koronawirusem, ilu zachoruje na COVID-19. Jeśli okaże się, że pan premier znów się pomylił, to dla tych, którzy zachorują, albo stracą wskutek pandemii bliskich, jego „przepraszam, sam w to wierzyłem” będzie raczej słabą pociechą…
Redaktor Monika Kamińska



7 Responses to "Premier już raz mówił, że „koronawirus jest w odwrocie”"