
Do Sądu Rejonowego w Krośnie wpłynął akt oskarżenia przeciwko byłemu staroście krośnieńskiemu i siedmiu byłym członkom zarządów i rad nadzorczych spółek PKS Krosno. Śledczy postawili im szereg zarzutów związanych z nieprawidłowościami, jakich mieli się dopuścić podczas przekształceń spółki PKS Krosno.
Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w PKS Krosno od grudnia 2016 r. prowadziła Prokuratura Okręgowa w Krośnie. Obejmowało okres od 2013 do 2019 r. W tym czasie właścicielem PKS Krosno była firma z Warszawy. Doniesienie do prokuratury o możliwych nieprawidłowościach złożył Zarząd Regionu Podkarpacie NSZZ „Solidarność” w Krośnie.
Starosta sprzedał za bezcen
Właścicielem PKS Krosno od 2011 r. było Starostwo Powiatowe. Starostą był wówczas Jan J. z Prawa i Sprawiedliwości (później został z niego usunięty – przyp. red.). Powiat przejął i chciał ratować spółkę, ale problemy finansowe się pogłębiały, powiat nie miał pieniędzy, ani pomysłu na to, jak ratować upadającą firmę, zdecydował więc o jej sprzedaży. W 2013 r. PKS Krosno wraz ze wszystkimi autobusami i nieruchomościami, w tym: stacją paliw, biurowcem i działką trafiła w ręce prywatnej firmy z Warszawy, FK Partner. Firmy, która co ciekawe, z transportem nie miała nic wspólnego, a prowadziła działalność finansową. Po sprzedaży krośnieński PKS podzielono na trzy spółki. Miały zajmować się transportem, nieruchomościami i usługami.
Na ile decydujący przy wyborze nabywcy był fakt, że firma FK Partner doradzała wówczas jednemu z dyrektorów krośnieńskiego PKS-u? Tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast że nabywca inwestor zrobił interes życia, bo dwa lata później sprzedał wydzieloną część spółki z kilkukrotnym zyskiem.
W 2016 r. PKS Krosno zakończył działalność. Ponadstuosobowa załoga z dnia na dzień została na lodzie.
Bez pracy, na obczyźnie, za 1034 zł miesięcznie
Andrzej Szczurek przepracował w PKS 36 lat, był przewodniczącym związkowej Solidarności. W rozmowie z Super Nowościami wspomina, że w czasach świetności autobusy PKS Krosno jeździły nie tylko do każdej miejscowości w powiecie, ale też w dłuższe trasy, do Warszawy czy Wrocławia. – Gdyby przedsiębiorstwo funkcjonowało, do dzisiaj byśmy pracowali, mielibyśmy pieniądze na życie, a tak, część z nas musiała wyjechać za pracą na drugi koniec Polski, albo za granicę – mówi nam.
Sytuacja części byłych pracowników PKS Krosno, jak przyznaje nasz rozmówca, jest dramatyczna. – Część z nich utrzymuje się z dorywczych prac, dorabiają na budowach lub przy pracach sezonowych. Kilkunastu, tak jak ja, jest na zasiłkach przedemerytalnych w wysokości 1034 zł. Za tę kwotę musimy opłacić mieszkanie i rachunki, kupić jedzenie. Trzeba żyć bardzo skromnie, aby związać koniec z końcem. Są też osoby, które do dzisiaj nie znalazły pracy, nie mają żadnych świadczeń i pozostają na utrzymaniu rodziny – mówi w rozmowie z Super Nowościami Andrzej Szczurek, były pracownik i związkowiec PKS Krosno. Były pracodawca jest mu winny około 40 tys. zł.
„Domagamy się sprawiedliwości”
W sumie, jak informuje, na zaległe pieniądze czeka ponad setka byłych pracowników PKS Krosno. – Spółka zalega nam łącznie około dwóch milionów złotych. Domagamy się sprawiedliwości, mamy nadzieję, że sąd rozpatrzy sprawę na naszą korzyść i zasądzi wyrok, który będzie nas satysfakcjonował. Sąd pracy przyznał nam pieniądze, ale z winy pracodawców, którzy niewłaściwie prowadzili działalność, do tej pory nie zostały nam one wypłacone – rozkłada ręce nasz rozmówca. – Idziemy po swoje, nie cudze – dodaje.
Były pracownik PKS Krosno podkreśla, że załoga podczas spotkań z kierownictwem spółki sygnalizowała o problemach, miała też podsuwać rozwiązania, których wdrożenie mogło dźwignąć ją finansowo, ale jak przyznaje nasz rozmówca, głos pracowników był przez kierownictwo spółki ignorowany. – To wyglądało na celowe działanie, aby doprowadzić do upadku PKS Krosno, a naszym obowiązkiem było dbanie o zakład pracy i pracowników .Robiliśmy co było mozliwe, aby uratować nasze miejsca pracy. Jestem zbulwersowany tym wszystkim, co się wydarzyło – komentuje Andrzej Szczurek.
Przypomina, że byli pracownicy PKS Krosno wielokrotnie apelowali do obecnych włodarzy o pomoc. Spotkali się nawet z Beatą Szydło, która w 2015 roku odwiedziła Krosno w kampanii wyborczej, pisali listy i pisma do premiera Mateusza Morawieckiego, ale ich apele pozostały bez odpowiedzi.
Osiem osób na ławie oskarżonych
Efektem czteroletniego śledztwa Prokuratury Okręgowej w Krośnie było postawienie zarzutów ośmiu osobom: trzem byłym prezesom PKS w Krośnie, czterem byłym członkom rad nadzorczych spółki oraz byłemu staroście krośnieńskiemu i osobom zaangażowanym w proces przekształceń własnościowych firmy. – Akt oskarżenia jest bardzo obszerny, liczy ponad 200 stron – mówi nam Beata Piotrowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krośnie. Jak dodaje, lista zarzutów jest bardzo długa. – Zarzuty postawione podejrzanym dotyczą różnego rodzaju przestępstw dotyczących nieprawidłowości związanych z działalnością PKS z siedzibą w Iwoniczu oraz spółek powstałych na bazie procesu restrukturyzacji – informuje prokurator.- Chodzi przede wszystkim o nadużycie uprawnień i doprowadzenia do opracowania planu podziału spółki PKS Krosno S.A., zmianę statutu, przeniesienie części majątku stanowiącego integralną część tego przedsiębiorstwa w zakresie zarządzania nieruchomościami na rzecz dwóch spółek przejmujących, czyli spółki PKS Nieruchomości i spółki PKS Usługi. Działania te w konsekwencji doprowadziły do powstania wielkiej szkody majątkowej w mieniu PKS Krosno S.A. w łącznej wysokości co najmniej 6,3 mln zł – wyjaśnia prokurator Beata Piotrowicz.
Część oskarżonych ma także zarzuty za niezgłoszenie do sądu wniosku o upadłość spółek PKS. W przypadku byłego starosty krośnieńskiego zarzut dotyczy niedopełnienia obowiązku wyegzekwowania kary umownej przez Starostwo Powiatowe w Krośnie, co jak uznała prokuratura, było działaniem na szkodę powiatu. Grozi mu za to do trzech lat więzienia.
Jak informuje prokurator, żaden z oskarżonych nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Wszyscy, oprócz byłego starosty krośnieńskiego Jana J., złożyli wyjaśnienia. Spora część zarzutów dotyczy uporczywego naruszenia praw pracowniczych. Oskarżonym grozi od roku do 10 lat więzienia.
Martyna Sokołowska



One Response to "Upadkiem PKS Krosno zajmie się sąd. Wśród oskarżonych były starosta z PiS"