
Mimo ciągłych apeli o ochronę przyrody, niektórzy nadal wywożą śmieci do lasu tworząc dzikie wysypiska i dewastując przyrodę. Sprawcy takich wykroczeń nie pozostają bezkarni.
Lescy policjanci w ostatnich dniach dwukrotnie interweniowali w związku z dzikimi wysypiskami. Najpierw otrzymali informację, że w Roztokach Dolnych na składzie drewna, ktoś wyrzucił śmieci wielkogabarytowe, w tym stare meble. – Świadek zauważył samochód z przyczepką lokalnej wypożyczalni. Dzięki temu policjanci szybko ustalili, że przyczepkę wypożyczył 66-letni mieszkaniec Mchawy. Chwilę później funkcjonariusze byli już na posesji 66-latka – relacjonuje Katarzyna Fechner, rzeczniczka leskiej policji.
Na miejscu zastali opisywany przez świadka samochód z przyczepką, a na niej resztki styropianu, kartonów i metali. – Mężczyzna, który krzątał się po posesji, twierdził że przyczepkę wynajął w celu przewozu nowych mebli i lodówki, gdyż remontuje dom. Wypierał się, że wywiózł śmieci do lasu – opowiada rzeczniczka.
W sprawie popełnionego wykroczenia zostało wszczęte postępowanie.
Kolejne zgłoszenie wpłynęło do policji poprzez Krajową Mapę Zagrożeń Bezpieczeństwa. Zgłaszający informował o dzikim wysypisku śmieci w miejscowości Wołkowyja. – Dzielnicowi z Polańczyka, w rejonie zjazdu nad Jezioro Solińskie, zastali dzikie wysypisko. Wśród wyrzuconych śmieci były opakowania paczek z nalepkami adresowymi. Dzięki temu ustalono, że śmieci należą do mieszkańca Gliwic. Ten tłumaczył, że w listopadzie wypoczywał w Wołkowyi w domku letniskowym rodziców, a śmieci wyrzucał w tym miejscu, gdyż kiedyś stał tam kontener – relacjonuje Katarzyna Fechner. W tej sprawie również wszczęto postępowanie o wykroczenie.
Według kodeksu wykroczeń osoba, która wyrzuca śmieci na nienależący do niego grunt, podlega karze grzywny do 1000 zł. Może również ponieść koszty usunięcia swoich śmieci z dzikiego wysypiska, jakie stworzyła.
Martyna Sokołowska



One Response to "Dzikie wysypiska śmieci w Bieszczadach"