
To, że dla członków i sympatyków PiS prezes tej partii, Jarosław Kaczyński, jest niemal bóstwem, to wiadomo. To, że ludzie władzy z reguły mają sporo różnych przywilejów, niekoniecznie słusznie, to też wiadomo. To, że członkom PiS, a już szczególnie prezesowi Kaczyńskiemu „się po prostu należy” wszystko, czego im się zachce, z pieniędzmi podatników włącznie – to też, niestety, powszechnie wiadomo. Ale to, że przeciętny Polak niegodny jest, by w jednej świątyni z tym „półbogiem” przebywać i modlić się, to już przechodzi ludzkie pojęcie.
Gdy w kwietniu tego roku, przy oficjalnie zamkniętych dla odwiedzających groby bliskich cmentarzach, Jarosław Kaczyński z liczną obstawą wybrał się na Powązki, by odwiedzić grób swej matki, niektórzy byli oburzeni. No bo jak to tak? Zwyczajny człowiek świeczki na grobie ojca, matki czy brata zapalić nie może, a prezes PiS – owszem, może. Trafnie to potem ujął Kazik Staszewski w swoim utworze „Twój ból jest lepszy niż mój”. Wiadomo, że taki zwykły człowiek jest zwykły, to i rozpacz jego po śmierci bliskiego jest zwykła i może sobie poczekać z odwiedzaniem grobu takiego bliskiego, aż koronawirus odpuści. A Jarosław Kaczyński to osoba niezwykła, szczególnie uduchowiona, to i jego rozpacz też niezwykła jest i żaden koronawirus nie będzie mu wchodził w paradę, gdy chce rozpaczać na swoim wzniosłym i szczególnym poziomie!
Tak samo z dziesiątym dniem każdego miesiąca. Przyziemnym ludziom dziesiąty kojarzy się z wypłatą, a Jarosławowi Kaczyńskiemu z kolejną miesięcznicą katastrofy smoleńskiej. Wbrew temu co się wydaje, to się jednak z sobą wiąże, bo za kolejne miesięcznice smoleńskie, jeszcze do niedawna celebrowane na życzenie, czy też rozkaz prezesa PiS, płacili ci, co to 10. każdego miesiąca czekają na wypłatę, czyli podatnicy.
Teraz już prezes tak „hucznie” miesięcznic smoleńskich nie obchodzi, ale przecież nie może dać zapomnieć o sobie i o tym, że w zasadzie w katastrofie smoleńskiej zginął jego brat bliźniak – no niech będzie – wraz z małżonką. Pozostałe 94 osoby, to nikt ważny, ot po prostu mieli zaszczyt lecieć z prezydentem i – co na pewno ważniejsze – bratem samego prezesa PiS i razem z nim rozbić się i zginąć. Niestety, Jarosław Kaczyński tak właśnie się zachowuje, jakby tak myślał, nie bacząc na uczucia innych bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej.
W miniony czwartek przypadała miesięcznica, to i J. Kaczyński poszedł na mszę w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej do bazyliki archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Sam nie był, bo towarzyszyli mu m. in. wicepremier i minister dziedzictwa narodowego, kultury i sportu Piotr Gliński, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, no i oczywiście wybitny ekspert od katastrofy smoleńskiej, Antoni Macierewicz. Poza nimi Kaczyńskiemu towarzyszyli też …policjanci. Tyle, że oni nie przyszli modlić się, tylko strzec drzwi świątyni! I to od nich właśnie starszy mężczyzna, który też przyszedł na „mszę smoleńską” dowiedział się, że ma szukać sobie innego kościoła do modlitwy, albo wejść do tego, ale już po mszy. Wierny był – cóż za nietakt – nieco natrętny i usiłował przekonać funkcjonariuszy, że on co miesiąc przychodzi modlić się „w związku ze Smoleńskiem”, tradycyjnie tak. Apelował też, żeby mu nie ograniczać przynależnych katolikowi praw w postaci odwiedzania jakiego się chce kościoła. Na nic mu się to jednak zdało, bo policjanci zbyli go twierdząc, że w świątyni już jest „komplet” wiernych i więcej wejść nie może.
Tak więc Jarosław Kaczyński zapoczątkował nową, nie do końca świecką tradycję, że gdzie się modli on wraz ze swą świtą, tam inni wstępu nie mają i mają spadać! Kłóci się to ze słowami Chrystusa, który głosił „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich”…Ale przecież nie każdy jest godny modlić się tam, gdzie sam prezes. Trzeba to rozumieć i akceptować. A kto nie rozumie i nie akceptuje, najpewniej nie jest prawdziwym Polakiem.
Redaktor Monika Kamińska



22 Responses to "Po „prywatnym” cmentarzu, Kaczyński ma „prywatny” kościół"