Nie pozwólmy, by szczepienia nas podzieliły

Nie na darmo mówi się, że „gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania”. Niestety, jesteśmy narodem kłótliwym i każdy z nas wie lepiej. Nie ma sfery życia społecznego bez względu na to, czy mówimy o polityce, religii czy seksie, żeby nie dochodziło do polaryzacji poglądów. I iskrzy aż miło. Nie pozwólmy jednak, by podzieliła nas szczepionka na COVID-19, szczepionka, na którą od niemal roku czekał cały świat. Kiedy się wreszcie pokazała, a z nią nadzieja na koniec pandemii i powrót do normalności, bo koronawirus nie tylko zabija, ale przewrócił całe nasze życie do góry nogami, większość nie chce się zaszczepić. Taki sygnał płynie nawet nie od zwykłych zjadaczy chleba, ale wydawać by się mogło, od ludzi świadomych zagrożenia, bo pracujących na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem, czyli personelu medycznego. To oni bowiem jako najbardziej zagrożeni i jednocześnie najbardziej niezbędni według programu szczepień narodowych mieli być zaszczepieni w pierwszej kolejności. Niestety, chęć zaszczepienia się deklaruje na razie niewiele ponad 15 proc. medyków. Wygląda nawet na to, że będą się szczepić „po polsku”, czyli patrząc jeden na drugiego. Na zasadzie: jak zaszczepi się sąsiad i nic mu nie będzie, to później zaszczepię się ja. A przecież gołym okiem widać, że śmiertelność zastraszająco rośnie. Tylko na Podkarpaciu w listopadzie zmarło o 118 proc więcej osób niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Co prawda nie tylko koronawirus zabija, ale z powodu pandemii nie przygotowano polskiej służby zdrowia na to, by osoby, które są przewlekle chore, pacjenci onkologiczni, osoby z chorobami serca mogły mieć zapewnioną normalną ochronę zdrowia, dlatego ludzi zaczynają padać jak muchy. Tymczasem eksperci epidemiolodzy, którzy zęby zjedli na walce z chorobami zakaźnymi, mówią jednym głosem: „szczepionki są jednym z najważniejszych osiągnięć współczesnej medycyny, a szczepienia są najbardziej efektywnymi działaniami profilaktycznymi, które chronią nas przed wieloma groźnymi chorobami zakaźnymi”. „Ich skuteczność mierzona spadkiem liczby zachorowań na odrę, tężec, krztusiec, polio, świnkę, różyczkę, czy wirusowe zapalenie wątroby typu B wynosi 95 – 99 proc. W przypadku ospy prawdziwej szczepienia doprowadziły wręcz do całkowitego zwalczenia (eradykacji) tej choroby” – piszą w swoim stanowisku. I dodają (cytuję ich słowa, bo ja nie jestem ekspertem, jedynie wierzę autorytetom), że w przypadku najbardziej niebezpiecznej ze znanych im szczepionek (właśnie ospie prawdziwej), po zaszczepieniu umierała średnio 1 osoba na milion zaszczepionych. Takie ryzyko jest mniejsze niż na przykład ryzyko rażenia osoby piorunem w ciągu roku. Podkreślają również, że użycie szczepionki dającej nawet tak negatywne skutki uboczne było w pełni uzasadnione, gdyż ryzyko zgonu osoby niezaszczepionej na ospę prawdziwą wynosiło 30 osób na 100 przypadków zachorowań. Przed wynalezieniem szczepionki przeciw ospie prawdziwej na skutek epidemii tej choroby pustoszały całe miasta i regiony. Dostępne dziś szczepionki są bardzo bezpieczne. Ryzyko wystąpienia zagrażającej życiu reakcji poszczepiennej (anafilaktycznej), wynosi ok. 1,3 na 1 000 000 podań. Jednak nawet w przypadku wystąpienia takiej reakcji osoba szczepiona od razu otrzymuje skuteczną pomoc medyczną w punkcie szczepień, odpowiednio przygotowanym i wyposażonym do tego, aby taką pomoc świadczyć – podkreślają. I ja im wierzę.

Redaktor Anna Moraniec

13 Responses to "Nie pozwólmy, by szczepienia nas podzieliły"

Leave a Reply

Your email address will not be published.