
To historia, która wymyka się wszelkim stereotypom. Szpiegowska opowieść z czasów zimnej wojny cofa nas do końcówki drugiej wojny światowej, kiedy ważą się losy Europy i przyszłość ludzi uwikłanych w jej tragiczną historię. Skarby, rozgrywki służb, tajemnice – współczesność spleciona z przeszłością tak skomplikowaną, że nawet dzisiaj trudno znaleźć odpowiedź na wydawałoby się najprostsze pytania….
Polska ambasada w Kopenhadze, styczeń 1972 r. Wraz z codzienną pocztą w ręce peerelowskich dyplomatów trafia taśma magnetofonowa nieznanego pochodzenia. Nagranie po angielsku z obcym akcentem przedstawia niebywałą ofertę:
My, międzynarodowa grupa biznesmenów, którzy oczywiście pragną zachować anonimowość- posiadamy informacje na sprzedaż, które z całą pewnością doprowadzą do odzyskania skarbów skradzionych z krakowskiego muzeum w 1944 roku. Jesteśmy gotowi przedstawić tę propozycję waszemu rządowi zanim przedstawimy ją komukolwiek innemu, ponieważ jesteśmy przekonani, że te skarby mają wielką narodową i historyczną wartość, oprócz czysto handlowej, która na międzynarodowym czarnym rynku jest obecnie oceniana na około 10 milionów dolarów amerykańskich. Nasza cena za informacje wynosi 1 milion 200 tys. dolarów. Jednocześnie, aby zapewnić Was, że nasza oferta jest poważna, niniejszym podaję kilka faktów dotyczących całej sprawy.
Według informacji z taśmy, 24 listopada 1944 roku pięć niemieckich ciężarówek wojskowych przewożących obrazy, porcelanę, biżuterię i klejnoty królewskie wyjechało z muzeum w Krakowie główną drogą w kierunku Wrocławia.
Około 21 km na wschód od miejscowości …………… (nazwa nieczytelna) rozbili obóz, aby przenocować.
Następnego ranka konwój został zaatakowany przez oddział partyzantów AK. W walce 22 niemieckich żołnierzy ze służby bezpieczeństwa i SS zostało zabitych.
Kiedy wszystko się skończyło , cztery z pięciu niemieckich ciężarówek, z obrazami, porcelaną i biżuterią zostały odzyskane, jednak piąta z klejnotami królewskimi zaginęła. Dziś wiemy dokładnie gdzie pojechała. Jeśli Wasz rząd zdecyduje się przyjąć ofertę, proszę umieścić 14 i 15 stycznia w duńskiej gazecie „Politiken” w rubryce „Personlige” ogłoszenia o następującej treści: „Kochanie bardzo mi ciebie brak- wróć” podpis „P”.
Ogłoszenie ukazuje się w duńskiej gazecie zgodnie z poleceniem autorów anonimu. Kontakt jednak nie zostaje podjęty. Urywa się na 4 miesiące. Taśma trafia do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a stamtąd do Komendy Głównej MO. Sprawę przejmuje oficer z wieloletnim stażem, specjalizujący się w ochronie i zabezpieczeniu dzieł sztuki Bronisław Wojtal, który kończy karierę w MO wiele lat później jako podpułkownik.
Z notatki służbowej ppłka Bronisława Wojtala: „Opracowałem zadania do wykonania przez podległe służby w terenie oraz nakreśliłem własne, w których przewidziałem:
– Ustalenie i przeprowadzenie rozmów z dowódcami i członkami zgrupowań partyzanckich;
– Rozmowy w Ministerstwie Kultury i Sztuki, zmierzające do ustalenia strat wojennych;
– Rozmowy z przedstawicielami Narodowego Banku Polskiego dotyczące wyasygnowania miliona dwustu tysięcy dolarów oraz wytypowania odpowiedniego powiernika w Szwajcarii.”
Tymczasem do ambasady polskiej – tym razem w Paryżu – w maju 1972 roku wpływa kolejna taśma:
To jest kontynuacja poprzedniej taśmy przesłanej do polskiego ambasadora w Danii w styczniu tego roku. Dziękujemy za pozytywną reakcję i prosimy o wykonanie następujących instrukcji. W ciągu trzech dni Wasz rząd…
Instrukcje, które zawiera kolejna taśma są precyzyjne. Strona polska powinna udostępnić zachodnim mediom informacje o podjęciu rozmów w sprawie odzyskania skarbu, a następnie w obecności niezależnych reporterów przekazać w depozyt wybranemu szwajcarskiemu powiernikowi milion dwieście tysięcy dolarów.
Gdy zaakceptujecie warunki, odzyskanie skarbów będzie miało miejsce 22 maja.
Według informacji posiadanych przez ppłk Wojtala, anonim z paryskiej ambasady pozostaje bez odpowiedzi Ministerstwa Spraw Zagranicznych, bowiem proponowany 3-dniowy termin jest zbyt krótki, zupełnie nierealny, by można było przeprowadzić taką operację, nikt też nigdy więcej nie podejmuje rozmów w tej sprawie. Nikt, jak twierdzi Wojtal nie kontaktuje się z ówczesnym polskimi władzami. Płk Wojsk Ochrony Pogranicza Henryk Piecuch, dziennikarz, pisarz i badacz działalności służb specjalnych twierdzi, że sprawa ta wydaje się ewidentnym elementem szerszej kombinacji operacyjnej zmierzającej do nawiązania gry między wschodem, a zachodem. Aby zawiązać taką grę, trzeba nawiązać jakieś kontakty. Fakty znane, bardzo nieliczne, wskazują, że wcale nie o skarby chodziło. Skarby były tylko pretekstem.
Tymczasem trwa śledztwo. Prawie wszystkie dzieła sztuki wywiezione podczas wojny z krakowskich muzeów powróciły do nich, a zaginęły tylko zbiory z kolekcji prywatnych, a zatem podstawowym zadaniem jest ustalenie, czy 25 listopada1944 roku faktycznie miały miejsce zdarzenia opisane na taśmach. Prowadzący sprawę ppłk Bronisław Wojtal twierdzi, że nie było pacyfikacji, nie było rewizji, nie było pościgu, że rozmawiał z kilkoma dowódcami oddziałów rozmaitych działających na tym terenie i nic o takim zdarzeniu nie wiedzieli. W swej notatce służbowej zapisuje: Powstało uzasadnione podejrzenie, że tajną akcję przeprowadził bliżej nieznany oddział niemiecki na polecenie Naczelnego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy.
Tę hipotezę potwierdza znany poszukiwacz skarbów Wojciech Stojak: „III Rzesza nie była monolitem. Każdy miał tam swoje własne interesy. Miało swój interes i NSDAP i SS. W obrębie SS też były jakieś prywatne interesy, a i bonzowie niemieccy mieli własne prywatne i nikt dzisiaj nie wie, kto to mógł schować, kto to mógł zrobić.”
Notatka służbowa ppłka Bronisława Wojtala: „Osiągnięte wyniki i wnioski. Prowadząc postępowanie wyjaśniające zgromadzono dokumentację opisowo oglądowo, to jest: mapy, szkice, plany, zdjęcia, zdjęcia lotnicze, opisy historyczne i inne. Na ich podstawie oraz na podstawie zeznań świadków i dokumentacji z przebiegu prac pomiarowych doprowadzono do ustalenia dokładnej lokalizacji bunkra przeznaczonego do ukrycia najcenniejszych przedmiotów zabytkowych, historycznych i materialnych przez Niemców pod koniec wojny”.
Wszystkie tropy – efekt długoletniego, drobiazgowego śledztwa – doprowadziły śledczych z Komendy Głównej MO na teren twierdzy Kłodzko. Ten siedemnastowieczny, modernizowany później system obronny, to gigantyczna budowla, która góruje nad miastem – to 40 km podziemnych korytarzy, z dala od działań wojennych, prawie nie do zdobycia. Miejsce wydawałoby się idealne.
Jak mówi Wojciech Stojak: „Trzeba pamiętać, że to był koniec listopada 1944 roku, już się wiele rzeczy odbywało na chybcika. Nie było już czasu na przygotowanie znakomitych depozytoriów, gdzie wilgotność będzie wynosiła tyle i tyle procent. To była już partyzantka.”
Dlaczego podejrzenia padły na Kłodzko? Oficjalnie dlatego, że w sierpniu 1944 roku przeniesiono tam z Łodzi fabrykę wojskowych urządzeń AEG wraz z całą półtoratysięczną załogą polskich robotników przymusowych. Jednym z pracowników AEG w twierdzy był Adam Bieńkowski, nieżyjący już dziennikarz, autor wielu artykułów i wspomnień z okresu okupacji. 14 października 1944 roku Bieńkowski wraz z kilkoma kolegami postanowił, mimo nadzoru Niemców spenetrować podziemne korytarze twierdzy. Wędrówka trwała kilka godzin.
Ze wspomnień Adama Bieńkowskiego (opublikowane w Roczniku Ziemi Kłodzkiej 1960 r.): „Natrafiamy na szerokie schody, które kończą się świeżo wzniesionym murem, rozbijamy cienką ściankę i oto jesteśmy w dość rozległej, sklepionej komnacie. Pod ścianami stoją regały zapełnione cudownymi przedmiotami. Zastawy z saskiej porcelany stoją obok pięknie rzeźbionych pucharów. Nieopodal przetykane złotem szaty, suknie, o fantastycznych wzorach. Setki bezładnie rozrzuconych obrazów olejnych, różnego rodzaje manuskrypty i książki, a na środku sali spoczywa kilkadziesiąt rozmaitych starych pistoletów i strzelb skałkowych z pięknie inkrustowanymi rękojeściami”.
Dotarliśmy do Bolesława Zajączkowskiego – przymusowego robotnika AEG, który mieszkał z redaktorem Bieńkowskim w baraku nr 1 twierdzy kłodzkiej. On także w październiku 1944 roku postanowił sprawdzić wraz z kolegami, co naprawdę kryją korytarze:
„Uszliśmy 200-300 metrów, nie więcej. Zobaczyliśmy w nieładzie całą stertę. Tego było bardzo dużo: potężne księgi okute, bądź skórą obłożone, do tego pieczęcie lakowe, złote, srebrne sznury, mundurów dużo, raczej takie z epoki napoleońskiej.”
Niemcy bardzo szybko zorientowali się, że ktoś przeszukuje podziemia. Kilka dni później, gdy mężczyźni próbowali jeszcze raz dostać się do skarbu okazało się to niemożliwe – tunele były zamurowane.
Ale przecież wszystkie te zeznania, jakie udało się zebrać, dotyczą okresu sprzed 25 listopada 1944 roku, a więc sprzed daty wskazanej w anonimowych taśmach. Jednocześnie znalezione przedmioty nie wydawały się przedstawiać wielkiej wartości. Pamiętajmy, że to tylko oficjalny pretekst, bo był jednak ktoś, kto tak naprawdę wiedział co zdarzyło się tutaj pod koniec listopada 1944 r. Ktoś, kto widział nie tylko transport opisany na taśmach, ktoś kto widział jego zawartość w północnej części twierdzy.
Notatka służbowa ppłka Bronisława Wojtala: „Warszawa, dnia 27 listopada 1980 roku. W dniu 25 listopada 1980 r. o godzinie 17:30 spotkałem się z obywatelem Józefem Rosiakiem zamieszkałym…”
Już w poniedziałek dalszy ciąg tej pasjonującej historii. Czy uda się rozwikłać zagadkę tajemniczych taśm i zagadkowego transportu? Jakie sekrety kryje twierdza Kłodzko? Co widział naoczny świadek? Czy na naszych oczach odbyła się brudna gra obcych wywiadów? O tym wszystkim już w poniedziałek w Super Nowościach.
Link do części drugiej: http://supernowosci24.pl/tasma-z-kopenhagi-czesc-2/


