
Według jednej z legend, ruin zabytkowego klasztoru Karmelitów Bosych w Zagórzu strzeże mnich w kapturze i ciemnym habicie. Postać spowitą mgłą widziano z płonącą pochodnią w dłoni w miejscu dawnego dziedzińca lub klęczącą w ruinach dawnego kościoła z dłońmi spowitymi łańcuchem. Kim był?
Jedni mówią, że mnichem, który podczas sprzeczki z przeorem miał na polecenie władz austriackich podpalić klasztor, a teraz pokutuje za swoje czyny. Inne źródła podają, że zakapturzona postać pojawiająca się w ruinach to duch mnicha o imieniu Leon, którego pochowano w klasztornych podziemiach. Znudzony samotnością po tym, jak inne duchy zakonników rozpierzchły się po okolicy, szukał towarzystwa mieszkańców zaglądając im do domów przez okna i budząc tym powszechny lęk i strach. Zaniepokojeni mieszkańcy zwrócili się do miejscowego księdza, aby odprawił mszę za błąkającą się po ziemi duszę Leona. Podczas mszy nad ruinami klasztoru zawisła ogromna, ciemna chmura, lunął deszcz, rozszalała się burza z piorunami, które raz po raz uderzały w mury kościoła. Od tego czasu duch mnicha Leona przestał niepokoić mieszkańców, choć są świadkowie, którzy twierdzą, że zjawę nadal można tu spotkać.
Legend i podań o zagórskim karmelu jest wiele, choć sam klasztor przetrwał zaledwie sto lat. Powstał w pierwszej połowie XVII wieku. Jego fundatorem był Jan Franciszek Stadnicki, wojewoda wołyński, właściciel sąsiedniego Leska. Prace przy budowie klasztoru trwały 30 lat. Kamień węgielny położono 7 sierpnia 1700 roku, w 1714 wprowadzili się do niego zakonnicy. Budowę ukończono w 1730 roku. W skład zespołu klasztornego wchodziły: kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, klasztor oraz zabudowania gospodarcze. Kompleks otaczały wysokie na kilka metrów mury obronne. Tuż za nimi znajdował się szpital-przytułek dla weteranów wojennych pochodzenia szlacheckiego. Obowiązek opieki nad 12 żołnierzami-inwalidami był wolą fundatora karmelu, Jana Stadnickiego. Pierwszymi mieszkańcami szpitala byli weterani odsieczy wiedeńskiej z 1683 roku.
Kompleks powstał na wzgórzu Mariemont w zakolu rzeki Osławy. To jeden z nielicznych zachowanych klasztorów warownych w Polsce. W czasach świetności klasztory pełniły rolę nie tylko duchową, ale też kulturalną, polityczną i militarną. To tutaj spotykali się mieszkańcy okolicznych miejscowości.
Okres świetności zagórskiego karmelu trwał do pierwszego rozbioru Polski, kiedy to obiekt stał się schronieniem dla konfederatów, którzy bronili się tutaj przed wojskami rosyjskimi. Wtedy też wzgórze klasztorne zostało ostrzelane artylerią rosyjską, miał miejsce pierwszy pożar, który szybko został stłumiony. Siłami braci klasztornych budynek został odbudowany, z powodów politycznych nie odzyskał jednak dawnej świetności. Obrona klasztoru w Zagórzu była ostatnią bitwą konfederacji barskiej.
Kompleks funkcjonował do roku 1822, kiedy to miał miejsce drugi pożar, który całkowicie zniszczył wiązania dachowe klasztoru i kościoła. Najprawdopodobniej pożar wybuchł za przyzwoleniem rządu austriackiego – w klasztorze ukrywali się wtedy polscy patrioci. Według austriackiej policji, do pożaru doszło podczas sprzeczki przeora z jednym z zakonników, który podczas śledztwa miał się przyznać do wzniecenia ognia. Ostatnie badania historyków podważają jednak prawdziwość tej tezy.
Wkrótce konwent karmelitów bosych zlikwidowano, a mnichów zmuszono do opuszczenia jego murów. Majątek klasztoru przeszedł na skarb państwa i funduszu religijnego. Przez kolejnych 135 lat obiekt popadał w ruinę.
Po drugiej wojnie światowej klasztor wrócił w ręce zakonu karmelitów bosych, którzy próbowali go odbudować. Generalny Konserwator Zabytków i Ministerstwo Kultury i Sztuki dały zielone światło, ale na przeszkodzie stanęły pieniądze, zakonnicy zakasali więc rękawy i część prac wykonali sami. Udało im się oczyścić mury z krzewów i drzew, uporządkować wnętrze kościoła i teren wokół niego. Udało się też odsłonić wnętrze podziemi, gdzie znaleziono kości 55 zakonników zamieszkujących klasztor w XVIII i XIX wieku. Pod kościołem odkryto grobowce zakonników, które zostały splądrowane w czasach, kiedy obiekt pozostawał bez opieki. Wszystkie szczątki zostały ponownie pochowane w podziemiach. Aby uniemożliwić do nich dostęp, zostały zamurowane.
Prace przy odbudowie klasztoru mimo braku funduszy były kontynuowane. Zakonnicy odgruzowali studnię i otoczenie kościoła, zorganizowali też warsztat stolarski, nakryli dachem dawną kordegardę. Jednak pomimo ofiarności mieszkańców wciąż brakowało pieniędzy na odbudowę.
Jednym ze sposobów na zbiórkę funduszy była produkcja okolicznościowych kart pocztowych, które karmelici tworzyli we własnym zakresie z okazji m.in. Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Dochód ze sprzedaży był symboliczny. Karty pełniły raczej funkcję informacyjną, miały informować o postępach prac w klasztorze.
Pieniędzy na remont ciągle brakowało, dlatego też jeden z zakonników zdecydował się na wyjazd do USA i Kanady i zbiórkę funduszy na odbudowę klasztoru wśród miejscowej Polonii. Po powrocie do Zagórza niespodziewanie jednak zachorował i zmarł. Po jego śmierci Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Rzeszowie uchyliło zezwolenie na odbudowę obiektu, a karmelitów w asyście milicjantów eksmitowano z zabudowań klasztoru.
W 2000 roku ruiny przejął miejscowy samorząd, przez ten czas zagórski klasztor zmienił się nie do poznania. Udało się m.in. wyeksponować i zabezpieczyć mury klasztoru, odnowić i zabezpieczyć frontową i wschodnią elewację i uporządkować teren wokół obiektu i oczyścić go z krzewów i drzew. Udało się też odbudować dwie wieże kościelne, w których kiedyś mieściły się dzwonnice. W jednej powstała ciesząca się ogromną popularnością wśród turystów platforma widokowa, a na tyłach obiektu ogród klauzurowy, w którym kwitną zioła, kwiaty i owocowe drzewa.
W 2017 roku gmina dostała kolejne, tym razem rekordowo wysokie unijne dofinansowanie w wysokości ponad 5,3 miliona złotych. Gmina ze swojej kasy dołoży kolejne trzy miliony i za łączną kwotę przy ruinach klasztoru w dawnym budynku foresterium powstanie centrum kultury. W czasach funkcjonowania kompleksu mieścił się tam dom gościnny dla podróżnych. Teraz powstaje tam kilkupiętrowe centrum kultury, a w nim m.in. punkt informacji turystycznej, restauracja z zapleczem gastronomicznym, sala wystawienniczo-konferencyjna, filmowo – projekcyjna, pomieszczenia promocji lokalnej twórczości, gdzie swoje prace będą mogli pokazywać miejscowi artyści, pomieszczenia artystyczne malarstwa i witraży oraz sala, która ma stanowić największą atrakcję – sala wirtualnej rzeczywistości, w której będzie można odbyć wirtualną wędrówkę po ruinach całego zespołu klasztornego w czasach jego świetności. Będzie też coś dla amatorów mocniejszych wrażeń – zwiedzanie krypt.
A wszystkiego pilnował będzie nie kto inny jak owiany legendą mnich – jedna z sal centrum zostanie zaaranżowana na jego celę. Czy znajdzie w końcu spokój i przestanie nachodzić i straszyć mieszkańców? Przekonamy się w 2021 roku, kiedy centrum ma zostać otwarte.
Martyna Sokołowka
Inne podania i legendy
o klasztorze w Zagórzu
Jedną z popularniejszych legend jest legenda o kamiennym rycerzu. Jeden z żołnierzy miał zostać pochowany w podziemiach klasztoru, a w kościele ufundowano mu kamienne epitafium z wyrzeźbionym rycerzem. W czasie drugiego pożaru świątyni postument pękł pod wpływem gorąca i uniósł się w niego ów kamienny rycerz, który miał być później widywany nad klasztorem. Podobno do dzisiaj w murach słychać brzęk jego zbroi.
Kolejna z legend mówi o podziemnym tunelu pod rzeką Osławą, który miał łączyć klasztor z podziemiami zamku w Lesku. Inna, że z lochami zamku na górze Sobień koło Leska.
W ruinach klasztoru miał się ukrywać zbój Ugarek, herszt zbójnicki. Klasztor ma też swoją Białą Damę, ducha niewiasty, która według legendy została zamknięta w jednej z klasztornych wież i tam zmarła.


