W styczniu 1972 roku do polskiej ambasady w Kopenhadze trafia taśma magnetofonowa z ofertą przekazania informacji
o miejscu ukrycia skarbów o niesłychanej wartości i wadze dla Polski, które zostały wywiezione z Krakowa w listopadzie 1944 roku. Ich szacunkowa wartość to naonczas 10 milionów dolarów, a cena za te informacje została określona na milion 200 tysięcy dolarów. Zgoda na nawiązanie kontaktu miała być wyrażona przez stronę polską poprzez publikację ogłoszenia w duńskiej gazecie Politiken. Ogłoszenie ukazało się zgodnie z żądaniem, a parę miesięcy później do ambasady polskiej w Paryżu wpłynęła kolejna taśma, na której żądanie wyznacza nierealny termin trzech dni na wyasygnowanie kwoty. Po niej kontakt się urywa. Zakrojone na szeroką skalę śledztwo w tej sprawie prowadził przez lata ppłk Bronisław Wojtal z Komendy Głównej MO. Jego efektem było ustalenie miejsca ukrycia skarbu w twierdzy Kłodzko. Ukrywano w niej na pewno eksponaty muzealne, bowiem potwierdzają to przymusowi robotnicy z ówczesnej fabryki AEG, ale wszystkie zeznania, jakie udało się zebrać dotyczą okresu sprzed 25 listopada 1944 roku, a więc sprzed daty wskazanej w anonimowych taśmach. A jednak Wojtal dotarł do człowieka, który wiedział co zdarzyło się tutaj pod koniec listopada 1944 roku i widział nie tylko transport opisany na taśmach – widział jego zawartość w północnej części twierdzy.
Notatka służbowa ppłka Bronisława Wojtala: „Warszawa, dnia 27 listopada 1980 r. W dniu 25 listopada 1980 r. o godzinie 17:30 spotkałem się z obywatelem Józefem Rosiakiem”.
Józef Rosiak był więźniem Niemców w twierdzy kłodzkiej, a Wojtal dotarł do niego, bo ten już po wojnie przyjechał do twierdzy i szukał zaginionego skarbu. Dla ówczesnej milicji ustalenie tożsamości nieznanego na lokalnym terenie mężczyzny, który prowadził poszukiwania w twierdzy było dziecinnie łatwe.
Już pierwsze przesłuchanie Rosiaka przez ppłka Wojtala przyniosło zdumiewające efekty i śledczy dokładnie przekazuje słowa Rosiaka:
Był koniec listopada 1944 r. Stał ciężarowy samochód produkcji Kruppa.
Miał potężne 2 ciężkie przyczepy i na tych przyczepach były skrzynie. Żołnierz kazał nam wziąć skrzynię jedną i prowadził nas do podziemi. Duża potężna sala, jakieś 4 m, 4.5 m wysoka i była cała sala, sufity i ściany wypalone, tak jak dzieci świeczkami wypalają, i była wypełniona skrzyniami. Następnie skrzynie to już sami żeśmy szli bez obstawy, to położyliśmy, nogami kopać i pchać, byliśmy w drewniakach, wściekły byłem i rąbłem tym drewniakiem i odbiłem deskę. I złapałem coś bardzo ciężkiego i wyrwałem taką piękną, ciężką monstrancję – wszyscy zdrętwieli z wrażenia, taka była piękna, w życiu czegoś takiego nie widziałem, złota.
Z notatki służbowej ppłka Bronisława Wojtala: „Józef Rosiak zna tylko częściowo zawartość jednej skrzyni, którą podczas przenoszenia, wykorzystując nieobecność żołnierza niemieckiego otworzył i stwierdził, że znajdują się w niej przedmioty muzealne, takie jak obrazy olejne zwinięte w rolkach, naczynia ze szkła, porcelany i metalu, złote monstrancje i inne”.
Jak twierdzi Wojtal – następnego dnia Józef Rosiak postanawia powrócić do podziemi. Chce ukraść monstrancję, by wymienić potem złoto na jedzenie. W korytarzu zauważa dwóch niemieckich robotników, którzy zamurowują wejście do sali. Jeden z nich opala pochodnią świeżo nakładany tynk, by upodobnić go do pozostałych ścian. Rosiak musi się wycofać. Wśród więźniów zaczyna jednak krążyć opowieść o transportach, które docierały do Kłodzka. Potwierdza to przymusowy pracownik AEG Bolesław Zajączkowski: „Od strony północnej były baraki dla jeńców sowieckich, którzy jak słyszeliśmy byli wykorzystywani do rozładunku różnych skrzyń, samochodów niemieckich na teren twierdzy.”
Józef Rosiak nie żyje od wielu lat. Przez całe swoje życie próbował przypomnieć sobie miejsce, w którym składowano skrzynie. Miejsce, w którym widział skarb. Właśnie na północnych krańcach twierdzy. Opowiada o tym barwnie ppłk Wojtal wskazując dokładnie miejsce: „Józef Rosiak został wyprowadzony przez żołnierza Wermachtu pod bronią bramą. I on wychodził właśnie z tej bramy ze mną, bo to kilkanaście razy żeśmy byli. Był pewny, że trafi i dochodził do tego miejsca i urywał mu się film. Nie wiem, nie pamiętam, tego nie było – tak mówił”.
Historia tymczasem, jak się wydaje toczy się dalej. Co rusz pojawiają się informacje o kolejnych śmiałkach podejmujących wyzwanie i posiadających szczegółowe informacje dotyczące możliwego miejsca ukrycia skarbu. Ze wspomnień redaktora Adama Bieńkowskiego, „Łódzki Ekspres Ilustrowany”: „Rok 1980. Przed kilkoma tygodniami milicja w Kłodzku zatrzymała na terenie twierdzy dwóch Niemców posiadających różne przyrządy elektroniczne i wykrywacze metali. Legitymowali się paszportami RFN. Złożyli zeznania, że mieli poufne, ale całkiem pewne wiadomości o ukryciu w twierdzy 4 skrzyń zawierających ok.2 ton wyrobów ze złota i srebra. Skrzynie przewieziono z końcem 1944 r. do twierdzy. Miały być tam ukryte, bowiem nie było już szans na ich przerzut do Szwajcarii jak zaplanowano. Podobno na skutek interwencji ambasadora NRD z naszego MSW przyszedł rozkaz zwolnienia zatrzymanych, rzekomych obywateli RFN”.
Także nasze służby nie zaprzestały poszukiwań. Opowiadał mi o tym kilkanaście lat temu Bolesław Zajączkowski – przymusowy pracownik AEG z twierdzy kłodzkiej: „To było 5 października 1994. No z grupą byłych ok. 20 robotnic i robotników przymusowych AEG zwiedzaliśmy twierdzę naszą. Do mnie zgłosiło się, doszło bardzo elegancko ubranych oficerów 4 w mundurach policji polskiej. No oni się dopytywali właśnie o te tajemnice jakoby schowków, jakiś skarbów, skrzyń, czy coś wiemy na ten temat. 4 panów i oni się zgłosili właśnie do nas właśnie do hotelu, zaraz po przyjeździe w pierwszy dzień”.
Hipotezę o wciąż trwających poszukiwaniach potwierdza dziennikarka, pisarka, autorka programów telewizyjnych i radiowych Joanna Lamparska: „Tak naprawdę nie wiemy, czy w tym drugim obiegu, obiegu o którym my zwykli ludzie nie mamy pojęcia, ta sprawa rzeczywiście nie toczyła się dalej i osoby, które się nią wtedy zajmowały nie doszły do wniosków skłaniających ich albo do zaniechania rzeczywiście tej sprawy, bo być może nie była do końca prawdziwa albo doszły do tego punktu w tej sprawie, kiedy osiągnęły być może kontakt dokładny z osobami, które dawały informacje, a także dotarły do samej skrytki.”
W tym miejscu urywa się nasza opowieść. Nikt zapewne nie wie, jakie i czy w ogóle znalazła zakończenie. Więcej w niej pytań, niż odpowiedzi. Dlaczego szantażyści nie podejmują kontaktu, skoro strona Polska zamieszcza ogłoszenie i czy na pewno go nie podejmują? Przecież muszą być przygotowani na taką ewentualność. Czy druga taśma może być tylko fałszywką przesłaną dla zmylenia podpułkownika Wojtala i prowadzonego przez niego śledztwa? Skąd zawarty w niej nierealny termin spełnienia żądań? Czy rzeczywiście może chodzić o skomplikowaną grę wywiadów, dla której śledztwo milicji ma być tylko przykrywką? I w końcu, czy to możliwe, by po tylu latach to śledztwo trwało nadal? Takich wątpliwości jest znacznie więcej. Powoli odchodzą ludzie, którzy mogliby je rozwiać. Przeszłość nieuchronnie odpływa w niepamięć, być może już na zawsze.
Wojciech Stojak, poszukiwacz skarbów: – Ja wierzę w sprawę Kłodzka
i w sprawę Rosiaka, ponieważ wierzę podpułkownikowi Wojtalowi. To był przecież doświadczony, stary oficer służb specjalnych, który prowadził niejedną sprawę.
Płk Wojsk Ochrony Pogranicza Henryk Piecuch, dziennikarz, pisarz i badacz działalności służb specjalnych:
– Służby specjalne od wieków zawsze były zainteresowane uzupełnianiem czarnych kas. Przecież skarby łowi się w Polsce od 60 lat i nikt jeszcze nie słyszał, żeby rzeczywiście wielki skarb został znaleziony.
Joanna Lamparska, dziennikarka:
– To jest właśnie wielka tajemnica w ogóle poszukiwania skarbów, że tu toczy się wszystko zawsze dwubiegunowo – jest część oficjalna, o której wie wielu poszukiwaczy, wiedzą o nim ludzie, wiedzą dziennikarze, ale jest też ta druga warstwa, która jest bardzo często albo niebezpieczna, albo co więcej, związana z tak dużymi sumami pieniędzy, że nie ma sensu mówić o tym oficjalnie, ponieważ są sprawy, które wygodniej załatwić, powiem może w czasie przeszłym – wygodniej byłoby wtedy załatwić po cichu.
Link do części pierwszej: http://supernowosci24.pl/tasma-z-kopenhagi/


