Sportowe podsumowanie 2020 Roku

10 meczów i 10 zwycięstw- Wilki Krosno jak burza przeszłym przez II-ligową rywalizację i z kompletem zwycięstw awansowały do eWinner 1. Ligi Żużlowej. Fot. Wilki Krosno

Minionych 12 miesięcy zarówno dla sportowców, jak i kibiców było niezwykle trudnym okresem. Wobec pandemii koronawirusa, która przewróciła sportowy kalendarz do góry nogami, nawet najmniejsze sukcesy cieszyły i sprawiały jeszcze większą radość. Tych nie brakowało w naszym regionie. Srebrny medal siatkarek Developresu SkyRes Rzeszów, piłkarskie awanse PGE Stali Mielec oraz Apklan Resovii, a także promocja do wyższej ligi żużlowców Wilków Krosno oraz reaktywacja ligowego speedwaya w stolicy Podkarpacia to tylko najważniejsze sportowe osiągnięcia w ostatnim czasie. Dziś prezentujemy I część sportowego podsumowania 2020 roku. Na drugą zapraszamy do czwartkowego, noworocznego wydania Super Nowości.

SIATKÓWKA
Srebro z niedosytem

Sezon 2019/2020 był najlepszym w ośmioletniej historii zespołu z Rzeszowa. Developres SkyRes poprawił wynik z ub. sezonu zajmując drugie miejsce i zdobywając wicemistrzostwo Polski. W Rzeszowie nie ukrywają jednak niedosytu, bowiem Developres SkyRes przegrał rundę zasadniczą, a co za tym idzie mistrzowski tytuł, tylko jednym punktem z Grupą Azoty Chemik Police. – Jako pierwsi zaproponowaliśmy, żeby rozgrywki LSK zakończyć – mówi wiceprezes Developresu SkyRes, Marek Pieniążek i dodaje. – Są jednak dwie kwestie: zdrowie zawodniczek i ambicje sportowe. Mając na względzie zdrowie siatkarek, które zawsze jest na pierwszym miejscu, wnioskowaliśmy o zakończenie tego sezonu. Jeśli chodzi o aspekt ambicji sportowych to nie jestem zadowolony ze srebrnego medalu bo naszym celem było złoto. To są dwie różne sprawy – stwierdza. Klub z Rzeszowa przed sezonem dokonał sporych roszad w składzie. Postawiono na byłego szkoleniowca męskiej reprezentacji Polski, Stephane Antigę, dla którego był to debiut w kobiecej siatkówce. Na Podkarpaciu nie ukrywali, że celem zespołu jest złoto. W dwóch poprzednich latach na drodze do finału stawał ŁKS Commercecon Łódź, który okazywał się przeszkodą nie do przejścia, a teraz miało się do zmienić. Od samego początku rozgrywek ekipa trenera Antigi spisywał się bardzo dobrze. W fazie zasadniczej Developres SkyRes przegrał tylko raz w I rundzie przed własną widownią z Grupą Azoty Chemik 0-3. W rewanżu rzeszowianki choć przegrywały już 0-2 zdołały odwrócić losy meczu i zwyciężyć 3-2, ale punkt straty do ekipy z Polic pozostał. – W jednym z wywiadów powiedziałem, może trochę żartobliwie, że jesteśmy jedyną drużyną w Europie, która wygrała w tym sezonie z zespołem z Polic – mówi Pieniążek i dodaje. – Ktoś mi tam dopowiedział, że na świecie też. To pokazuje, że różnice między tymi dwoma drużynami były niewielkie, a śmiem stwierdzić, że skład Developresu był bardziej wyrównany i uniwersalny, że w play-offach byli byśmy na dużo lepszej pozycji niż w pojedynczym meczu. Dla zespołu z Rzeszowa wicemistrzostwo jest jak dotąd największym sukcesem w ośmioletniej historii klubu. – Na pewno jest to bardzo dobry wynik ale wydaje mi się, że jest lekki niedosyt ze względu na to, że liga została zakończona i każdy klub w Polsce go odczuwa – analizuje drugi trener Developresu SkyRes, Bartłomiej Dąbrowski. – Chyba nawet Chemik Police czuje lekki niedosyt, że tego mistrzostwa Polski nie może celebrować ze swoimi kibicami po pięknym meczu i my tak samo. Z perspektywy tego jak ten nasz zespół dojrzewał, graliśmy coraz lepiej to uważam, że jest to piękny wynik i sukces dla klubu, bo wicemistrzostwa w historii Developresu jeszcze nie było. Staram się na to spojrzeć trochę szerzej nie tylko przez pryzmat srebrnego medalu i tego co osiągnęliśmy, ale tego jak zespół pracował, rozwijał się, dojrzewał. To jest w tym momencie dla mnie najistotniejsze. Z medalu osobiście bardzo się cieszę. Przed sezonem finał i srebrny medal bralibyśmy w ciemno, w trakcie rozgrywek patrząc na to jak graliśmy to na pewno lekki niedosyt jest odczuwalny – mówi II trener ekipy z Rzeszowa, która po niezwykle emocjonującym finałowym meczu Pucharu Polski minimalnie przegrała z zespołem z Polic 2-3. – Przegrałyśmy Puchar Polski na własne życzenie, choć trzeba przyznać, że Chemik grał bardzo solidną i fajną siatkówkę – mówi środkowa Developresu SkyRes, Zuzanna Efimienko-Młotkowska. – Tak naprawdę miałyśmy dwie duże okazje, żeby zamknąć ten mecz – najpierw w czterech setach, a później w tie-breaku. Niestety, skończyło się tak, a nie inaczej. Jest nam bardzo przykro, bo uważam, że to był ten dzień, gdy mogłyśmy i powinnyśmy zdobyć Puchar Polski – mówi Efimienko-Młotkowska, a Jelena Blagojević dodaje. – W jakimś sensie srebrny medal dla naszej drużyny jest nagrodą i cieszy, bo przez cały sezon ciężko pracowałyśmy i osiągnęłyśmy naprawdę bardzo dobry wynik przegrywając zaledwie jedno spotkanie – mówi kapitan Developresu. – Natomiast niedosyt jest głównie z tego powodu, że to się wszystko zakończyło w ten sposób, nie na boisku, tylko przez epidemię koronawirusa. Naszym celem był oczywiście finał i walka o mistrzostwo Polski. W zeszłym roku był tylko brąz, ale przecież po meczach z Chemikiem, który wygrał rundę zasadniczą. Teraz przegrałyśmy „walkę” o złoto z tym zespołem różnicą zaledwie jednego punktu w tabeli. Zawsze jednak medal zdobyty na koniec sezonu cieszy, ponieważ jest taką nagrodą za pracę przez te wszystkie miesiące od początku rozgrywek – mówi serbska przyjmująca ekipy z Rzeszowa, która w sezonie 2020/2021 celuje w mistrzostwo Polski. Jak na razie jest na jak najlepszej drodze, bowiem w TAURON Lidze na dwanaście meczów przegrała tylko raz i jest liderem rozgrywek.

Najgorszy sezon w historii

To był najgorszy sezon zespołu z Rzeszowa od momentu powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej w 2004 roku. Asseco Resovia z roku na rok spisywała się ostatnio coraz gorzej, ale nikt na Podkarpaciu nie zakładał aż tak czarnego scenariusza, gdzie został mocno nadszarpnięty prestiż rzeszowskiego klubu. Po siódmym miejscu Asseco Resovii w sezonie 2018/2019 tym razem miało być już tylko lepiej, a zespół miał powrócić do czołówki ligi. Pożegnano się z aż dziewięcioma zawodnikami, a ci, których zakontraktowano mieli przywrócić ekipie z Rzeszowa dawny blask. Nic z tego nie wyszło, bowiem od samego początku ekipie trenera Piotra Gruszki szło jak po grudzie. Pierwszą wygraną Asseco Resovia zanotowała 6 listopada. Pod koniec roku po serii trzech z rzędu zwycięstw wydawało się, że zespół trenera Piotra Gruszki w końcu złapał swój rytm i wiatr w żagle, ale po przerwie świąteczno-noworocznej znów prezentował się fatalnie. – Każdy z nas myślał, że w końcu zaczynamy grać tak jak wszyscy tego chcemy – mówi przyjmujący Asseco Resovii, Rafał Buszek. – Niestety, przyszła ta przerwa, niektóre drużyny się odrodziły po niej, a nam ona chyba przeszkodziła i wróciliśmy do punktu wyjścia, czyli słabej gry, którą prezentowaliśmy przez większą część sezonu. Oczywiście nie ma co też zwalać winy na przerwę w rozgrywkach, bo liczy się cały sezon. Mieliśmy dużo szans żeby zdobywać punkty w tym sezonie, a my go po prostu zagraliśmy źle. Sezon delikatnie mówiąc był bardzo kiepski i ciężko jest znaleźć jakieś pozytywne rzeczy, bo prawie wszystko było nieudane. Miejsce w tabeli, które zajęliśmy na koniec odzwierciedla to co prezentowaliśmy przez całą ligę – stwierdza Buszek. 29 stycznia po porażce (jedenastej już w sezonie) na Podpromiu z GKS-em Katowice z posadą trenera pożegnał się Piotr Gruszka. Jego miejsce zajął asystent Wojciech Serafin. Pod jego wodzą zespół spisał się fatalnie w Bydgoszczy przegrywając 2-3 i Radomiu (0-3). W roli „strażaka” na końcówkę sezonu ściągnięty został na końcówkę sezonu Emanuele Zanini. Niemal równo z przyjściem do Asseco Resovii włoskiego szkoleniowca, z posadą prezesa klubu pożegnał się Krzysztof Ignaczak. Jego miejsce zajął Piotr Maciąg, prywatnie siostrzeniec Adama Górala, prezesa sponsora strategicznego Asseco Poland i właściciela klubu. Niewiele dały te roszady bowiem zespół pod wodzą Zaniniego choć miał przebłyski dobrej gry to nadal przegrywał. Na pięć meczów w których Asseco Resovię prowadził Włoch tylko jeden zakończył się wygraną – w Zawierciu 3-2. Po przedwcześnie zakończonym sezonie, w którym resoviacy zdołali wygrać zaledwie siedem meczów, również pożegnano się z trenerem Zaninim. – Główną przyczyną słabych wyników był fakt, że drużyna został źle zbudowana – mówi Piotr Maciąg, prezes Asseco Resovii. – W zespole było zbyt dużo zawodników spełnionych, którzy nie byli do końca głodni sukcesu i to był spory problem. Krzysztof Ignaczak wraz z Piotrem Gruszką dali z siebie wszystko. Natomiast ich decyzje personalne jeśli chodzi o dobór zawodników w ub. sezonie nie były udane i obaj ww. muszą wziąć odpowiedzialność, za to co się wydarzyło. Wszyscy wiemy, że wyniki sportowe w ostatnich latach były bardzo słabe – mówi prezes klubu z Rzeszowa, którzy przed sezonem 2020/2021 przeszedł prawdziwą rewolucję od zarządu, poprzez pracowników klubu, zawodników i sztabu szkoleniowego. Renomowany trener Alberto została Giuliani i wielu znanych zawodników mają być gwarantem lepszych czasów dla rzeszowskiej siatkówki. – Moim celem jest wygrać jak najwięcej meczów i zawsze grać o zwycięstwo. Skupiam się na tym, żeby nasza drużyna była waleczna i jak najwięcej wygrywała – mówi Giuliani, którego zespół jak na razie nie potrafił złapać równej formy i dobre mecze przeplata słabymi. Potencjał na pewno jest spory, ale czy na medal to już czas pokaże.

ŻUŻEL
Awans i reaktywacja

Rok 2020 na długo zapadnie w pamięci kibiców Wilków Krosno. Te zgodnie z zapowiedziami awansowały do eWinner 1. Ligi Żużlowej ale chyba nikt nie przypuszczał, że promocja do wyższej ligi zostanie wywalczona w tak przekonywującym stylu. Podopieczni Janusza Ślączki niczym burza przeszli przez II-ligowe zmagania, wygrywając po drodze wszystkich 10 spotkań. Klub z Krosna pokazał się także jako wiarygodny partner, co w znacznym stopniu ułatwiło rozmowy kontraktowe przed nowym sezonem. A tych było całkiem sporo, bowiem Wilki niemal całkowicie wymieniły skład w porównaniu z 2020 rokiem i do przyszłorocznych rozgrywek przystąpią z całkiem nowym obliczem, jak również sponsorem tytularnym, którym została firma Cellfast. – Otwieramy nowy rozdział w historii krośnieńskiego żużla. Współpraca z firmą Cellfast to dla nas powód do dumy. Cieszymy się, że możemy dziś poinformować o tak ważnym wydarzeniu jak pozyskanie sponsora tytularnego dla Wilków. To dowód na to, że nasze działania spotykają się z pozytywnym odbiorem naszych partnerów – mówił tuż po podpisaniu stosownej umowy prezes krośnieńskiego klubu, Grzegorz Leśniak. Na tę chwilę nie wiadomo, kto w przyszłorocznych rozgrywkach poprowadzi Wilki, ale jak zapowiada sternik krośnieńskiego speedwaya, nazwisko nowego szkoleniowca powinniśmy poznać już niebawem.
Sukces już na samym początku 2020 roku odniosło z kolei Rzeszowskie Towarzystwo Żużlowe. Był nim fakt zgłoszenia drużyny do II-ligowych zmagań i tym samym reaktywacja ligowego speedwaya w Rzeszowie. Wprawdzie później kibice kręcili nieco nosem patrząc na poczynania ekipy Janusza Stachyry, która ukończyła rozgrywki na 4. miejscu, jednak dla rzeszowskiego klubu nie wynik był w tym sezonie najważniejszy. Priorytetem było odbudowanie nadszarpniętego w poprzednich latach zaufania, a przede wszystkim skończenie sezonu bez długu. To się udało.
– Nie mamy żadnych zaległości, co więcej sezon 2020 skończyliśmy na małym plusie. – mówił Jan Madej, prezes RzTŻ, podsumowując minionych 12 miesięcy i dziękując tym wszystkim, dzięki którym Rzeszów mógł wrócić na żużlową mapę Polski. Przyszłym rok przy Hetmańskiej zapowiada się jeszcze ciekawiej, co ma zagwarantować mocniejszy skład i pozyskanie sponsora tytularnego, jakim została firma 7R. – Mogę powiedzieć tylko tyle, że jeśli wszyscy dotychczasowi sponsorzy pozostaną przy nas z minimum takim samym wsparciem, jak w tym roku, to przyszłoroczny budżet będzie większy – mówi prezes RzTŻ. Rzeszowskim kibicom marzy się również powrót do nazwy Stal i jak się okazuje pewne kroki w tej sprawie zostały już poczynione. W tej właśnie sprawie zarząd RzTŻ zwrócił się nie tak dawno do ZKS Stali Rzeszów z prośbą o użyczenie nazwy Stal. – Proszę wszystkich o cierpliwość. To jest bardzo rozległy temat. W dwóch słowach wyjaśniając sytuację – decyzja leży po stronie ZKS Stali Rzeszów – informuje Jan Madej.
Również na międzynarodowej arenie nie zabrakło sukcesów biało-czerwonych. Medal Speedway of Nations oraz drugie z rzędu indywidualne mistrzostwo świata Bartosza Zmarzlika nakazuje uznać sezon 2020 za udany.

KOSZYKÓWKA
Zawsze w czołówce

Mimo przedwczesnego zakończenia I ligowego sezonu 2019/2020 w Łańcucie oceniają go pozytywnie. Zespół po raz kolejny uplasował się w czołowej czwórce. – Wiadomo, że jakiś tam niedosyt pozostaje, bo jest to sezon niezakończony w pełni sportowo – mówi trener Dariusz Kaszowski, trener Rawlplug Sokoła Łańcut. – Można było jeszcze coś namieszać przede wszystkim w fazie play-off. Założenie moje było też takie, żeby grać bardzo szerokim składem i to miało zaprocentować właśnie w play-offach, gdzie spotkania są dzień po dniu i ten nacisk meczowy jest bardzo duży. Szkoda, że do tego etapu już nie dotrwaliśmy. Był to jednak któryś kolejny sezon z rzędu, bodaj szósty, w którym jesteśmy w czwórce. W historii występów Sokoła w I lidze nie byliśmy w play-off tylko dwa razy, ale też nie zajmowaliśmy miejsc, które powodowały, że musieliśmy się bać o utrzymanie. Były to lokaty bezpieczne, czyli 9-10. Brakowało też wtedy bardzo niewiele, żeby awansować do ósemki. W jednym z sezonów decydowały małe punkty i z naszym sąsiadem zza miedzy, Resovią, właśnie przegraliśmy w ten sposób. Ostatnie sezony pokazują, że pomimo tego, iż nasz skład cały czas gdzieś tam się zmienia, to potrafimy dobrać ten materiał ludzki tak, żeby osiągnąć sukces i to się nam w jakiś sposób udawało. Na pewno był duży apetyt przed tym sezonem, ponieważ po raz pierwszy od bardzo długiego czasu udało się nam zbudować bardzo szeroki skład personalny, składający się z zawodników, którzy byli bardzo głodni gry i chcieli osiągnąć sukces – mówi Kaszowski, który przed rozgrywkami 2020/2021 jasno zadeklarował, że zespół gra o zwycięstwo w lidze, a co za tym idzie awans. Poczyniono spore wzmocnienia, a drużyna po słabszym początku złapała swój rytm i daje nadzieję kibicom z Łańcucie na udany 2021 rok.

Niedosyt w Krośnie

Przerwany, a potem przedwcześnie zakończony sezon 2019/2020 Miasto Szkła Krosno zakończyło na 7. miejscu. Po spadku z EBL, w Krośnie zdawano sobie sprawę że sprawa powrotu do elity polskiej koszykówki nie będzie wcale taka prosta. – Ciężko ocenić poprzedni sezon, bo był on mieszanką dobrych i złych chwil. Myślę jednak, że tych chwil dobrych było znacznie więcej, więc co za tym idzie sezon można zaliczyć do udanych. Powtarzałem to już wiele razy, najgorsze w tym wszystkim jest to, że w momencie w którym wszystko w końcu wyglądało, tak jak miało wyglądać sezon się skończył. Dla mnie osobiście to jest najbardziej bolesne, że ciężka praca jaką wykonaliśmy jako drużyna, nie miała okazji przynieś oczekiwanych rezultatów. Doświadczenie, które zebraliśmy, było ogromne i ono też samo w sobie jest wartością, ale wiadomo, stemplem końcowym pracy sportowej jest wynik, niestety gdy go brakuje, to nikt jednoznacznie nie jest w stanie powiedzieć jaki ten sezon faktycznie był, bo wszystko wtedy zależy, od której strony się spojrzy na dane zagadnienie. Na pewno poprzedni sezon pozostawił uczucie niedosytu, które dla mnie będzie dodatkową motywacją do pracy w przyszłym sezonie – mówił Marcin Radomski, nowy szkoleniowiec „Szklanego Teamu”, który na kolejny rok został w zespole znad Wisłoka. W ekipie biało-niebieskich w letniej przerwie doszło do sporych roszad, co niestety musiało się odbić na dyspozycji drużyny w pierwszej fazie sezonu. Jakby tego było mało, biało-zieloni nie obronili się przed koronawirusem, czego efektem była przymusowa przerwa w rozgrywkach. Rok 2020 Miasto Szkła Krosno kończy na 11. miejscu, ale z pewnością nie jest to jeszcze ostatnie słowo krośnian w tym sezonie.

HOKEJ

Sanoczanie wrócili do ekstraklasy

Po 4 sezonach przerwy drużyna Ciarko STS-u Sanok znów gra w ekstraklasie, z której – z przyczyn finansowych – wycofała się w 2016 roku. Przez ostatnie trzy sezony rywalizował w drugiej lidze słowackiej (trzeci poziom rozgrywkowy). Trenerem zespołu jest 50-letni Marek Ziętara (z którym drużyna z Sanoka zdobyła Mistrzostwo Polski w sezonie 2011/2012). Zespół STS to mieszanka doświadczonych graczy z młodymi, których w Sanoku nie brakuje. – W Sanoku strategia hokejowa została rozłożona na kilka lat i trzeba tylko cierpliwie pracować, by mieć efekty – mówił przed sezonem trener Marek Ziętara. – W drużynie mamy 20 wychowanków i większość z nich jest dopiero na starcie w dorosły hokej. Mamy szeroką grupę 18-20-latków, którym nie brakuje zapału oraz ochoty do pracy, ale sami się przekonają jak smakuje rywalizacja o punkty w seniorach. Wszyscy jesteśmy pełni entuzjazmu i to buduje atmosferę – mówi szkoleniowiec sanoczan, którzy z bardzo dobrej strony prezentują się w PHL i mogą być już pewni gry w fazie play-off.

Rafał Myśliwiec, Marcin Jeżowski

Leave a Reply

Your email address will not be published.