
Jest koniec sierpnia 1944 r. Na krzyżacki zamek w Królewcu – wówczas stolicy Prus Wschodnich (obecnie Kaliningrad w Rosji), w którym przechowywana jest Bursztynowa Komnata alianci przypuszczają nalot dywanowy – bomby mają zrównać go z ziemią. W zamku wybucha pożar, a cenny skarb w pośpiechu zostaje rozmontowany, trafia do skrzyń i „znika”. Tak zaczyna się jedna z najbardziej zagadkowych historii XX wieku, nad którą głowić będą się w kolejnych latach tysiące osób, próbując odszukać zaginione bursztynowe arcydzieło. A gra warta jest świeczki, bo komnata wyceniona została na pół miliarda dolarów! Czy miejsce ukrycia Bursztynowej Komnaty mógł znać Erich Koch, hitlerowski zbrodniarz, który z orzeczonym wyrokiem śmierci… dożył w Polsce późnej starości? Jego osobisty wieloletni strażnik opowiedział nam o tajemnicach, które poznał osobiście.
Teorii na temat tego, co stało się z bursztynową komnatą jest wiele. Mogła spłonąć w Królewcu, jednak bardziej prawdopodobne jest to, że została z niego wywieziona. A jeżeli tak, to dokąd? Może – o czym pisaliśmy w pierwszej części – została zamurowana w pomieszczeniu jakiegoś małego prowincjonalnego muzeum, a może ukryta w tajemniczym obiekcie B3, o którym wspomniano w sensacyjnym dokumencie SS mówiącym o akcji ewakuacji komnaty – o kryptonimie „Zieleń”? Może komuś bardzo zależało na tym, by nie została odnaleziona? Sprawa jest niezwykle zagadkowa, a elementu grozy dodaje jej fakt, że w tajemniczych okolicznościach straciły życie dwie mocno zaangażowane w nią osoby. Jedna z nich to Georg Stein – najsłynniejszy poszukiwacz Bursztynowej Komnaty. Jego zwłoki zostały odnalezione w miejscowości Aldorf w Dolnej Bawarii. Przy ciele było dwoje nożyc, dwa noże i skalpel, który tkwił w brzuchu denata. Policja uznała, że popełnił samobójstwo, tylko… jak mógł tego dokonać zadając sobie kilkanaście ciosów sztyletem? W równie zastanawiających okolicznościach – tyle że wcześniej zmarł doktor Alfred Rhode, miłośnik bursztynu, który opiekował się komnatą w Królewcu, a który razem z żoną miał zachorować na czerwonkę i umrzeć. Tyle, że jak się później okazało, grób w którym mieli spocząć był… pusty, a zaświadczenie lekarskie o zgonie Rhodego i jego żony zostało sfałszowane.
Bursztynowa polisa na życie?
12 listopada 1986 r. w zakładzie karnym w Barczewie zmarł w wieku 90. lat Erich Koch, brunatny car Ukrainy, nadprezydent Prus Wschodnich, hitlerowski oprawca z 90. numerem legitymacji NSDAP, który był odpowiedzialny za zbrodnie dokonane podczas II wojny światowej na ludności polskiej, żydowskiej i ukraińskiej. Koch był osobą, która razem z Alfredem Rhode w lipcu 1942 r. (gdy hitlerowcy zaatakowali Związek Radziecki) nakazał rozmontować Bursztynową Komnatę w Carskim Siole i przewieźć ją do Królewca stając się jej opiekunem. Czy właśnie dlatego, że mógł mieć wiedzę o dalszych losach bursztynowego skarbu, uniknął kary śmierci choć na rękach miał krew 400 tysięcy Polaków i był odpowiedzialny za deportację setek tysięcy ludzi z Ukrainy do hitlerowskich obozów zagłady?
Koch uciekł po wojnie do Kopenhagi, a stamtąd do Hamburga, gdzie ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem – podawał się wówczas za byłego majora rezerwy Rolfa Bergera. – Zatrzymał go niemiecki policjant – w służbie brytyjskiej – za nieprawidłową jazdę rowerem. Przyprowadzili go na posterunek i któryś z policjantów rozpoznał, że to jest Koch. Brytyjczycy wydali go nam – opowiada Ryszard Badowski, autor książki „Tajemnica Bursztynowej Komnaty”.
Dziennikarz Sławomir Orłowski przypadkowo natrafił w sądzie na jego akta. – Poszedłem do Naczelnika Śledztw i Dochodzeń w prokuraturze i tam leżały jakieś akta. Pytam: co za akta? ,,A, jakiegoś hitlerowca.” – usłyszałem w odpowiedzi. ,,A można wziąć?”. ,,Proszę bardzo.”. I wtedy zacząłem czytać: (…), Gauleiter Erich Koch, 90. numer legitymacji partyjnej NSDAP – relacjonuje.
Proces Kocha ruszył z końcem października 1958 roku – 8 lat po przekazaniu go stronie polskiej, a wyrok został ogłoszony rok później – 9 marca – Kocha skazano na karę śmierci. – Po procesie profesor Stanisław Walczak- minister sprawiedliwości poszedł do Cyrankiewicza i mówi do niego: ,,Mamy tu, w tej celi, Kocha. Co z nim robić? Wyrok prawomocny. Czy mamy wieszać, czy nie wieszać?”. Cyrankiewicz odparł: ,,Ja nie wiem. Spytam się Gomułki”. Gomułka, który miał trzeźwy umysł polskiego chłopa, stwierdził: ,,A, wiecie co, chyba go zostawimy. On długo nie pożyje, zostawmy tak, jak jest. Może coś o tej kryształowej sali powie.” – relacjonuje Orłowki.
Zdaniem płk. Wojsk Ochrony Pogranicza Henryka Piecucha, dziennikarza, pisarza i badacza działalności służb specjalnych, ,,tylko idiota mógłby go powiesić. Mając takiego człowieka, trzeba było go wykorzystać do różnych celów.”
Wyrok nie został wykonany ze względu na zły stan zdrowia skazanego. Dziennikarz Leszek Adamczewski tłumaczy, że weszły wtedy przepisy, które zakazywały egzekucji osób obłożnie chorych, tyle że, jak podkreśla płk. Piecuch: – Zaręczam, że Erich Koch był zdrowszy niż my wszyscy razem wzięci. To był tylko po prostu pretekst. Erich Koch był potrzebny. Liczono, że coś powie. Dlatego niektórym dziennikarzom i pisarzom udostępniono dostęp do niego.
Jedną z takich osób był Orłowski, który odwiedzał Kocha w więziennej celi na Mokotowie aż przez 5 lat. – Dwa razy w tygodniu, raz w tygodniu. Jak rano pojechałem, to już siedziałem do wieczora. Budziłem u niego zaufanie – opowiada dziennikarz. – I tak się zżyliśmy ze sobą. Rozmawialiśmy o III Rzeszy, o Hitlerze, o dojściu do władzy.
Pytał go też o Bursztynową Komnatę: „Jak Pan sądzi, co z tą komnatą może być? Może bomba trafiła akurat tam, gdzie oni ją ukryli? Mogli ją wywieźć z Królewca, Panie Gauleiterze?”. Koch odpowiedział: ,,Z Królewca to już chyba nie mogli wywieźć, bo Królewiec już był w oblężeniu.”. – Na to zapytałem: ,,Wie Pan, ona zaginęła, do tej pory jej nie ma. Co Pan sądzi? Jak Pan uważa?”. A on mi odpowiedział: ,,Panie, przecież ja miałem na głowie obronę Królewca i inne rzeczy. Ja nie miałem z tym nic wspólnego. Zleciłem to ukrycie doktorowi Rhode” – relacjonuje Orłowski.
Nabrał wody w usta
Wojciech Zenderowski, emerytowany strażnik w Zakładzie Karnym w Barczewie przekonuje, że nie wyobraża sobie aby ktoś rozmawiał z Kochem na temat Bursztynowej Komnaty luźno i bezpośrednio. – Nawet dziennikarze, kiedy rozmawiali z nim, w zasadzie unikali pytania, gdzie jest Bursztynowa Komnata. Koch od razu przerywał rozmowę i był to koniec wywiadu – twierdzi. Jak się zachowywał w więzieniu? – Był oszczędny w rozmowie. Słowa były wyważone. Kiedy chciał mówić po polsku, mówił. Łamaną polszczyzną, ale mówił. Kiedy nie, nie rozumiał, wolał używać języka niemieckiego. Wyczulony na wszystko, o kapitalnej pamięci. Interesował się wszystkim, co było pisane na temat Bursztynowej Komnaty – opowiada Zenderowski.
Co ciekawe, Koch miał zaprenumerowaną prasę. – Kiedy ukazał się cykl artykułów o Bursztynowej Komnacie, Koch czytał i podkreślał niektóre kwestie – dodaje emerytowany strażnik.
Z Erichem Kochem rozmawiał też dr. Jacek Wilczur, członek Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Jego zdaniem znał całą prawdę o miejscu ukrycia Bursztynowej Komnaty. – Ze wszystkich etapów ukrywania komnaty on miał raporty, aż do ostatniego miejsca. To się nie wymknęło spod jego kontroli – twierdzi.
– Koch nigdy, powtarzam, nigdy nie powiedział nikomu bezpośrednio w rozmowie gdzie jest Bursztynowa Komnata – podkreśla Wojciech Zenderowski.
Podobnego zdania jest Ryszard Badowski, bowiem jak twierdzi w przeciwnym razie nie byłby – z ciążącym na nim wyrokiem śmierci – trzymany w więzieniu przez tyle lat aż do śmierci.
„Przemówił” z grobu
Koch zmarł 12 listopada 1986 r. Został pochowany w anonimowym grobie na miejscowym cmentarzu. Wydawało się, że już nic więcej nie uda się odkryć na temat jego związku z Bursztynową Komnatą, ale wydarzyło się coś absolutnie nieoczekiwanego. – Przynosi mi jeden z moich przyjaciół – podróżnik z Gdańska – moją książkę – wspomina Ryszard Badowski. Okazało się, że Koch przeczytał książkę Ryszarda Badowskiego- ,,Tajemnica Bursztynowej Komnaty”, którą znalazł w bibliotece więzienia w Barczewie. Na okładce wewnętrznej napisał do niej recenzję i opatrzył swoim autografem! Niestety notatka jest nieczytelna i przesłano ją do Niemiec w celu przeprowadzenia analizy grafologicznej. -Jak się uda odczytać w całości jego zapis na mojej książce, to być może czegoś nowego się jeszcze dowiemy – mówi z nadzieją Badowski.
Co kryje testament Kocha?
Liczono, że być może tajemnicę miejsca ukrycia Bursztynowej Komnaty ujawni testament Ericha Kocha, w którego posiadaniu przez 30 lat był Zenderowski. Koch u którego wykryto raka pęcherza spisał go w 1967 r. po tym jak trafił do szpitala więziennego w Łodzi. Zaczyna się słowami: „Kochany bracie! Kochana siostrzenico! Drodzy krewni i przyjaciele! Tu moja ostatnia wola, ogłoszona zostanie, gdybym nie przeżył mającej się odbyć jutro operacji.” Dokument spisany został wiecznym piórem na 9 stronach. W 2014 r. testament Ericha Kocha pozyskał IPN. W informacji prasowej z tego roku czytamy: „Dokument składa się z 9 luźnych, dwustronnie zapisanych kart formatu A4, został napisany pismem odręcznym w języku niemieckim. Oryginalny tekst nosi ślady późniejszych poprawek redakcyjnych (autora?) w postaci dopisków, podkreśleń oraz zmian pierwotnych zapisów. Ze względu na zniszczenia wynikające z upływu czasu dokument wymaga poddania zabiegom konserwatorskim (…). Z pobieżnej jego lektury wynika, iż jest to, przygotowany dla rodziny i znajomych, opis działalności Kocha w NSDAP i w czasie sprawowania funkcji nadprezydenta Prus Wschodnich. Dokument zaczyna się od słów: „Kochany bracie, kochana siostrzenico, drodzy krewni i przyjaciele…”. Dokument ten jest kolejnym oryginalnym testamentem Ericha Kocha w zasobie Instytutu Pamięci Narodowej. Pozostałe zostały zarchiwizowane w zbiorach byłej Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W testamencie – wbrew oczekiwaniom – nie znaleziono informacji o Bursztynowej Komnacie. – Informacje na temat Bursztynowej Komnaty są w dokumentacji bezpieki, która usilnie chciała się od Kocha dowiedzieć coś na jej temat, natomiast nie ma nic o tym w jego testamencie – potwierdził w wywiadzie dr Rafał Leśkiewicz, dyrektor Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN.
Zakazano im mówić?
W pałacu w Carskim Siole znajduje się kopia zaginionej Bursztynowej komnaty, ukończona w 2003 r. Prace nad rekonstrukcją komnaty rozpoczęto w 1979 i prowadzono je na podstawie zachowanych źródeł: zdjęć i dokumentów. Sprawiła wiele problemów: Nie są znane kolorowe zdjęcia oryginału. Bursztyn ma wiele odcieni. Fotografowano współczesne próbki czarno-białymi aparatami fotograficznymi i porównywano z dawnymi odbitkami. Dzięki temu ustalono które odcienie, w której części komnaty należy zastosować. Kopia Bursztynowej Komnaty kosztowała 11,35 mln dolarów, a w jej uroczystym otwarciu podczas obchodów trzechsetlecia Petersburga brali udział m.in. Władimir Putin, Gerhard Schröder i George Bush. Zanim to się stało, Muzeum Miejskie w Nysie gościło wystawę związaną z Bursztynową Komnatą. – Przyjechali na nią rzemieślnicy, którzy odtwarzali fragmenty Bursztynowej Komnaty i prezentowali je na wystawie. Poinformowano potem, że były na niej fragmenty autentycznej Bursztynowej Komnaty i nikt nie był w stanie wskazać, które były autentyczne, a które fragmenty zostały odtworzone – mówi dziennikarka Joanna Lamparska.
Rzemieślnicy, którzy przyjechali do muzeum do Nysy na wystawę, nie mogli z nikim rozmawiać. – Informacja, jaką uzyskiwało się wchodząc na tę wystawę, była klarowna: panowie chętnie pokazują, jak się obrabia bursztyn, natomiast o niczym więcej nie można było z nimi rozmawiać, a na każde pytanie oni odpowiadali bardzo zdawkowo. Oni po prostu nie chcieli o tym mówić albo po prostu im zabroniono – dodaje dziennikarka. Ryszard Badowski dodaje, że ci, którzy widzieli Bursztynową Komnatę, a także widzieli zdjęcia i dokumenty z okresu, kiedy jeszcze istniała, ta prawdziwa, twierdzą, że jest to nie do odróżnienia.
Gdzie jest zaginiony skarb?
– Bardzo często pytają mnie: ,,Ile procent dajesz na to, że ona jest w Polsce?”. Mówię: ,,Sześćdziesiąt.”. Potem 30 proc. na to, że ona jest w Niemczech. To już mamy 90. I po 5 procent na to, że ona jest w Obwodzie Kaliningradzkim, w dawnych Prusach Królewieckich i 5 ostatnie, że już jest dawno w Stanach Zjednoczonych – przyznaje dr Jacek Wilczur. Co jakiś czas na różnych giełdach zlokalizowanych w różnych punktach Europy pojawiają się fragmenty, które są potwierdzonymi fragmentami Bursztynowej Komnaty. – One znajdują się w prywatnych rękach. I teraz pytanie: jaką drogą doszły do poszczególnych kolekcjonerów bądź właścicieli… – zastanawia się Lamparska.
Być może nigdy nie dowiemy się prawdy o ósmym cudzie świata… A być może za rok, dwa czy pięć bursztynowy skarb zostanie gdzieś odnaleziony? Być może w Polsce, a może w Ameryce. Pewne jest jedno – tajemnica Bursztynowej Komnaty była niewątpliwie jedną z największych zagadek XX wieku, a teraz także i XXI wieku.
Katarzyna Szczyrek, Jakub Karyś
Link do części pierwszej: http://supernowosci24.pl/na-tropie-bursztynowej-komnaty/


