
Fot. Kamil Krukiewicz
Prokuratura Rejonowa w Przemyślu odmówiła wszczęcia postępowania
w sprawie niewykazania przez radną niezależną Monikę Różycką długu
w kolejnych oświadczeniach majątkowych. Dług wynosi ok. 30 tys. złotych, ale, zdaniem prokuratury, radna nie musiała wykazywać go w oświadczeniach majątkowych, ponieważ pożyczki zostały udzielone w kilku transzach, a żadna jednorazowo nie przekraczała 10 tys. złotych. Tymczasem, jak się dowiedzieliśmy, przemyski Sąd Rejonowy na początku grudnia nakazał radnej zwrot wierzycielowi ponad 15 tys. złotych oraz kosztów sądowych.
O tym, że radna niezależna Monika Różycka ma mieć dług, którego nie wykazała w oświadczeniach majątkowych, powiadomili opinię publiczną we wrześniu radni klubu Wspólnie dla Przemyśla. Na specjalnej konferencji prasowej szef klubu, Marcin Kowalski, ujawnił, że zwróciła się doń osoba prywatna, która przedstawiła notarialnie potwierdzone dokumenty świadczące o tym, że radna Różycka zaciągnęła w kilku transzach pożyczki na kwotę ok. 30 tys. złotych. Rzecz w tym, że radny jest zobowiązany wykazać w każdym oświadczeniu majątkowym zadłużenie, jeśli wynosi ono powyżej 10 tys. złotych. A radna Różycka nie wspominała o tym w swoich kolejnych oświadczeniach majątkowych. – Radna znalazła się w składzie przemyskiej Rady Miejskiej, startując z naszej listy – przypomniał wówczas szef klubu Wspólnie dla Przemyśla. – Nic nie wiedzieliśmy o tym, że ma długi, których nie wykazuje – zastrzegał. – Nie chcemy być kojarzeni z tymi zatajeniami – dodawał klubowy kolega Kowalskiego, Mirosław Majkowski.
Radna zmieniła poglądy
W istocie Monika Różycka w przemyskiej RM znalazła się startując z pierwszego miejsca na liście Kukiz’15. . Jako radna niczym się nie wyróżniała, a po niecałym roku od zaprzysiężenia wystąpiła z ze swego klubu radnych bez podania przyczyn. Stała się radną niezależną, ale miało to niewielkie znaczenie, bowiem zraz po wystąpieniu z klubu poszła na długie zwolnienie lekarskie. Wróciła do pracy w RM na początku czerwca i, co niektórzy trafnie przewidzieli, zaczęła głosować tak, jak dotychczasowa opozycja w postaci klubów PiS, Regia Civitas i SLD (obecnie Nasz Przemyśl), czyli przeciwko prezydentowi Przemyśla, Wojciechowi Bakunowi, i swemu dawnemu klubowi. To właśnie głos Różyckiej przeważył podczas „przewrotu” w przemyskiej RM, kiedy to zmieniono skład prezydium i szefów niemal wszystkich komisji. Tak zresztą radna głosuje do dziś. Pikanterii wszystkiemu dodaje fakt, iż tajemnicą poliszynela stało się to, że radna pozostaje w zażyłości z szefem klubu PiS i od czerwca także przewodniczącym RM, Maciejem Kamińskim. O radnej wspominał też pewien działacz PiS w swoim sławetnym liście do eksmarszałka Sejmu RP, Marka Kuchińskiego, zawierającym plan, jak przejąć władzę w mieście.
Radny może był grubo zadłużony, byle kwoty pożyczek były małe?
Sprawa zatajenia przez radną długu powyżej 30 tys. złotych została zgłoszona do prokuratury. Ta jednak nie uznała za stosowne wszczynać postępowania w tej sprawie. Nie dlatego bynajmniej, by radna długu nie miała. Dług bowiem w istocie ma i wynosi on powyżej 10 tys. złotych Rzecz w tym, że radna każdorazowo pożyczała kwotę mniejszą niż wspomniane 10 tys. złotych, stąd, zdaniem śledczych, nie musi wykazywać zadłużenia w oświadczeniu majątkowym. – To absurdalne! – uważa radny Marcin Kowalski. – Z takiej interpretacji wynikałoby, że radny może mieć i milion złotych długu i tego nie wykazać. Wystarczy, żeby żadna z pożyczek nie przekraczała 10 tys. złotych – zauważa. Decyzja prokuratury jest tym bardziej interesująca, że w tej samej przemyskiej RM zasiadający radny Tomasz Schabowski z klubu KO nie wykazał zadłużenia na poziomie kilkunastu tys. złotych i z tego powodu miał nieprzyjemności. Dług radnego KO powstał na początku wieku i pierwotnie wynosił 4 tys. złotych. Schabowski, jak wyjaśniał na naszych łamach, o tym zobowiązaniu zapomniał, likwidując działalność gospodarczą i narosło ono do 17 tys. złotych. Sprawę nagłośnił w Internecie pewien przemyślanin sympatyzujący z PiS, zgłosił ją też organom ścigania. Radny KO wyjaśniał, że o długu nie wiedział, dlatego nie wykazywał go w oświadczeniach majątkowych, a dowiedziawszy się o nim natychmiast przystąpił do uregulowania zaległości. Mimo to Schabowski spotykał się wielokrotnie z nagabywaniem o tę sprawę w Internecie, a na jednej z sesji wyjaśnień odeń zażądał szef klubu PiS, Maciej Kamiński.
To nie koniec sprawy?
Z naszych informacji wynika, że sprawa długu radnej Różyckiej może nie skończyć się na decyzji prokuratury.
– Ta decyzja nie przekonuje prawników, z którymi się kontaktujemy – wyjaśnia M. Kowalski. – Niewykluczone, że będzie miała ciąg dalszy – dodaje tajemniczo. Tymczasem ustaliliśmy, że wierzyciel Moniki Różyckiej domaga się zwrotu pożyczonych jej pieniędzy. Na początku grudnia przemyski Sąd Rejonowy nakazał jej zwrot ponad 15 tys. złotych zadłużenia, kosztów sądowych oraz kosztów pełnomocnictwa poniesionych przez wierzyciela.
Monika Kamińska



9 Responses to "„Niewidzialny” dług radnej poniżej 10 tys. złotych"