W Polsce za wolno szczepimy


Liczba podanych dawek szczepionki
na 100 mieszkańców wynosi w naszym kraju 0,13. W tej klasyfikacji (dane na 4.01.2021) wyprzedza nas chociażby Oman (0,14), a jej liderem jest Izrael (12,59). Fot. Wit Hadło

Według naukowców, uzyskanie odporności stadnej na COVID-19 nastąpi, kiedy 70 proc. społeczeństwa zostanie zaszczepionych przeciw SARS-CoV-2. Po odliczeniu osób poniżej 18. roku życia, w grę wchodzi zaszczepienie ok. 21 mln mieszkańców. Przez 11 dni, od 27 grudnia do 7 stycznia, zaszczepionych zostało, według ministerstwa zdrowia, 153 370 osób.  A rząd szacuje, że tylko w etapie „zero” zgłosi się 700 tys. medyków, którym trzeba będzie podać 1,4 mln dawek.

Z informacji portalu „Our world in data” wynika, że Izrael szczepi 40 razy intensywniej niż Polska (już podali szczepionkę 15 proc. obywateli), USA – cztery razy, Dania – dwa razy. Są jednak kraje (Czechy, a zwłaszcza Francja), gdzie idzie to jeszcze wolniej.

Pół miliona dawek w magazynach

Mała liczba szczepień nie wynika z braku szczepionki. Polska dostała do tej pory: 10 tys. dawek szczepionki Pfizera 26 grudnia 2020 (dokładnie – 9750); 300 tys. 28 grudnia 2020; 360 tys. 4 stycznia 2021 r. i odtąd będziemy tyle dostawać co tydzień. To razem daje 670 tys. dawek., a zaszczepiono 153 370. W Agencji Rezerw Materiałowych (ARM) mrozi się 516 630 dawek. To nie dostępność szczepionki jest więc barierą. Winny czwartek i rozmrażanie szczepionek
– uważa dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Izby Lekarskiej ds. COVID, i tłumaczy, że „szpitale asekuracyjnie zamawiają mniej, niż by mogły”, bo szczepionki w ARM zamawia się raz na tydzień – w czwartek, a to oznacza dostawę rozmrożonych fiolek dopiero w poniedziałek. „Trudno zaplanować i zrealizować harmonogram dla kilkuset osób w 4 dni” – mówi. Preparat Pfizera trzeba przechowywać w temperaturze minus 70 stopni. Po rozmrożeniu można go trzymać w zwykłej lodówce nie dłużej niż 5 dni. Władze zdecydowały, że wszystkie punkty szczepień w Polsce będą dostawać szczepionkę już rozmrożoną. Grzesiowski uważa, że to błąd, ponieważ są szpitale węzłowe, które mają odpowiedni sprzęt do bezpiecznego przechowywania preparatu w tak ekstremalnych warunkach.
– Do 5 stycznia otrzymaliśmy 330 dawek szczepionki, z których do tej pory zaszczepiliśmy 284 osoby. W kolejce zapisanych mamy jeszcze 797 osób – pracowników szpitala i 1943 osoby z zewnątrz, wszyscy z grupy „0” – poinformował Marek Wiater, zastępca dyrektora w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 1 w Rzeszowie.

Dawkę dzielą na dwie części

Są dwa powody, dlaczego proces szczepień jest nieco wolniejszy. – Po pierwsze, początek Narodowego Programu Szczepień przypadł na okres świąteczno-noworoczny. Po drugie, każdą dostawę, która trafia do Polski, dzielimy na dwie części. Połowa szczepionek trafia do szpitali, w których wykonywane są szczepienia, a drugą połowę zostawiamy w magazynach Agencji Rezerw Materiałowych w głębokim zamrożeniu po to, aby każdy pacjent, który otrzyma pierwszą dawkę, miał 100 – -procentową gwarancję, że będzie mógł otrzymać drugą dawkę – wyjaśnia ministerstwo zdrowia. I zakłada, że dzięki systematycznym dostawom szczepionek będziemy mogli szczepić ok. 180 tys. osób tygodniowo.
Odporność populacyjną uzyskamy więc za 817 dni (2 lata i 3 miesiące), czyli na wiosnę 2023 r. Gdybyśmy chcieli uzyskać ją do końca grudnia 2021 r., należałoby szczepić codziennie ok. 58 tys. osób. A to na dziś nie jest możliwe, bo w Polsce mamy 6027 punktów szczepień (na Podkarpaciu 393). Warto też pamiętać, że szczepionka, żeby zapewniała całkowitą ochronę musi zostać przyjęta w dwóch dawkach. Oznacza to, że osoby z grupy „0” będą miały termin drugiego szczepienia już w trakcie szczepień grupy pierwszej, a z grupy pierwszej zazębią się z drugą itd., co zapewne również nieco spowolni cały proces.

Anna Moraniec

25 Responses to "W Polsce za wolno szczepimy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.