
będą dla popularnego „Wewióra” wyjątkowe, bo spędzi
je na Wielkiej Krokwi. Fot. Marcin Jeżowski
Kocha skoki, grę na gitarze i pokemony. Jest bardziej praktyczny, niż romantyczny- potrafi wręczyć kwiaty razem z wazonem. „Łogina” w dalekich lotach dodają mu papryczki i skarpety z dynamitem. Zdarza mu się forma bezobjawowa, a także brak kontaktu mózgu z ciałem. Nie waha się wytykać kolegom puszczania bąków, ani zachwalać japońskich kibli. Jedno jest pewne: urok Piotra Żyły, który dziś kończy 34 lata jest taki że: „ojojoj”!
Kto nie zna kultowych dziś słów z 2013 roku: „Ruszyłem z belki, garbik, fajeczka, no i poleciało…”. Tak też i poleciała popularność urodzonego w Cieszynie „Wewióra” (w innych wersjach jako „Wiewiór”), którego facebookowe konto obserwuje dziś grubo ponad milion użytkowników. Nic dziwnego, połączenie szczerości i ogromnego poczucia humoru to w jego przypadku mieszkanka wybuchowa.
– W życiu prywatnym jestem bardzo poważny. A tu adrenalina trochę na mnie działa, tak że się śmieję – tłumaczył kiedyś. Może i jest coś w tym, bo jego mamę zaskoczyła medialna kariera syna. – Nigdy nie był taki gadatliwy jak teraz – przyznała w jednym z wywiadów. – Zawsze było go pełno i zawsze przez wszystko przeskakiwał – opowiadała. Zdarzało się nawet, że po dużych opadach śniegu mały Piotrek skakał na biały puch z… dachu stodoły. W mediach społecznościowych zawodnik WSS Wisła rzadko zamieszcza zdjęcia z dzieciństwa. Gdy jednak kiedyś zrobił wyjątek, można było go zobaczyć… pod krową.
Od zawsze miał optymistyczne nastawienie. Cieszył z każdego sukcesu. Z pierwszych zawodów, na które pojechał do Niemiec mając ok. 10 lat, przywiózł wygraną w wysokości 20 euro. Był ogromnie dumny. Dziś zarabia dużo więcej. W obecnym sezonie Pucharu Świata z kwotą 51 350 CHF jest piątym zawodnikiem na liście płac FIS.
Jakby ktoś za du… złapał
Dobry humor sprzyja „Pieterowi” bez względu na sukcesy, a i jego popularność nie jest od nich uzależniona. Nie każdy pamięta jego miejsca w zawodach, za to cytaty z powodzeniem wchodzą do języka codziennego. Jego „bezobjawowa forma” to już klasyka. Nikt tak jak on nie potrafi opisać chociażby samego skoku.
– Siadłem na belce, wyskładałem się, jak umiem, a reszty to już nie pamiętam – tłumaczył kiedyś. Innym razem wyjaśniał: – Wyleciałem z tego progu i myślę sobie: ehhhh, chyba nic z tego nie będzie. A tu nagle jakby ktoś mnie za dupę złapał, nartki przyszły, no i już przyjemnie się leciało.
Kolejna złota myśl: – Po prostu se kucłem, wyprostowałem nogi i poleciało.
Za kiepskie prędkości na rozbiegu potrafi obwinić letnie narty, zaś ich falowanie tłumaczyć nową techniką: – Ptaki też machają. Próbuję robić to samo. Testuję i zobaczymy. Jak to opanuję, to łojej.
Z jego wypowiedzi wynika, że w skokach próbował już wszystkiego. – Zdarzało mi się, ale tylko jechać na rozbiegu z zamkniętymi oczami. Później trzeba widzieć, gdzie się leci. W sumie, to nie wiem czy trzeba, ale jakoś tak się otwiera oczy i tak – wyjaśniał. Nie wahał się też skoczyć mimo kiepskiej widoczności. – Założyłem sobie gogle, patrzę… nic nie widzę. Przetarłem tylko i myślę: „a ciul tam!”.
W programie u Kuby Wojewódzkiego zasugerował też, że w młodości zdarzyło mu się założyć narty po alkoholu. – No i tak chwiało mnie, chwiało, a potem chyba… ostatni byłem (śmiech). Wniosek taki, że to nie dla mnie. Piłeś – nie skacz – żartował.
Alkohol zresztą jest częstym tematem jego żartów. Znana na całą Polskę jest tegoroczna rywalizacja z Andrzejem Stękałą podczas Turnieju Czterech Skoczni. – To było po piątym piwie. Powiedziałem, że złoty orzeł już trochę nam odleciał i nie chce się człowiekowi skakać, no bo o co? A że ja lubię wyzwania, to zakład jakiś musi być. I założyliśmy się z Jędrusiem o Złotego Bażanta, więc od razu motywacja wzrosła – żartował Piotr Żyła, zwycięzca tej rywalizacji. To on też poczuł się do odpowiedzialności, by odwdzięczyć się Thomasowi Morgensternowi, który zauważył błąd w wynikach naszej drużyny na mistrzostwach świata w Val di Fiemme. Dzięki temu zdobyła brąz. W podzięce „Pieter” postanowił postawić mu flaszkę.
Innym razem zapytany co zrobił ze zdobytymi w Engelbergu nagrodami w postaci szklanych aniołów, wypalił z szerokim uśmiechem: – Nie wiem, czy się nie stłukły, bo byłem pijany.
Nie czarny koń, a osioł
Na szczególnej baczności muszą się mieć koledzy Piotra Żyły z reprezentacji, który nieraz dobitnie komentował ich wyczyny. Dawida Kubackiego porównał np. do pokemona Mewtwo. – On jest psychiczny – tłumaczył. Gdy zaś „Wewiór” dzielił z „Mustafem” podium w Ruce i konieczne było zachowanie dystansu, zażartował:
– Ja tam nie lubię stać blisko niego, bo on bąki puszcza.
Kiedy Dawidowi nie udało się wygrać prologu w Titisee-Neustadt skomentował: „Ajjj… No i pieluchowe poszło się paść!”. Innym razem stwierdził, że „dobrze gąsiora wyciągał”.
Także Kamil Stoch może odnaleźć w Internecie coś o sobie. – Ojojoj. Jak pięknie! Jak fajnie! Mówiłem mu, żeby nie jadł burgera, bo będzie ciężki. Nie zjadł, bo nie było burgerów. Jest leciutki. Jest najchudszy z nas i dlatego wygrał – tak zachwycał się zwycięstwem Orła z Zębu w Turnieju Czterech Skoczni.
Przed laty w zabawny sposób skomentował też potknięcie Aleksandra Zniszczoła przy starcie: – Słyszałem, jak pisiont groszy zbierał na rozbiegu.
Piotr Żyła potrafi żartować nawet z mało zabawnych sytuacji. Jak chociażby głośnej afery z testami na koronawirusa, kiedy to mało brakowało, by nasi reprezentanci nie wystąpili w TCS. Ironiczny komentarz na FB zakończył zdaniem, że winny jest Maciej Kot. Gdy zaś sytuacja się unormowała, można było przeczytać: „Wszystko skączyło się dobrze, Klimek wyzdrowiał, Maciek przyznał się do winy cytuje: Tak siedziałem na przeciwko Klimka Murańki, ale już więcej nie będę. I teraz zostało tylko skakać” [oryg. pisownia].
Piotr Żyła także do siebie ma ogromy dystans. Nie ma problemu z tym, by nazwać się łajzą. Zapytany zaś, czy będzie czarnym koniem turnieju, stwierdził, że bardziej wygląda na osła.
Skarpety bezobjawowe
Także groźne sytuacje „Wewiór” potrafi obrócić w żart. Wszystkich rozbroiło wyznanie, że spóźnił się na imprezę rajdową, bo „córka zeżarła kostkę z kibla”. Po upadku w Obersdorfie w 2012 r. stwierdził z uśmiechem: – W sumie to jestem zadowolony, bo to mój pierwszy upadek na mamucie.
Gdy w 2019 r. z zakrwawioną twarzą schodził z wiślańskiej skoczni, fani wstrzymali oddech. Humory szybko poprawił im sam skoczek, zamieszczając w mediach społecznościowych zdjęcie… stóp w oryginalnych skarpetach.
– Nie ma to jak klasyczny telemark na nosie. Na szczęście miałem paprykowe skarpetki, to przynajmniej można wrzucić foto – napisał.
Skarpety – czy to z papryką, dynamitem czy bananami, to już charakterystyczne części garderoby skoczka. Zresztą skarpety te, podobnie jak i oryginalne czapki są sygnowane marką Piotra Żyły. W jego sklepie nie ma jedynie skarpet bezobjawowych, którymi chwalił się w mediach, zamieszczając zdjęcie…gołych stóp.
Za sukcesami skoczka stoją jednak nie tylko szczęśliwe części garderoby. Wielokrotnie powtarzał, że swój udział ma tutaj także marynowana papryka. Ostatnio do jego menu dołączyły też pomarańcze.
Wywiady z Piotrem Żyłą biją rekordy popularności, choć przeprowadzenie ich bywa czasami trudną sztuką. Skoczek potrafi odpowiadać na pytania np. „tak” lub „nie”, a gdy kiedyś dziennikarz zapytał go o świętowanie jednego z sukcesów, odpowiedział z rozbrajającą szczerością: – Pewnie (śmiech). Głupio pytasz.
Nikt zapewne nie spodziewał się, że odpowiedź na pytanie „Czego spodziewasz się w tym nadchodzącym roku?” będzie brzmiała: „No muszę se sznurówkę wymienić. W bucie.” Kiedy podpytywano go, co najbardziej lubi w Japonii, stwierdził że… kibel. Gdy pytanie brzmi: „Czy od razu po wyjściu z progu wiedziałeś, że to będzie bardzo daleko?”, a odpowiedź: „Nie. Myślałem, że w bulę wydzwonię” – też trudno o zachowanie powagi. W osłupienie mogą wprowadzić i słowa: „Mam czasem taki problem, że mój mózg nie ma kontaktu z moim ciałem”.
Z Małyszem w lakierkach
Polski skoczek miał jednak przerwę w rozbawianiu kibiców. Wpływ na to miały zawirowania w jego życiu prywatnym i głośne rozstanie z żoną – Justyną w 2018 r.. Skoczek oskarżony przez nią o zdradę oraz zaniedbywanie rodziny (mają syna i córkę), zaczął stronić od wywiadów, a gdy pokazywał się przed kamerą, nie można było usłyszeć charakterystycznego „he, he, he”. Na szczęście „Wewiór” wrócił do „medialnej formy” i ponoć układa sobie też życie osobiste. Wg doniesień, jest w związku z młodszą o 11 lat aktorką Marceliną Ziętek.
Ciekawostką jest, że była żona Piotra jest kuzynką Adama Małysza, dzięki czemu panowie mieli okazję spotykać się nie tylko na skoczni, ale i uroczystościach rodzinnych. Kiedyś Żyła zdradził, że podczas jednego z wesel urządzili sobie wspólną przebieżkę. W środku nocy, w garniturach i lakierkach przebiegli się do ronda i z powrotem. Na innej imprezie Piotr zaczął podrzucać winogrona i łapać jej prosto do ust. Do zabawy włączył się i Małysz, który zaczął rzucać winogrona przez całą salę, podczas gdy Żyła je łapał.
W sobotę, kiedy to „Złotousty” Piotr Żyła skończy 34 lata, będzie kolejna okazja do świętowania. Szykują się urodziny szczególne, bo na Wielkiej Krokwi w Zakopanem, niestety bez kibiców. Czy „Pieterowi” uda się sprawić sobie sportowy prezent? Jakim wyznaniem zaskoczy tym razem? Choćby dlatego warto zasiąść przed telewizorami!
Aneta Jamroży


