– Jesteśmy między Haliczem i Rozsypańcem. Zamarzamy…

W akcji ratunkowej dwójki turystów wzięło udział łącznie około 15 ratowników. Ostatni z nich do stacji ratunkowej w Cisnej dotarli
około godz. 23. Fot. Bieszczadzka Grupa GOPR

O ogromnym szczęściu może mówić małżeństwo, które utknęło w Bieszczadach. Para wyczerpana wędrówką i trudnymi warunkami, jakie wówczas panowały, nie była w stanie o własnych siłach zejść z gór. Pomogli ratownicy GOPR, którzy po raz kolejny apelują do turystów o rozsądek w górach, bo te nie wybaczają błędów.

W sobotę o godz. 16.04 dyżurny w Stacji Centralnej w Sanoku odebrał zgłoszenie: „Jesteśmy między Haliczem i Rozsypańcem. Zamarzamy …” Pomocy, jak relacjonuję ratownicy Bieszczadzkiej Grupy GOPR, potrzebowało małżeństwo, które pomimo tego, iż było świetnie przygotowane na górską wędrówkę w zimowych warunkach – mieli zapas ubrań w plecaku, ciepłą herbatę – nie poradziło sobie z trudami wędrówki. W górach panowały wówczas bardzo trudne warunki: dość silny wiatr, niska temperatura i duża wilgotność. Do tego intensywne opady śniegu, które w połączeniu z silnym wiatrem spowodowały, iż na szlaku były miejsca wywiane do zera, jak i z ponadmetrową pokrywą. Para nie miała ze sobą rakiet śnieżnych ani nart i mężczyzna, torując drogę w okolicy Halicza osłabł na tyle, że nie mógł już kontynuować marszu. Wówczas zadzwonili po pomoc. – Ratownik, zbierając wywiad zapytał poszkodowanych m.in. o podanie numeru czerwonej tyczki ustawionej na szlaku przez Bieszczadzki Park Narodowy i dzięki temu szybko ustaliliśmy ich dokładną pozycję – relacjonują ratownicy.

Mężczyzna nie był w stanie kontynuować marszu

Pierwsi dotarli ratownicy na nartach skiturowych, którzy mieli ze sobą podstawowe zabezpieczenie termiczne w postaci płachty biwakowej czy pakietów grzewczych. Dotarli do poszkodowanych w dwie godziny od wezwania, co, jak podkreślają ratownicy, na takie warunki było świetnym wynikiem. Niedługo po tym dotarli kolejni. – Mężczyzna, pomimo ogrzania, nie był w stanie kontynuować marszu. Do tego istniało podejrzenie odmrożenia stóp, dlatego został zwieziony na Przełęcz Bukowską. W Wołosatem został przekazany załodze karetki pogotowia, gdzie po zbadaniu okazało się, że nie wymaga dalszej opieki medycznej – relacjonują ratownicy. W akcji łącznie wzięło udział około 15 ratowników – ostatni z nich do stacji ratunkowej w Cisnej dotarli około godziny 23.

Mierzmy siły na zamiary

Ratownicy Bieszczadzkiej Grupy GOPR po raz kolejny apelują do turystów o rozsądek w górach. – Nie przeceniajmy swoich możliwości, mierzmy siły na zamiary. Góry nie wybaczają błędów. Jeśli opadamy z sił i czujemy, że nie damy rady kontynuować marszu, zawróćmy, nie próbujmy na siłę zdobywać celu, bo może się to dla nas skończyć tragedią – przestrzega Jerzy Godawski z Bieszczadzkiej Grupy GOPR.
Aktualnie w Bieszczadach panuje pierwszy w pięciostopniowej skali, niski stopień zagrożenia lawinami. – Wszystkie szlaki na terenie parku są drożne, miejscami jednak zawiane świeżym śniegiem i oblodzone
– informuje Bieszczadzki Park Narodowy. W górach panują trudne warunki do uprawiania turystyki ze względu na świeży opad śniegu, niską temperaturę, silny wiatr i ograniczoną widoczność. Grubość pokrywy śnieżnej jest zróżnicowana i kształtuje się w granicach od 20 do 40 cm, w miejscach zawietrznych dochodzi 50 – 60 cm. Poruszanie się wymaga odpowiedniego sprzętu, zaleca się posiadanie kijków i raczków. – Zachowajmy rozwagę przy planowaniu górskich wędrówek i uwzględnienie wydłużonego czasu przejścia. Pamiętajmy, aby trasę wycieczki dostosować do aktualnie panujących warunków, swoich możliwości i doświadczenia, a wycieczkę zaplanować tak, aby wrócić przed zmrokiem – apeluje kierownictwo parku.

W trosce o bezpieczeństwo

Z myślą o bezpieczeństwie osób odwiedzających park w okresie zimowym, na połoninach zamontowane zostały czerwone tyczki z tabliczkami, które wskazują przebieg szlaku oraz posiadają przypisany numer o lokalizacji GPS. – Koordynaty poszczególnych tyczek zostały udostępnione Górskiemu Ochotniczemu Pogotowiu Ratunkowemu. W przypadku utraty orientacji w terenie należy zadzwonić pod numer ratunkowy GOPR 601 100 300, podając numer tabliczki, przy której państwo się znajdują. Dlatego prosimy, aby nie dokonywać żadnych zmian w wykonanym oznakowaniu, gdyż od jego trwałości zależeć może ludzkie życie! Jednocześnie apelujemy do wszystkich turystów, aby pamiętali o pobraniu aplikacji „Ratunek”. Dzięki tej aplikacji służby ratownicze są w stanie precyzyjnie ustalić położenie osoby potrzebującej pomocy – apeluje kierownictwo Bieszczadzkiego Parku Narodowego.
Przypomina także, aby wybierając się w góry przestrzegać „zasad zwiedzania” oraz zapisów regulaminu parku. Aktualne warunki i pogodę panującą w górach można sprawdzić na stronie GOPR oraz za pomocą kamerki internetowej zamieszczonej na stronie Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

Martyna Sokołowska

One Response to "– Jesteśmy między Haliczem i Rozsypańcem. Zamarzamy…"

Leave a Reply

Your email address will not be published.