
– Los dał nam teraz idealny moment do tego, żeby wreszcie pomyśleć nad reformą szkolnictwa w naszej gminie – twierdzi radny MichaŁ Karkut. Fot. Paweł Galek (2)
Subwencja oświatowa teoretycznie powinna wystarczyć na funkcjonowanie szkół i przedszkoli na danym terenie. Tymczasem Urząd Miejski w Kolbuszowej musi dołożyć do niej aż 18 mln zł rocznie. Główny powód to małe wiejskie szkoły, w których w klasach często uczy się po kilkoro dzieci. O ich likwidacji bądź przekształceniu mówi się od lat, ale za każdym razem aspekt społeczny i polityka przeważają nad ekonomią.
Problem jest poważny, bo 18 mln zł dla gminy, jaką jest Kolbuszowa, to potężna wyrwa w budżecie (12 proc. wszystkich wydatków). Gdyby te środki zostały w kasie urzędu, można byłoby zrealizować wiele inwestycji; choćby kanalizację, której budowa obecnie w części odbywa się kosztem wyższych rachunków dla mieszkańców za ścieki i wodę.
Ponad 40 mln zł długów
Kolbuszowianie czekają też na przebudowę dróg i ulic, uzbrajanie działek i wiele innych przedsięwzięć, które można byłoby zrealizować, gdyby gmina nie dokładała tyle milionów do oświaty. Niestety, wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej, bowiem niż demograficzny postępuje, tak jak i emigracja. Jakby tego było mało, mieszkańcy terenów wiejskich nierzadko wolą edukować swoje dzieci w mieście niż w rodzinnej miejscowości.
I stąd właśnie biorą się szkoły, w których jest po kilkoro uczniów w klasie. Są to m.in. placówki w: Bukowcu, Zarębkach i Domatkowie. W sumie trzeba dołożyć 18 mln zł rocznie. – W tym roku nasze długi mają wynieść 45 mln zł. Wiemy, z czego to wynika. Z niedoszacowania finansowania oświaty
– uważa radny Krzysztof Wójcicki. – Rozmawiałem niedawno ze skarbnikiem Urzędu Miejskiego w Tomaszowie Lubelskim. Zapytałem go, jak u nich wygląda sytuacja z oświatą. Usłyszałem, że dokładają do niej bardzo dużo, bo 8 mln zł, głównie przez przedszkola. Odpowiedziałem, że chyba nie za dużo, bo my aż 18 mln zł. On na to, że na pewno mamy coś źle zorganizowane – wspomina Wójcicki.
Czworo uczniów w klasie
– Subwencja oświatowa jest tak liczona, aby w klasie było 20 uczniów. Jeśli my utrzymujemy szkoły, w których mamy po 4 –
– 5 uczniów, to nie jesteśmy w stanie zbliżyć się do poziomu Tomaszowa Lubelskiego, nie mówiąc o zamknięciu się w subwencji
– dodał. System funkcjonowania gminnej oświaty krytykuje także radny Michał Karkut, który z tego właśnie powodu jako jedyny zagłosował przeciwko budżetowi gminy na ten rok.
Burmistrz Jan Zuba tłumaczy, że aż trzykrotnie spotkał się z mieszkańcami wsi, w których funkcjonują małe „deficytowe” placówki oświatowe. – Za każdym razem słyszałem od ludzi: „Zostawcie nam szkołę, bo to jedyne, co nam jeszcze zostało. Jeżeli jej nie będzie, to nasza wieś zostanie zupełnie zdegradowana”. Chcę przypomnieć, że również Rada Miejska za każdym razem była za utrzymaniem tych placówek. Te iluzoryczne korzyści finansowe z tytułu likwidacji małych szkół nie są warte tych strat, które spowodowalibyśmy tą decyzją.
Paweł Galek



2 Responses to "Małe szkoły zrujnują budżet?"