
Dwóch radnych zapytało przewodniczącego przemyskiej Rady Miejskiej, Macieja Kamińskiego, czy nakazał pracownikom Biura Rady przemyskiego magistratu skserowanie w większej ilości treści własnej interpelacji. A zapytało, bo kserokopie trafiły później do pocztowych skrzynek przemyślan ulicy Malawskiego. Mowa o kilkuset egzemplarzach. Przewodniczący Kamiński stwierdził, że działał zgodnie ze swymi kompetencjami. Tymczasem magistrat potwierdza, że kserokopie wykonano w Biurze Rady na polecenie przewodniczącego Kamińskiego. – Zgodnie ze statutem miasta Przemyśla, przewodniczący może wydawać pracownikom BR polecenia w zakresie organizacyjno-
-technicznej pracy Rady Miejskiej – informuje rzeczniczka prezydenta Przemyśla, Agata Czereba.
Szef klubu PiS, który od czerwca zeszłego roku jest jednocześnie przewodniczącym przemyskiej Rady Miejskiej, Maciej Kamiński, swą interpelację dotyczącą problemów z parkowaniem przy ulicy Malawskiego napisał nieco poniewczasie. A to dlatego, że „popełnił” ją, gdy już umówione było spotkanie mieszkańców ulicy z władzami miasta i służbami, i częściowo wypracowano już wspólne stanowisko w tej sprawie. Niemniej, przewodniczący Kamiński znany jest z tego, że lubi pytać o różne sprawy, także o te, które już zostały załatwione dzięki innym radnym, a także z tego, że stale podkreśla, iż on tylko pyta, a pytać ma prawo. Tym razem jednak treść interpelacji znalazła się nie tylko na BIP-ie, ale i …w skrzynkach pocztowych mieszkańców ul. Malawskiego. Mowa o kilkuset egzemplarzach. No i co z tego? – mógłby ktoś zapytać. Ano to, że rozeszła się wieść, iż przewodniczący Maciej Kamiński skserowanie swego dzieła w postaci interpelacji zlecił pracownikom Biura Rady przemyskiego magistratu! Oczywiście w tymże Biurze Rady.
„Czy prawdą jest, że…”
Wieść dotarła do radnych: Marcina Kowalskiego, szefa klubu Wspólnie dla Przemyśla, oraz Pawła Zastrowskiego z klubu KO. Zatem na ostatniej sesji najpierw M. Kowalski pozwolił sobie we właściwym punkcie obrad zapytać przewodniczącego Kamińskiego, czy w istocie korzystał z pracy pracowników Biura Rady oraz sprzętu i materiałów tegoż, przygotowując swą autopromocyjną akcję na Malawskiego. – Działałem zgodnie z moimi kompetencjami i miałem do tego prawo – odpowiedział Kamiński. Paweł Zastrowski z KO chciał jednak wiedzieć więcej szczegółów. – Pan działał nie jako przewodniczący RM, tylko zwykły radny, więc pytam, czy wykorzystał pan sprzęt i materiały magistratu do uprawiania swej propagandy – zapytał wprost. Kamiński stwierdził, że już odpowiedział na wszelkie pytania i zamknął obrady.
W obliczu tak skąpych informacji ze strony samego zainteresowanego postanowiliśmy sprawdzić, jak było. – Owszem, pan przewodniczący Kamiński polecił pracownikom Biura Rady przemyskiego Urzędu Miejskiego skserowanie swej własnej interpelacji w większej liczbie egzemplarzy – przyznaje Agata Czereba, rzecznika prezydenta Przemyśla. – Zgodnie ze statutem miasta przewodniczący RM może wydawać pracownikom BR polecenia w zakresie organizacyjno – technicznym pracy Rady Miejskiej
– wyjaśnia.
Radny KO: – Stać go na ksero
Radny Zastrowski z klubu KO nie ma wątpliwości, że przewodniczący Kamiński nie kserował swej interpelacji w ramach pracy Rady Miejskiej, ale dla swojej, jak to określa, propagandy.
– Niestety, tak jak większość PiS-owskich kacyków, tak i pan przewodniczący do perfekcji opanował sztukę unikania odpowiedzi na niewygodne pytania, a dyskusja z nim przypomina dziecięcą grę w pomidora. Jeśli prawdą jest, że wykorzystuje on stanowisko przewodniczącego Rady Miejskiej do szerzenia znanej z początku lat trzydziestych ubiegłego wieku propagandy, kreując tym samym fałszywą rzeczywistość za pomocą środków przemyskiego magistratu, to jest to wysoce niestosowne i sprawę tę powinien wyjaśnić także pan prezydent, który jest pracodawcą osób zatrudnionych w Biurze Rady – stwierdza Zastrowski. – Przypomnijmy, że pan przewodniczący Kamiński zajmuje, z woli swoich partyjnych kolegów, stanowisko dyrektora WORD w Przemyślu, zasiada też w radach nadzorczych oraz pobiera dietę przewodniczącego RM – zauważa radny KO. – Doprawdy trudno uwierzyć, że nie stać go na skserowanie sobie kilkuset egzemplarzy interpelacji na potrzeby swej autopromocji. Tym bardziej żenujące jest, że nie chce wydać na to swoich pieniędzy i korzysta z magistrackich środków, „zasłaniając” się swoją funkcją – dodaje. W istocie dyskusyjne jest, czy to, co zrobił przewodniczący Kamiński mieściło się, aby w ramach „organizacyjno – technicznego zakresu pracy RM” . Trudno też odmówić radnemu Zastrowskiemu racji, że tak robić zwyczajnie, po ludzku, nie wypada.
Monika Kamińska



17 Responses to "Skserowana propaganda?"