– Graliśmy, gramy i będziemy grać z Orkiestrą do końca świata i o jeden dzień dłużej, bo to dzięki sprzętowi
od WOŚP żyją nasze córki – mówią Ela i Wacek Borowi, którzy od lat wspierają Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
Był styczeń 2002 roku. Na świat przyszły wówczas dwie wyczekane córeczki Eli i Wacka Borowych. Kornelia i Kamila urodziły się wcześniakami. – Trafiliśmy do sanockiego szpitala, który dysponował wówczas tylko jednym inkubatorem. Skierowano nas do Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, a tam sprzęt na oddziale neonatologii „oklejony” był charakterystycznymi czerwonymi serduszkami Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To ten sprzęt pomógł naszym córkom w pierwszych dniach ich życia. Tak naprawdę uratował im życie – mówią wzruszeni rodzice. Od tego czasu co rok grają z Orkiestrą. Działają w miejscowym sztabie, przygotowują finałową imprezę, kwestują na ulicach Sanoka jako wolontariusze.
Kornelia i Kamila też od najmłodszych lat działają w orkiestrze. – WOŚP jest dla mnie czymś w rodzaju rodzinnej tradycji – mówi Kamila. – Odkąd sięgam pamięcią, drugą niedzielę stycznia spędzamy razem z rodzicami i siostrami i czynnie działamy na rzecz WOŚP. Od trzech lat kwestuje z nami nawet nasz pies, więc dosłownie cała rodzina jest zaangażowana w zbiórkę – śmieje się Kamila.
– A dlaczego wspieram WOŚP? Wiem, że sprzęt zakupiony z zebranych pieniędzy przynosi wymierne korzyści, odczułam to na własnej skórze, bo sama z niego korzystałam. Gdyby nie WOŚP, większość szpitali nie byłaby gotowa na przyjęcie wcześniaków i zapewnienia im szans na prawidłowy rozwój – podkreśla.
Pozytywna energia i tolerancja
Jedną z osób, która z Orkiestrą Jurka Owsiaka działa w Sanoku od początku jest Sebastian Niżnik – samorządowiec, starosta sanocki w latach 2010–2014, dzisiaj urzędnik i powiatowy radny. – Jako młody człowiek oglądałem program Jurka Owsiaka i Agaty Młynarskiej „Róbta co chceta” w TVP2, to było na początku lat 90. ubiegłego wieku. W ówczesnej telewizji był czymś świeżym i zupełnie innym. Pamiętam, jak po spontanicznym ogłoszeniu przez Jurka akcji zbierania pieniędzy w audycji radiowej Brum, po apelu kardiochirurgów z Centrum Zdrowia Dziecka o wsparcie finansowe zakupu sprzętu medycznego dla umierających dzieci, ruszyła lokomotywa. Jurek również w TVP2 promował akcję. Przychodziły koperty pełne pieniędzy, które rozpakowywał na wizji, liczył je, zachęcał do kolejnych wpłat. Akcja zaczęła przybierać na sile. Pojawiła się nazwa Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, później fundacja. Pierwszy finał. A następny też w Sanoku. Sztab zebrał się w II LO w Sanoku. Koncert odbył się w hali przy Zespole Szkół nr 3. Zaangażowałem się w sztab z kolegą z osiedla Danielem Wójcikiem. Przydzielono nam rolę ochroniarzy. Wokół było mnóstwo pozytywnej energii, życzliwości, tolerancji – wspomina.
Pierwszy finałowy koncert, jak wspomina nasz rozmówca, był świetny. Sanoczanie złapali WOŚP-owego bakcyla, a członkowie Sztabu zachęceni sukcesem poszli za ciosem i organizowali kolejne finały. Sanok grał z Orkiestrą co rok, przez sztab przewijały się nowe osoby, akcja się rozwijała. Efektem był finał wojewódzki zorganizowany na sanockim Rynku w 2004 roku. – Główną gwiazdą finału był Krzysztof Krawczyk, a przed nim wystąpiliśmy my z zespołem Bieszczadersi, grając specjalnie napisany hymn finału „Z nami graj”. Niesamowite i niezapomniane emocje. Później atmosfera zaczęła gęstnieć, pojawiać się zaczęli coraz głośniejsi hejterzy wobec idei WOŚP i ostatecznie Sanok przeżył okres smuty bez finałów. W 2010 roku zebrała się znów grupa gorących serc, która reaktywowała sztab. Łączy nas idea, która przyświeca od początku Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy: przyjaźń, miłość i muzyka do końca świata i o jeden dzień dłużej – mówi Sebastian Niżnik.
Bieszczady grają razem!
Sztab, który zawiązał się w 2010 roku, działał m.in. wspólnie z: Leskiem, Ustrzykami Dolnymi, Cisną, Baligrodem i Wetliną, działał na terenie powiatów: sanockiego, leskiego i bieszczadzkiego, stąd reaktywowano go pod nazwą Bieszczadzki Sztab WOŚP. W szczytowym momencie na ulicach tych trzech powiatów kwestowało 600 wolontariuszy! Wielki finał co roku organizowany był w Sanoku, był kilkugodzinny koncert, licytacje ze sceny i tradycyjne światełko. I tak jest do dzisiaj, sztab cały czas się rozrasta, do ekipy dołączają ludzie z całego regionu. Dzisiaj Bieszczadzki Sztab WOŚP tworzą: dzieci, młodzież i seniorzy, uczniowie i studenci, przedsiębiorcy, samorządowcy, urzędnicy i posłowie, dziennikarze, lekarze, sportowcy, muzycy, artyści, rękodzielnicy i motocykliści, obrońcy zwierząt, podopieczni warsztatów terapii zajęciowej, osadzeni w zakładach karnych oraz mieszkańcy Domu Inwalidy Bezdomnego w Sanoku.
Dom Inwalidy Bezdomnego w Sanoku to jedyny taki ośrodek w Polsce, który kwateruje niepełnosprawnych mężczyzn, którzy z różnych powodów zostali bez dachu nad głową. Przebywają tam osoby z całej Polski. Kilka lat temu członkowie Bieszczadzkiego Sztabu zaprosili podopiecznych ośrodka do współpracy. Efekt był piorunujący – na warsztatach rękodzielniczych prowadzonych w ośrodku powstały piękne, ręcznie malowane anioły, które trafiły na WOŚP-owe aukcje. – Przygotowania zaczynają się już kilka tygodni przed finałem. Panowie wybierają formę, później odlewają anioła z gipsu, czyszczą wszystkie nierówności, a na końcu dobierają kolorystykę i własnoręcznie malują figurki – opowiada Anna Grzeszczak, terapeutka zajęciowa w Domu Inwalidy Bezdomnego w Sanoku. Możliwość zaangażowania w tak szczytny cel daje też radość ogromną mieszkańcom ośrodka. – WOŚP to organizacja, która robi wiele dobrego dla innych, a to bardzo ważne. Jest nam bardzo miło, że ktoś pomyślał o nas i zaangażował nas w takie działanie – powiedział pan Eugeniusz, jeden z mieszkańców ośrodka zaangażowanych w przygotowanie WOŚP-owych aniołów.
Setki darczyńców
Anioły od mieszkańców Domu Inwalidy Bezdomnego w Sanoku można licytować na aukcjach Allegro Bieszczadzkiego Sztabu WOŚP. W sumie w tym roku sztab dzięki ofiarności darczyńców wystawił łącznie około 350 aukcji. Wśród nich można znaleźć m.in. unikatową, bo kolorową, grafikę autorstwa Zdzisława Beksińskiego podarowaną przez Muzeum Historyczne w Sanoku, pozłacaną ikonę od Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, lot szybowcem nad Bieszczadami, spływ pontonem rzeką San, off-road w Bieszczadach, gadżety związane z WOŚP, dzień ze strażakami OSP Niebieszczany, sporo oryginalnego i niepowtarzalnego, bo wyprodukowanego w pojedynczych sztukach rękodzieła oraz obrazy, porady medyczne i badania, sesje zdjęciowe oraz wyjątkowe kalendarze i gadżety podarowane przez lokalne samorządy. – W tym roku ze względu na pandemię skupiliśmy się na działalności w Internecie. Uruchomiliśmy e-Skarbonki, czyli wirtualne puszki WOŚP, mocno promujemy nasze aukcje na Allegro. W tym roku potrwają aż do 14 lutego, jednak już w tym momencie możemy potwierdzić, że pobiliśmy nasz ubiegłoroczny wynik licytacji Bieszczadzkiego Sztabu WOŚP – zdradza Anna Sawa z Bieszczadzkiego Sztabu WOŚP.
Tym razem Fundacja będzie zbierać na zakup sprzętu dla laryngologii, otolaryngologii i diagnostyki głowy. To kolejny finał dedykowany temu celowi. WOŚP-owi wolontariusze będą kwestować na całym świecie w najbliższą niedzielę, 31 stycznia.
Martyna Sokołowska



17 Responses to "Przyjaźń, miłość i muzyka"