
Był jednym z najbardziej cenionych i znanych artystów II Rzeczypospolitej. Ten uwielbiany przez Polaków pisarz, dziennikarz, popularyzator sportu, prekursor praw chroniących zwierzęta, aktor i reżyser teatralny, miał pewną słabość. Była nią… Trzęsówka – malutka wioska na Podkarpaciu. A wszystko przez kobietę.
Zygmunt Nowakowski urodził się 22 stycznia 1891 r. w Krakowie. Był synem Błażeja Tempki, urzędnika Towarzystwa Wzajemnych Ubezpieczeń, i Heleny z Nowakowskich. We wspomnieniach pisał, że po ojcu jest góralem. Matka, z zawodu nauczycielka, pochodziła ze Lwowa – była ona jedną z pierwszych kobiet, które studiowały na Uniwersytecie Jagiellońskim. To właśnie jej panieńskie nazwisko zapożyczył jako pseudonim artystyczny.
Miał trzech braci (dwie siostry zmarły młodo). W rodzinie Tempków po śmierci ojca nie przelewało się, Zygmunt od najmłodszych lat dorabiał korepetycjami. Studiował polonistykę, pisał, uczył się aktorstwa i grał. Od 1909 r. studiował filologię polską na UJ, jednocześnie uczył się w Szkole Dramatycznej Kazimierza Gabryelskiego w Krakowie.
W 1914 roku Nowakowski wstąpił do Legionów Polskich. Początkowo był na froncie, potem jednak pracował w biurze prasowym Departamentu Wojskowego Naczelnego Komitetu Narodowego w Krakowie. W tym czasie pisał m.in. rozprawy o polskich tradycjach narodowych i opowiadania. W lutym 1918 r. został internowany przez władze austriackie, ale już dwa miesiące później, jako aktor wrócił na scenę Teatru im. Słowackiego.
W ówczesnej prasie pisano o nim jako o ulubieńcu krakowskiej publiczności. Od 1920 r. Zygmunt Nowakowski zajmował się również reżyserią. W tym czasie doktoryzował się na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Potem grał i reżyserował nie tylko w Krakowie, działał także w Warszawie i Łodzi. Próbował również sił jako komediopisarz, napisał np. utwory „Tajemniczy Pan”, „Puchar wędrowny”, czy „Kabała”.
Fanatyk Cracovii
W 1924 r. wystawił swą pierwszą sztukę pt. „Tajemniczy Pan”, a dwa lata później – następną komedię „Puchar wędrowny”. W latach 1926-29 był dyrektorem Teatru im. Słowackiego w Krakowie. Podczas kierowania tą placówką pragnął utrzymać jej ambitną linię repertuarową, unowocześniał urządzenia (pierwszy w Polsce horyzont półkolisty, nowoczesne oświetlenie), wyposażył także aktorów we wszelkie ubiory teatralne.
Jednak największe uznanie Nowakowski zdobył jako pisarz i felietonista. Dużą poczytnością cieszyły się jego: „Geografia serdeczna”, „Kucharz doskonały”, „Książka zażaleń”, „Dzwonek niedzielny”, „Stawiam bańki”, „Lajkonik”, „Z mojej pralni”. Wielką popularnością cieszyła się szczególnie jego sztuka legionowa „Gałązka rozmarynu”. Natomiast w jego felietonach odnajdziemy obrazy z międzywojennej rzeczywistości. Krytykował łamanie praw człowieka i zasad demokratycznych. Za prozę fabularną (m.in. „Przylądek Dobrej Nadziei”, „Rubikon”, „Start Edmunda Sulimy”, „Błękitne kotwice”), był wielokrotnie nagradzany.
Był kibicem, fanem Cracovii Kraków, a nawet członkiem zarządu tego klubu. – Na piłkarskie derby z Wisłą pojechałbym nawet, gdybym był umierający. Pojechałbym ambulansem. Wstałbym z grobu. Kiedy umrę, pochowajcie mnie na polu karnym Cracovii. Jeszcze po śmierci będę jej bronił – pisał w jednej ze swoich publikacji.
Zasłużony dla Trzęsówki
Mało kto wie, że Zygmunt Nowakowski wszystkie swoje największe utwory napisał w malutkiej…Trzęsówce. W pałacu dziedziczki Róży Celiny Otowskiej, z którą łączył go trwały związek uczuciowy, co roku spędzał letnie miesiące. Od maja do października szukał tam natchnienia w przepięknym parku i wśród malowniczych pejzaży wiejskich. Bardzo mocno interesował się życiem miejscowej ludności. Szczególnie wspierał dzieci – finansowo, wspomagał dożywianie przy inspektoracie szkolnym. Z jego inicjatywy powstało we wsi boisko sportowe. Zakupił stroje i piłkę dla młodzieży; organizował biegi wyczynowe (od bramy dworu do błonia), fundował nagrody.
W 1937 r. założył w Trzęsówce straż pożarną, dla której zakupił sikawkę, mundury i hełmy, które są używane do dziś podczas warty przy Grobie Pańskim. Przyczynił się do powstania biblioteki, pomógł w stworzeniu jej księgozbioru. Dzięki niemu mieszkańcy wsi mogli słuchać radia na dworskim tarasie. Zainicjował budowę drogi od centrum wsi do Świerczowa i dalej do Kolbuszowej. Płacił chłopom, którzy pracowali przy jej budowie.
Pomagał w rozbudowie szkoły, a po jego głośnym felietonie „Dokarmiajmy wiosnę”, pomoc na ten cel nadchodziła z całej Polski, a nawet z zagranicy. To dzięki niemu wzdłuż szosy w centrum wsi zasadzono czereśnie, które przez wiele lat były ozdobą drogi, a dla dzieci wielką radością w porze owocowania. Był współorganizatorem corocznego szkolnego Święta Pieśni, zorganizował pokazowy lot samolotem. I tak można by wyliczać.
Kiedy, będąc w Krakowie, tęsknota za ukochaną Różą dopadała go nagle i pragnął jak najszybciej znaleźć się u jej boku, korzystał z niekonwencjonalnego środka lokomocji – balonu. Na taką okoliczność czekali wszyscy chłopcy we wsi. Kiedy był już blisko, „aeronauta“ wyrzucał liny holownicze, a „obsługa“ przeciągała powietrzny statek jak najbliżej dworu. To był romantyczny, trochę szalony kochanek, a przy okazji wielki artysta.
Nie pogodził się z komuną
Po wybuchu wojny w 1939 r. Zygmunt Nowakowski udał się do Lwowa, gdzie pomagał polskim uciekinierom. Przedostał się dalej za granicę. Z Rumunii wyjechał do Francji i do Londynu, gdzie przebywał do końca swoich dni. Nie wrócił do kraju, bo nie umiał pogodzić się z rzeczywistością komunistycznej Polski.
Korespondował z Celiną Otowską, która po wojnie przeniosła się z Trzęsówki do Krakowa. Napisał do niej mnóstwo listów, smutnych i przygnębiających. Przebijała z nich nie tylko tęsknota za ukochaną kobietą, ale też rodzinnym miastem i krajem. Ona liczyła, że choć raz uda im się jeszcze spotkać.
Lata pięćdziesiąte nie były dla pisarza szczęśliwe. Przeszedł dwie operacje oczu, częściowo utracił wzrok (przez kilka lat był na wpół ociemniały). Leczył się na astmę – bez rezultatów. Zmarł 4 października 1963 r. Jego ukochana Róża przeżyła go o 10 lat.
Ostatnią wolą Nowakowskiego było spocząć w rodzinnym grobie na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Tak też się stało w 1968 r..
– Był człowiekiem bardzo aktywnym, niepokornym, bezkompromisowym, znakomitym felietonistą, przed wojną z racji ciętego pióra znała go cała Polska. Po wojnie m.in. w Radiu Wolna Europa upominał się o zdradzoną Polskę i o Polaków osadzonych w sowieckich łagrach – jego głos był zdecydowany. Był głosem powojennej Wielkiej Emigracji – podkreślał prezes Instytutu Pamięci Narodowej, dr Jarosław Szarek podczas niedawnych (22 stycznia) uroczystości związanych z 130-leciem urodzin Nowakowskiego.
– Mimo ponad trzech dekad wolnej Polski, nie znalazł on należytego miejsca w ojczyźnie. Dlaczego osoba tak znana i wybitna, o której pisano, że naturalnym miejscem jej pochówku powinna być krypta zasłużonych na Skałce, jest dziś zapomniana? – zastanawia się Szarek.
Dziś po dworze w Trzęsówce, w którym tworzył Nowakowski, nie ma nawet fundamentów. Przepiękny obiekt został wysadzony w powietrze przez niemieckiego okupanta. Pretekst stanowiło napisanie w 1933 r. książki „Niemcy a’la minute”, w której jako jeden z pierwszych pisarzy ostrzegał przed nazizmem. Inna wersja wydarzeń mówi, że w akcie zemsty okupanci rozebrali pałac i przeznaczyli go na budulec dla innych obiektów, w tym piekarni w Dębie.
Pamięć jednak pozostała. Nie bez powodu Szkoła Podstawowa w Trzęsówce nosi imię właśnie Zygmunta Nowakowskiego. Jest on również duchowym ojcem gminnego festiwalu widowisk teatralnych, które w tej właśnie miejscowości odbywają się do dziś.
Paweł Galek


