
To jeden z najbardziej bramkostrzelnych i zarazem znanych napastników na Podkarpaciu. Jego kariera od niemal 20 lat nierozerwalnie związana jest z Wólczanką Wólka Pełkińska. Na początku roku kibiców zelektryzowała jednak wiadomość o jego możliwym transferze do Stali Rzeszów, z której po dwutygodniowym pobycie postanowił wrócić do Wólczanki. – Nie zamierzałem czekać w nieskończoność, aż ktoś z zarządu Stali podejmie ze mną rozmowę na temat mojej przyszłości w rzeszowskim klubie – wyjaśnia Krzysztof Pietluch.
– Chce mi pan wmówić, że przez dwa tygodnie nikt z włodarzy rzeszowskiego klubu nie kontaktował się z panem?
– Rozmawiali ze mną tylko i wyłącznie trenerzy, na czele z panem Danielem Myśliwcem oraz kierownik drużyny. Były to jednak rozmowy na tematy czysto boiskowe, bądź mojego samopoczucia.
– W trakcie rozmowy, którą przeprowadziłem z panem na początku ubiegłego tygodnia, twierdził pan, że dwutygodniowy pobyt w Stali to jedno wielkie rozczarowanie. Tymczasem już kilkanaście godzin później na jednym z regionalnych portali pojawiła się pana wypowiedź: „ To były bardzo wartościowe dwa tygodnie. Fajnie było trenować z piłkarzami Stali Rzeszów. Mam nadzieję, że zaprocentuje to, czego się w tym czasie nauczyłem. Poza tym doświadczyłem, jak to wszystko wygląda od środka”. Która z tych dwóch przeciwstawnych wypowiedzi bliższa jest prawdy?
– Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że pod względem sportowym dużo zyskałem z pobytu w Stali. Mogłem trenować z piłkarzami, którzy mają za sobą występy w bardziej eksponowanych klasach rozgrywkowych niż III liga. Mogłem też nadal pracować i ćwiczyć pod batutą prawdziwego profesjonalisty, jakim niewątpliwie jest trener Daniel Myśliwiec. Ponadto przyjrzałem się, i to z bliska, jak funkcjonuje II-ligowy klub, jakie są jego struktury. Natomiast jestem wielce rozczarowany tym, jak zostałem potraktowany przez klubowych działaczy. Ale, jak już wspomniałem w trakcie naszej wcześniejszej rozmowy, była to dla mnie życiowa lekcja, z której postaram się wyciągnąć stosowne wnioski.
– Skąd w ogóle pomysł na transfer do Stali?
– W trakcie trwania rundy jesiennej, prezes Wólczanki, pan Mariusz Olejarka, zapytał mnie, czy nie chciałbym spróbować swoich sił w wyższej lidze niż III. Kilka dni później, a konkretnie w trakcie meczu w Kraśniku, gdzie mierzyliśmy się z miejscową Stalą, byłem obserwowany przez działaczy rzeszowskiej Stali. Temat ucichł do końca grudnia minionego roku. Dopiero na początku stycznia skontaktował się ze mną nowy trener drużyny z Rzeszowa, pan Daniel Myśliwiec, który zaprosił mnie do wzięcia udziału w treningach Stali.
– Wrócił pan do Wólczanki, którą obecnie prowadzi trener Marcin Wołowiec. Zdążył pan nawet wystąpić w sparingu, w którym rywalem Wólczanki była najpierw Stal Stalowa Wola, a potem Stal Rzeszów. Jak pan ocenia szanse drużyny w rundzie wiosennej?
– Na pewno nie będzie łatwo, ale jestem przekonany, że trener Marcin Wołowiec wszystko poukłada tak, jak należy. Wierzę, że Wólczanka z powodzeniem włączy się do walki o miejsca w górnej połówce tabeli.
– Podobno pański powrót do Wólczanki jednak nie jest przesądzony. Ponoć rozważa pan obecnie bardzo ciekawą ofertę transferową. Proszę więc uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, jaki to klub kusi Krzysztofa Pietlucha?
– Nie zaprzeczam, że dostałem ofertę z pewnego klubu, który aspiruje do awansu. A co z tego wyniknie? Czas pokaże.
Rozmawiał Henryk Majcher


