
Jak tak człowiek rzuci okiem na facebookowe profile lokalnych działaczy PiS, to ma wrażenie, że za „wrzucaniem” kolejnych postów o tym, jak to w Polsce jest coraz lepiej i coraz bogaciej, nie stoi żadna refleksja. Choćby nie wiem jak bzdurne to były „informacje”, działacz PiS udostępnia i już. Pocieszające jest to, że o ile taki post jest lajkowany, to z reguły przez najbliższą rodzinę działacza: matkę, żonę i czasem teściową- oraz przez innych działaczy.
Tak czy siak widać, że lokalni działacze PiS nie mają żadnych wątpliwości co do tego, że słuszną linię ma ich partia i wszystko co czynią i mówią jej członkowie z tzw. świecznika, czynią i mówią – dobrze. Można się oczywiście zastanawiać, skąd się aż taka głęboka wiara w to bierze, ale przyznać trzeba, że ona po prostu jest.
Jednocześnie, jak możemy zaobserwować, gorliwi lokalni działacze PiS o tym, co mówią wyżej postawieni w partyjnej hierarchii, zapominają, gdy im tak pasuje. Przykład tego mieliśmy na niedawnej konferencji prasowej przemyskich działaczy PiS. Zwołano ją, by zasygnalizować – jak zwykle poniekąd – zaniepokojenie, w jakie „osoby radnych” wprawił pomysł włodarza miasta. A ów chce, według informacji przekazanych przez radnych PiS-u, połączyć pewne przedszkola ze szkołami. Szczegółów tego pomysłu na razie nie znamy, zatem trudno jakoś się do niego odnieść.
Rzecz w tym, że „osoby radnych PiS” – stosujemy tę formę, bo choć jest całkowicie nieprawidłowa, bardzo lubi ją jeden z radnych partii krajem rządzącej – zaczęły bardzo ubolewać, że wskutek połączenia szkoły i przedszkola ludzie tam pracujący stracą pracę. W wywodu jednego z nich wynikało, że chodzi w sumie o …jedną osobę, ale mimo wszystko to dramat. Na pewno nie jest fajnie, gdy ktoś rzeczywiście traci pracę nie ze swej winy. Kto jednak pracował czy pracuje w sektorze prywatnym, wie, że praca nie jest mu dana na wieki wieków i takie sytuacje się zdarzają.
A propos sektora prywatnego…Otóż zupełnie nie tak dawno, bo w listopadzie zeszłego roku, wiceminister finansów, Piotr Patkowski przekonywał przedsiębiorców, których biznesy „padały” wskutek lockdownu, że rząd z premierem Morawieckim na czele ma dla nich plan słuszny i zbawienny. Otóż mogą się oni po prostu przebranżowić! Jak? Ano to bardzo proste! Jak ktoś, przykładowo, ma restaurację i nie zarabia, bo lockdown, to może sobie łatwo taką restaurację przerobić na księgarnię, albo na warsztat samochodowy i już po kłopocie. Rząd oczywiście takiego przedsiębiorcę wspomoże w tym przebranżawianiu i wszyscy będą zadowoleni. Nie wiedzieć dlaczego ta wypowiedź, młodego jeszcze, ale już wybitnego specjalisty od sektora prywatnego wzbudziła miast szalonego entuzjazmu przedsiębiorców ich – delikatnie mówiąc – wściekłość. Może to i dlatego, że wiceminister Patkowski dnia nawet w sektorze prywatnym nie przepracował, o prowadzeniu swego biznesu, nie wspominając.
Wróćmy jednak do lokalnych działaczy PiS…Dziw bierze, że nie czerpią pełnymi garściami z mądrości pana wiceministra Patkowskiego oraz samego premiera Morawieckiego! Przecież skoro przebranżowić można całą firmę i na przykład z hotelu zrobić tartak, to tym bardziej jedna osoba, jeśli niestety straciłaby pracę, z przebranżowieniem się nie powinna mieć nijakich trudności. A to już powinni doskonale wiedzieć działacze przemyskiego PiS-u! Ich bowiem partyjni koledzy i oni sami – niektórzy – potrafią się przebranżowić w jednej niemal chwili. Jeśli tylko trafi się lepsza posada za pieniądze podatników, to – rzec można – żadnych wyzwań się nie boją. Nieważne, że nie mają ani kompetencji do jakiejś pracy, ani doświadczenia – mają szczerą chęć i poparcie swej partii i to wystarczy. Dlaczego zatem tak ubolewają nad tym, że jedna osoba może stracić pracę? A bo to się nazywa „troska o wyborcę”, czyli o głos oddany na siebie, po prostu.
Redaktor Monika Kamińska



19 Responses to "Działacze PiS – socjaliści od przebranżawiania się"