
Przez całą prezydenturę Tadeusza Ferenca wielokrotnie spieraliśmy się o sprawy dotyczące Rzeszowa. Czasami nawet bardzo ostro, bez białych rękawiczek i nie chodziło tylko o kontrowersyjne inwestycje realizowane z pominięciem planów zagospodarowania przestrzennego w oparciu o niesławne „wuzetki”. Prezydent miał słabość do wątpliwej maści biznesmenów i prowadził z nimi niejasne interesy. Miał również konszachty z przedstawicielami półświatka, którzy później zostali bohaterami jednej z afer podkarpackich. Oczywiście prezydent mógł wówczas nie wiedzieć, że wspiera przestępcę, choć dla tzw. ulicy nie była to wiedza tajemna. Pomimo różnic, które nas dzieliły, miałem zawsze wielki szacunek dla prezydenta, iż nie uczynił z Rzeszowa strefy wolnej od czegokolwiek, że moje rodzinne miasto jest pełne tolerancji, wielokulturowe i otwarte na przyjęcie każdego bez względu na wiek, płeć, kolor skóry, orientację seksualną, światopogląd czy wyznanie. Byłem dumny, gdy będąc w Gdańsku na Święcie Wolności i Solidarności, 4 czerwca 2019 roku, wśród honorowych członków komitetu organizacyjnego zobaczyłem nazwisko Tadeusza Ferenca. Widziałem człowieka, który zabiera głos, żeby okazać solidarność z wszystkimi, którzy na co dzień borykają się z wykluczeniem, dyskryminacją i nierównym traktowaniem.
Jednak wczoraj na konferencji on line, na której prezydent oficjalnie potwierdził swoją rezygnację ze stanowiska, zobaczyłem słabego, schorowanego człowieka, który drżącym głosem próbował przekonać rzeszowian, na kogo mają głosować, choć jeszcze nikt nawet wyborów nie rozpisał. To był smutny i żenujący spektakl, podczas którego wyraźnie zmęczony chorobą prezydent niemal na każde pytanie dziennikarzy odpowiadał, że Marcin Warchoł ma jego poparcie, że będzie super prezydentem, no i…ma jego poparcie. I tak w kółko parę razy. Zapewne dla wielu wyborców Tadeusza Ferenca minister Warchoł jest postacią anonimową. Nie jest mieszkańcem Rzeszowa, jest zwyczajnym politycznym spadochroniarzem, który marzy, żeby wskoczyć na fotel szefa miasta. Dla mnie Warchoł jest cynicznym graczem, który wykorzystał chorego człowieka, aby namaścił jego kandydaturę. Na szczęście na razie to tylko życzeniowy wybór ustępującego prezydenta. Tego prawdziwego i ostatecznego dokonają rzeszowianie przy urnach.
Redaktor Mariusz Włoch



31 Responses to "Ferenc namaścił Warchoła"