
W środę (10 lutego) wolne media odpowiedziały na pomysł rządzących, by „wykończyć” je ogromnymi podatkami od reklam, strajkiem w ramach akcji „Media bez wyboru”. Stacje telewizyjne i radiowe oraz portale internetowe przestały nadawać swe normalne programy i ograniczały się do komunikatu dotyczącego akcji. Starsi Polacy i ci w średnim wieku przypomnieli sobie mroczne czasy PRL-u, kiedy działały tylko rządowe media, młodsi – zobaczyli, jak to jest. Ale największego szoku doznali ci, którzy w obliczu tej sytuacji przełączyli na swoich telewizorach kanał na telewizję rządową. To, co tam zobaczyli i usłyszeli, to alternatywna rzeczywistość, którą funduje Polakom TVP od kiedy mamy obecną władzę.
– Na co dzień nie oglądam TVP – przyznaje nasz Czytelnik z Rzeszowa. – Ale wczoraj włączyłem TVP Info. Oczom i uszom nie mogłem uwierzyć, co tam się opowiada – mówi zbulwersowany.
– „Dowiedziałem się”, że: żyjemy w kraju mlekiem i miodem płynącym, mamy najlepszy na świecie rząd Zjednoczonej Prawicy, Kaczyński jest najwybitniejszym mężem stanu, Duda najlepszym prezydentem, nasza gospodarka kwitnie, ceny wcale nie rosną, a koronawirus został przez rząd pokonany i dlatego umiera nań coraz mniej Polaków – wylicza zdumiony mężczyzna. – Najpierw zachciało mi się śmiać od tych, z przeproszeniem, głupot, ale potem ogarnęła mnie wściekłość i smutek – wyznał. – Wściekłość, bo zdałem sobie sprawę, że te kłamstwa są emitowane za moje pieniądze! Te z podatków i te z ściąganego ze mnie abonamentu. Smutek natomiast dlatego, że zrozumiałem, iż wyborcy PiS naprawdę w to, co się opowiada i pokazuje w rządowej telewizji, wierzą! To alternatywna rzeczywistość, w której mentalnie żyje spora część Polaków, nie chcąc tego zmienić – kontynuował. – Tak jakby żyli w jakimś „Matriksie” i nie chcieli się uwolnić. To straszne, a tym straszniejsze, że oni także podczas wyborów oddają glosy i decydują o prawdziwym życiu nas wszystkich – skonkludował.
W istocie kto bodaj czasem ma okazję oglądać telewizję rządową, bo dawno przestała być publiczną, wie, że spostrzeżenia naszego Czytelnika są nader trafne. A w minioną środę, gdy trwała akcja „Media bez wyboru”, TVP przeszła już samą siebie. Można się było z niej dowiedzieć np., że wielkie koncerny medialne zarabiają krocie, a nie chcą się podzielić tymi zyskami z Polakami! Wszystko było tak „sprytnie” przekazywane, że naiwny widz TVP nabierał przekonania, że u nas koncerny medialne nie płacą wcale podatków! Tymczasem, oczywiście, płacą podatek dochodowy, jak wszystkie inne firmy! Ten podatek obejmuje też dochody z reklam, więc pomysł rządzących, by wolne media płaciły jeszcze jeden podatek od reklam jest zwyczajnie niezgodny z polskim prawem! Nie można bowiem pobierać podatku od tego samego dochodu więcej niż jednego.
Orban to już wdrożył, Kaczyński powiela
Rządzący o tym doskonale wiedzą, dlatego nazwali ten planowany podatek nie podatkiem, ale składką solidarnościową. Jak zwał, tak zwał, jednak liczy się jak to działa. Jak już się jednak wielokrotnie przekonaliśmy, aktualna władza za nic ma prawo, gdy chodzi o jej interesy finansowe i polityczne. Tu ma w dodatku niejako gotowy wzorzec, jak „zarżnąć” wolne media. Pochodzi on z Węgier Viktora Orbana. Przy pomocy właśnie takiego podatku, który na Węgrzech zwie się „daniną”, Orban i jego ekipa praktycznie wyeliminowali z tamtejszego rynku medialnego media, poza tymi, które sprzyjają rządowi. Było to konsekwentnie realizowane od 2010 roku i obecnie doprowadziło do tego, że Węgry poza Internetem nie mają żadnych wolnych mediów. Do tego samego chce teraz doprowadzić w Polsce Jarosław Kaczyński wraz ze swą ekipą. Polacy jednak, jak wiemy, nie poddają się łatwo reżimom. W czasach PRL-u też były rządowe media głoszące, że strajkujący górnicy czy stoczniowcy są opłacani przez zachodnich imperialistów, a studenckie protesty to „grupka warchołów i bananowej młodzieży”. Wtedy też byli tacy, którzy tej propagandzie wierzyli, ale prawda wówczas wygrała i trzeba mieć nadzieję, że wygra i teraz.
KE: – Widzieliśmy czarne ekrany
Działania polskich władz, zmierzające do zrobienia z Polski medialnie drugich Węgier, nie uszły uwadze zagranicy. Głos zabrała m.in. była sekretarz stanu USA, Madeleine Albright. – Zostałam zaalarmowana w sprawie najnowszej próby polskiego rządu zmierzającej do zdławienia wolnych mediów. Musimy nazywać rzeczy po imieniu, to atak na demokrację i praworządność – oświadczyła wprost. Podobne zdanie padło ze strony szefa amerykańskiej misji dyplomatycznej w Polsce.- Wolne media są kamieniem węgielnym demokracji. Stany Zjednoczone będą zawsze bronić niezależności mediów – zapewnił Bix Aliu. Nie milczała także Komisja Europejska. – Widzieliśmy czarne ekrany. Nasze obawy dotyczące pluralizmu mediów w Polsce są dobrze znane. Wiemy też o planach dotyczących nowego projektu – obwieścił Christian Wigand, rzecznik KE. – Oczekujemy od państw członkowskich, że wszelkie działania podatkowe nie będą wpływały na obowiązek zapewnienia funkcjonowania wolnych, niezależnych i zróżnicowanych mediów. To szczególnie ważne w okresie pandemii, który mocno dotknął branżę medialną – przypomniał. Jeśli rządzący chcieli Polskę „rozsławić” w świecie, to się udało, bo o proteście stacji telewizyjnych i radiowych, gazet oraz portali internetowych poinformowały największe światowe agencje prasowe, m.in. Reuters, czy Associated Press, dzięki czemu głośno o nim niemal na całym świecie.
Monika Kamińska



43 Responses to "Rządzący chcą mediom zrobić to, co Orban na Węgrzech"