
Były kwiaty i podziękowania, pojawiły się także łzy. W środę, po 18 latach, Tadeusz Ferenc zrezygnował ze stanowiska prezydenta Rzeszowa. Mowa o polityku, który od 2002 r. rządził miastem i który diametralnie zmienił jego oblicze. Przypominamy najważniejsze momenty minionych niemal dwóch dekad oraz to, co udało się i czego nie udało się osiągnąć włodarzowi.
W środę w rzeszowskim ratuszu oficjalnie zakończyła się trwająca 18 lat prezydentura Tadeusza Ferenca.
– Przyszedł moment, że podjąłem decyzję o rezygnacji z funkcji. To był dla mnie honor i zaszczyt – mówił włodarz. Mieszkańcy nie mają wątpliwości – zapisał się on na kartach historii miasta. Zmienił jego oblicze i zadbał o rozwój. Rodzi się jednak pytanie, skąd w ogóle wziął się w ratuszu? Aby to wyjaśnić, musimy cofnąć się do początku wieku. W latach 2001 – – 2002 zasiadał w Sejmie IV kadencji, a mandat uzyskał z ramienia SLD w okręgu rzeszowskim. Do lewicowej partii wstąpił jeszcze w 1999 r., gdzie prężnie działał w jej strukturach wojewódzkich.
Rola parlamentarzysty nie była jednak tym, o czym Ferenc marzył. W przeszłości zarządzał Miejskimi Zakładami Budownictwa Mieszkaniowego i pełnił funkcję prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej Nowe Miasto, dzięki czemu posiadał zdolności organizacyjne i menedżerskie. Szczególnie szefostwo w spółdzielni przyniosło mu spory rozgłos. Efekt? Dość niespodziewany start w wyborach na prezydenta Rzeszowa. Jeszcze bardziej niespodziewane było …jego zwycięstwo. W rywalizacji pokonał on Andrzeja Szlachtę, zdobywając 51,6 proc. głosów poparcia. Aby móc zasiąść za sterem miasta, 10 listopada 2002 r. zrzekł się mandatu poselskiego.
Stanowisko prezydenta objął, kiedy powierzchnia Rzeszowa zajmowała zaledwie 53 km kw., a budżet wynosił 300 mln zł. Było to wówczas najmniejsze miasto wojewódzkie w kraju. – Prezydent od początku prowadził model aktywnego zarządzania. Nadzorował inwestycje budowlane, bardzo często przyjeżdżał na place robót w godzinach nocnych
– mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prasowy prezydenta, który współpracował z nim 14 lat.
Trudne wybory w 2010 roku
Kolejne wybory prezydenckie w 2006 r. Ferenc wygrał z olbrzymią przewagą nad swoimi konkurentami, uzyskując aż 77 proc. głosów. Daleko za nim uplasował się m.in. Marian Hady czy Marek Poręba. Tak wysokiego poparcia prezydent nie osiągnął już nigdy później.
W 2010 r. samorządowiec kolejny raz zdobył mandat prezydencki. Tym razem o triumf było znacznie trudniej, a Ferenc uzyskał „zaledwie” 53 proc. głosów, tym samym pokonując swojego największego rywala, Jerzego Cyprysia z PiS-u. Jak mówili wówczas mieszkańcy, ogromnym atutem prezydenta było poparcie z nowo przyłączonych sołectw, gdzie włodarz cieszył się gigantycznym uznaniem. Mowa o: Przybyszówce, Budziwoju czy Załężu. – W czasie nocy wyborczej powiedziałem, że interesuje mnie wynik 50 proc. plus jeden głos – mówił 11 lat temu rzeszowskiej „Gazecie Wyborczej”. Zwycięska formuła powtórzyła się jeszcze dwukrotnie. W 2014 r. z Andrzejem Szlachtą, kiedy Ferenc uzyskał 66,31 proc. głosów, oraz w 2018 r. z Wojciechem Buczakiem, zdobywając 64 proc. poparcia. Szczególnie ostatnie wybory rozpalały wyobraźnię mieszkańców. PiS chciało wreszcie wygrać w stolicy Podkarpacia, a kampania Buczaka była niezwykle efektywna. Niemal codziennie organizowano briefingi, spotkania z mieszkańcami i prowadzono efektowną promocję w Internecie oraz mediach społecznościowych. – Kampania nie była łatwa, bo przeciwnik był trudny, miał rządowe wsparcie, ogromne partyjne pieniądze, dlatego tym bardziej jest to miły gest ze strony mieszkańców, że doceniają tę formułę, którą prowadził prezydent – mówił gorąco po wyborach Konrad Fijołek, szef sztabu Rozwoju Rzeszowa.
„Parlament? Nie, dziękuję”
W trakcie ostatnich 18 lat prezydent dwukrotnie „flirtował” z Senatem. Najpierw w 2011 r., a później w 2015 r. (wcześniej jeszcze w 1977 r.). Ostatecznie nic jednak z tego nie wyszło, podobnie jak ze startowania do Sejmu w 2019 r. z list Koalicji Obywatelskiej. Na rzeszowskiej liście Ferenc miał zostać „jedynką”. Po kilku tygodniach rozmyślił się, bo nie chciał, aby miasto wpadło w ręce PiS. – Byli tu przedstawiciele wszystkich grup społecznych: lekarze, profesorowie, związki zawodowe, robotnicy. W niedzielę w kościele pytali mnie ludzie czy zostaję w ratuszu, czy odchodzę, i biorąc pod uwagę tak duże protesty co do mojej decyzji (o starcie w wyborach
– przyp. red.) uległem namowom
– mówił włodarz. I mimo że kilka dni temu samorządowiec ogłosił, iż w wieku 81 lat odchodzi z funkcji prezydenta, to w zasadzie nigdy nie miał równego sobie rywala. – Odchodzi niepokonany jak w tej piosence zespołu Perfect – zaznacza Chłodnicki.
Jak zmienił się Rzeszów?
Trudno nie zauważyć, że za kadencji Ferenca Rzeszów mocno się zmienił. Budżet miasta skoczył z 300 mln zł do 1,8 mld zł, a liczba ludności wzrosła o 39 tys. osób do poziomu 196 tys. mieszkańców. Sama powierzchnia miasta urosła z 53 km kw. do 128,5 km kw. dzięki przyłączeniu ościennych sołectw: Słociny i Załęża (2006), wschodniej Przybyszówki (2007), zachodniej Przybyszówki i Zwięczycy (2008), Białej (2009), południowego Miłocina i Budziwoja (2010), Bzianki (2017), Matysówki i północnego Miłocina (2019) oraz Pogwizdowa Nowego (2021). Jakie najważniejsze inwestycje zrealizowano? Mowa chociażby o budowie: mostu Mazowieckiego, okrągłej kładki nad ul. Piłsudskiego, Fontanny Multimedialnej przy al. Lubomirskich, targowiska przy ul. gen. Dworaka czy kanalizacji deszczowej na Budziwoju. Ponadto udało się zmodernizować zakład uzdatniania wody w Zwięczycy, drogi wlotowe: al. Sikorskiego i ul. Podkarpacką oraz niemal zakończyć remont Podziemnej Trasy Turystycznej. – Dzięki inwestycjom prezydent stał się ikoną miasta, zmienił jego oblicze i mentalność ludzi – podkreśla Chłodnicki.
Z drugiej strony, w wielu obszarach nie było tak kolorowo. Duża część mieszkańców krytykowała prezydenta chociażby za brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i za to, że miasto staje się „betonozą”. Ostatnie 2 – 3 lata to niezrozumiała dla rzeszowian wycinka drzew oraz zabudowywanie przez deweloperów centrum miasta. Ratuszowi nie udało się także zrealizować kilku obiecywanych od lat inwestycji: kolejki nadziemnej, obwodnicy południowej, pozostałej części Wisłokostrady, Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki czy chociażby oddalonych w czasie zadań: stoku narciarskiego, lodowiska przy al. Witosa czy zoo.
Kończy się pewna era w życiu Rzeszowa. Trudno przypuszczać, aby kiedykolwiek w przyszłości jakikolwiek inny prezydent mógł odcisnąć takie piętno na historii miasta, jak śpiewał Kuba Sienkiewicz – „To już jest koniec”. Nie jest to jednak koniec Rzeszowa, ale koniec prezydentury Tadeusza Ferenca. Kto zostanie nowym włodarzem i jak w przyszłości będzie zmieniać się miasto? To pokażą najbliższe miesiące, a w dalszej perspektywie po wyborach – także i kolejne lata.
Kamil Lech



11 Responses to "Niepokonany"