Czeka nas bratobójcza walka Zjednoczonej Prawicy?

Fot. Wit Hadło

Jeszcze kilka tygodni temu nikt by nie przypuszczał, że Zjednoczona Prawica nie będzie miała wspólnego kandydata na prezydenta Rzeszowa, i jej członkowie sami dla siebie będą konkurencją. Wiceminister sprawiedliwości, Marcin Warchoł, a raczej jego wyjście przed szereg wywołało jednak lawinę. Nie zanosi się na to, żeby Prawo i Sprawiedliwość poparło człowieka „namaszczonego” przez Tadeusza Ferenca, oddając Rzeszów Solidarnej Polsce. Wystawi więc własnego kandydata. Ale o wpływy na Podkarpaciu zamierza powalczyć też… Porozumienie Gowina.

Nie od dziś wiadomo, że koalicja Zjednoczonej Prawicy trzeszczy w szwach. Wszystko wskazuje na to, że walki sił „na górze” przeniosą się na sam dół i wszyscy będziemy świadkami próby sił pomiędzy: Jarosławem Kaczyńskim, Jarosławem Gowinem, a Zbigniewem Ziobrą, której areną będzie stolica matecznika PiS-u.

Kandydat bezpartyjny, z poparciem partii

Zapoczątkowała ją frakcja tego ostatniego. To z Solidarnej Polski wywodzi się Marcin Warchoł, bliski współpracownik ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, który zasłynął jako główny architekt zmian w polskim sądownictwie.
Już na wstępie zyskał przewagę, ma bowiem poparcie ustępującego prezydenta. – Jestem przekonany, że moim kochanym miastem kierować będą ludzie mądrzy, uczciwi i otwarci na problemy mieszkańców. Taką osobą jest minister Marcin Warchoł, który gwarantuje dalszy rozwój – mówił w środę Tadeusz Ferenc.
Sam kandydat poinformował, że zamierza być bezpartyjnym kandydatem i zrezygnuje z członkostwa w Solidarnej Polsce. Nadal ma jednak poparcie kolegów z partii. W ubiegły piątek w porannej rozmowie RMF FM Roberta Mazurka Michał Wójcik, wiceprezes Solidarnej Polski wyraził nadzieję, że „Marcin Warchoł zostanie prezydentem Rzeszowa i będzie takim dobrym zarządcą różnych spraw tego miasta, jakim był prezydent Ferenc przez 18 lat”. – Chciałbym, żeby wiceminister sprawiedliwości, Marcin Warchoł, był jedynym kandydatem prawicy na prezydenta Rzeszowa, bardzo nam na tym zależy. Ale to, czy PiS wystawi innego kandydata, to decyzja tej partii – podkreślił Wójcik.

Na nowogrodzkiej wściekłość

Zarówno politycy PiS w regionie, jak i ci na Nowogrodzkiej, są wściekli. Zjednoczona Prawica nie rządzi obecnie żadnym miastem wojewódzkim, a kiedy nadarza się okazja, by to się w końcu zmieniło, Kaczyński z pewnością nie odda go Ziobrze.
Od samego początku jedną z najczęściej wymienianych kandydatek z PiS jest Ewa Leniart. Ona sama tego nie potwierdza. – Ta decyzja nie należy wyłącznie do mnie. Reprezentuję określone środowisko polityczne, z którego zdaniem się liczę i wiem, że w najbliższym czasie odbędzie się dyskusja, w trakcie której wyłonimy najlepszego kandydata na urząd prezydenta Rzeszowa – podkreśla Ewa Leniart, wojewoda podkarpacki. Oficjalnie zajmuje się na razie powołaniem komisarza. – Dziś skupiam się na obowiązkach związanych z pełnieniem funkcji wojewody, ale także na przygotowaniu propozycji wskazującej osobę, która do czasu rozstrzygnięcia wyborów przedterminowych będzie pełnić obowiązki prezydenta miasta. To zadanie traktuję bardzo poważnie, chcę poznać opinie osób związanych z różnymi środowiskami, tak, by przedstawić premierowi możliwie najlepszą kandydaturę – podkreśla Ewa Leniart.
Do czasu rozpoczęcia kampanii nie chce też oceniać innych kandydatów zamierzających ubiegać się o fotel prezydenta. W kuluarach mówi się jednak, że to wcale nie ona zostanie wystawiona do walki o rzeszowski ratusz. Na giełdzie nazwisk pojawiają się: europoseł Tomasz Poręba, radny RM w Rzeszowie Marcin Fijołek, czy poprzedni kandydat na prezydenta – Wojciech Buczak.

Porozumienie też chce zawalczyć

Również zajęty ostatnio zawirowaniami z własnymi posłami, Jarosław Gowin, trzyma rękę na pulsie.
– W tej chwili jesteśmy na etapie uzgodnień, ale jak każde ugrupowanie polityczne, wystawimy swojego kandydata. Myślę, że do konkretnych ustaleń dojdzie, gdy dowiemy się, jaki będzie terminarz wyborczy – mówi Stanisław Kruczek, szef rzeszowskiego okręgu Porozumienia, a zarazem członek zarządu województwa podkarpackiego. Ten sam, którego jeszcze przed kilkoma miesiącami (w efekcie rozpadu sejmowej koalicji Zjednoczonej Prawicy po głosowaniu nad tzw. ustawą futerkową) chciał się pozbyć marszałek Władysław Ortyl. – Mamy połowę kadencji. To specyficzna sytuacja na scenie politycznej. Każde ugrupowanie będzie chciało przeprowadzić sondaż. Rzeszów stanie się centrum uwagi dla całej Polski, bo z reguły wynik w w Rzeszowie był reprezentatywny dla całego kraju. Czekamy na decyzję rządu co do ustanowienia komisarza. Po jej ogłoszeniu będzie wiadomo, co może się wydarzyć, choć czas pandemii rządzi się swoimi prawami – nie ma złudzeń Stanisław Kruczek.
Kto może zostać reprezentantem Porozumienia? – Jesteśmy jeszcze przed decyzjami, w związku z czym trudno, żeby kogoś już prezentować – kwituje szef Porozumienia w regionie.
Wszystko wskazuje na to, że bardziej lub mniej świadomie, Tadeusz Ferenc zrobił opozycji prezent na koniec kadencji. Pytanie tylko, czy ta zdoła się porozumieć i wybrać wspólnego kandydata, który już na starcie będzie miał większe szanse?

Wioletta Kruk

14 Responses to "Czeka nas bratobójcza walka Zjednoczonej Prawicy?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.