
10 lutego to szczególna data dla stolicy Podkarpacia, ale i samej opozycji. Dokładnie tego dnia wszyscy jej przedstawiciele stwierdzili, że chcą ze sobą rozmawiać, a przede wszystkim dogadać się. Cel jest jeden – wystawić osobę, która pokona kandydatów Zjednoczonej Prawicy w starciu, którego stawką jest fotel prezydenta Rzeszowa. Wyobrażenia o przyszłym gospodarzu mogą mieć jednak różne. Czy w takiej sytuacji wszystkim opozycyjnym środowiskom uda się postawić na jednego człowieka?
Pretendentów do startu nie brakuje. Jako pierwszy gotowość zgłosił Konrad Fijołek, przewodniczący Rozwoju Rzeszowa, w przeszłości szef zwycięskiego komitetu wyborczego Tadeusza Ferenca. To również on zapoczątkował w mediach rozmowy o potrzebie wspólnego kandydata po „niepisowskiej” stronie. Jak go sobie wyobraża? – To powinien być prawdziwy rzeszowianin, czyli urodzony, wykształcony, pracujący oraz angażujący się społecznie w mieście przez całe swoje życie. Taki, który tu żyje, zna ludzi i ich problemy. Najlepiej, żeby to była twarz kojarząca się z epoką prezydenta Ferenca. Człowiek, który przez te wszystkie lata go wspierał – wylicza przewodniczący Rozwoju Rzeszowa. Miałaby to być alternatywa, ale też znak dla mieszkańców. – Chodzi o pokazanie, że poparcie, które dostał pan Marcin Warchoł, jest, delikatnie mówiąc, nieautentyczne – podkreśla Konrad Fijołek. W jego ocenie, Rozwój Rzeszowa w starciu z wiceministrem ma duże szanse. -To drużyna, która zdobyła 35 tys. głosów w ostatnich wyborach, co roku zwiększając tę liczbę. Mamy zatem dosyć solidne poparcie.
W podobnym tonie – tylko o sobie – mówi Maciej Masłowski, który jako trzeci wyraził chęć kandydowania. Niezależny kandydat już raz próbował swoich sił w walce o urząd prezydenta Rzeszowa, a potem senatora. W ostatnich wyborach parlamentarnych startował z własnego komitetu i choć nie wygrał, to jednak osiągnął sukces. W samym Rzeszowie zdobył ponad 55 tys. głosów, podczas gdy Stanisław Ożóg z PiS 41,8 tys. – Jestem z Rzeszowem mocno związany sercem i duchem. Startowałem w wyborach 2 lata temu. Wynik był wtedy nikły, ale przy prezydencie Ferencu trudno było osiągnąć lepszy, zwłaszcza z tak małym budżetem i krótką kampanią. Natomiast słyszałem wtedy dużo pozytywnych głosów od mieszkańców – opowiada. Mieli mówić, że gdyby nie Ferenc, zagłosowaliby właśnie na niego. – Wiem, że będzie mocna walka i wielu kandydatów, w tym minister Warchoł, ale zgłaszam gotowość. Lubię debatować – mówi z uśmiechem.
„Wszystkie ręce na pokład!”
Obóz Platformy Obywatelskiej nie podaje jeszcze konkretów, choć w mediach pojawia się coraz więcej potencjalnych pretendentów do walki o urząd prezydenta stolicy Podkarpacia. To m.in.: Elżbieta Łukacijewska, Paweł Poncyljusz czy Paweł Kowal, który ostatnio wywołał sporo zamieszania, umieszczając na Instagramie intrygujący wpis.
„(…) Rzeszów stanie się niedługo widownią najważniejszej batalii politycznej w Polsce. Wszystkie ręce na pokład! To jest nasza wspólna sprawa, dobrze trzeba to przemyśleć” – napisał pod zdjęciem zrobionym przed pomnikiem Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie. Użył też hasztagów odwołujących się do miasta, partii politycznych i Pawła Poncyljusza. Jedni odczytali to jako aluzję, że Paweł Kowal sam będzie kandydował. Inni, że popiera kolegę.
– Paweł Poncyljusz byłby dobrym kandydatem – powiedział nam Paweł Kowal. – Jeżeli by kandydował, całą kampanię spędzę w Rzeszowie i każdej rzeszowiance oraz każdemu rzeszowianinowi to wytłumaczę – zapewnił.
Nie potwierdza jednak, czy sam otrzymał propozycję wystartowania w wyborach. – Tak naprawdę za wcześnie, by o tym mówić. Najważniejszy jest teraz komisarz oraz doprowadzenie miasta do sprawiedliwych, uczciwych wyborów. To mnie najbardziej interesuje, a kto będzie kandydatem, zobaczymy – mówi poseł KO. – Ja na pewno – w tej czy innej formie – włączę się w kampanię. Zapowiada, że poprze każdego wspólnego kandydata sił demokratycznych.
Z kolei Paweł Poncyljusz zapewnia, że robi, co może, by wyłonić wspólnego kandydata sił niepisowskich. – To daje większe prawdopodobieństwo wygrania z PiS-em, czy szeroko rozumianym obozem Zjednoczonej Prawicy – zauważa. Jego zdaniem, trzeba się przygotować na krótką oraz bezwzględną kampanię. – PiS uruchomi wszelkie instytucje państwowe, łącznie z premierem, prezydentem. Jednocześnie ze względu na COVID prowadzenie bezpośredniej kampanii będzie praktycznie niemożliwe. To oznacza, że kandydat powinien być osobą rozpoznawalną i takiej trzeba szukać – nie ma wątpliwości Paweł Poncyljusz. – Wiadomo, że PO jest partią subwencyjną, a pieniądze też będą odgrywały rolę, biorąc pod uwagę, że zderzymy się z potężnym aparatem państwowym – dodaje.
Czy jeżeli dostanie propozycję, by stanąć w szranki z wiceministrem Warchołem, to ją przyjmie? – Nie wiem. To będzie zależało od rozmów ze wszystkimi siłami, które zgłaszają gotowość wystawienia swoich kandydatów. Niczego nie przesądzam – ani w jedną, ani drugą stronę – kwituje.
Szef podkarpackich struktur partii niczego nie potwierdza. Przyznaje, że trwają rozmowy. – Zostanie wskazany jeden kandydat uznany przez wszystkie środowiska, które nie są w Zjednoczonej Prawicy, równocześnie nie zgadzają się z prezentowanym przez nią sposobem polityki. Wszyscy razem będziemy komunikować o tej osobie w momencie, gdy pojawi się kalendarz wyborów – zapewnia Zdzisław Gawlik.
Nie wystarczy chcieć
Potwierdza to szef SLD na Podkarpaciu. – Pracujemy nad wyłonieniem jednego kandydata na prezydenta miasta Rzeszowa. W tej chwili jesteśmy w obszarze ugrupowań parlamentarnych. Zleciliśmy badania kilku, może nawet kilkunastu kandydatów – informuje poseł Wiesław Buż. – Są tam osoby z Lewicy, PO, PSL-u, ale też bezpartyjne. Do tego dopraszamy stowarzyszenia i organizacje pozarządowe, ale na razie musimy się dogadać w swoim gronie – dodaje. Trzeba też pamiętać, że swoje pomysły mają też władze centralne partii.
Konkretnych nazwisk nie usłyszymy, ale wymagania co do nich już tak. – Zdecydowanie powinna to być osoba akceptowana przez wszystkich, którzy ją zgłaszają. Musi dobrze poruszać się w dziedzinie gospodarczej, administracyjnej, inwestycyjnej. Najlepiej, żeby była mieszkańcem Rzeszowa, z długoletnim doświadczeniem samorządowym czy zarządczym oraz kimś, kto będzie się świetnie kontaktować z mieszkańcami – wymienia poseł Lewicy.
– Wskazanie prezydenta Ferenca zaskoczeniem nie jest, ale jest nie do przyjęcia, dlatego chcielibyśmy wygrać walkę o Rzeszów – przyznaje.
– Nie wiem, jakie Tadeusz Ferenc miał powody, ale to, co zrobił, było nielogiczne, bo kiedy wszyscy mówią, ze trzeba wprowadzić porządek na Podkarpaciu, on akurat niszczy ład, który mamy – wtóruje mu Mieczysław Kasprzak z PSL. Jego ugrupowanie też ma własne typy, ale dziś nie chce o nich mówić. – Oczywiście, rozmawiamy z innymi. Trzeba podjąć rozsądną decyzję, żeby uzyskać jak najlepszy efekt – nie ma wątpliwości. – Celem nie jest wybranie politycznego prezydenta, bo to się raczej nie uda. Ważne, by wygrał ktoś, kto będzie dobrze zarządzał i nie podlegał decyzjom politycznym. Tu trzeba fachowca, a nie polityka z nadania, wymyślonego przez kogoś z Warszawy – tłumaczy.
W walce o Rzeszów znaczenie będzie miał jeszcze jeden, stosunkowo nowy ruch, bo Szymon Hołownia z pewnością też będzie chciał ugrać coś dla siebie. Czy wystawi swojego człowieka? – Nie mamy jeszcze wypracowanego finalnego stanowiska. Prowadzimy dyskusje z naszymi strukturami w Rzeszowie. Jesteśmy otwarci na dialog z innymi prodemokratycznymi ugrupowaniami. Ewentualne wyłonienie jednego, wspólnego kandydata opozycji musiałoby zostać poprzedzone partnerskimi rozmowami i konsultacjami – mów nam Michał Kobosko, przewodniczący partii Polska 2050.
Kandydat z poparciem wszystkich
Wszyscy mówią o konieczności wystawienia wspólnego kandydata. Kłopot może się pojawić, jeśli okaże się, że trzeba poprzeć kogoś spoza własnego zespołu. – Nie będzie nam to przeszkadzać. Liczy się człowiek – odpowiada stanowczo Wiesław Buż. Musi być jednak dobrze przygotowany oraz gwarantować realizację celów dla mieszkańców.
– Dziś dopuszczalna jest myśl poparcia mnie przez opozycję. Jeśli jednak stwierdzimy, że jest inny, lepszy kandydat: Konrad Fijołek, czy prezydent Marek Ustrobiński, powiem: „w porządku”. Najważniejsze jest dobro Rzeszowa – przekonuje z kolei Maciej Masłowski.
PO też nie zamierza się wycofać z umowy. A Rozwój Rzeszowa? – My składamy jasną deklarację. Wszyscy musimy zdać egzamin z rozsądku. Naturalną rzeczą jest to, że jeśli wszystkie ugrupowania opozycyjne zgodzą się co do jednego kandydata, nie będziemy „rozbijaczem” – podkreśla Konrad Fijołek. – Warunek jest jeden, musi to być kandydat, który uzyska akceptację wszystkich i będzie czytelną alternatywą dla mieszkańców Rzeszowa.
Wioletta Kruk



33 Responses to "Opozycję czeka egzamin z rozsądku"