Dzieci nie trzeba uczyć, bo łatwiej rządzić głupimi

Przywykliśmy już do tego, że władza niemal każdego dnia „funduje” nam coraz bardziej zwariowane i oderwane od rzeczywistości swoje pomysły. Ot, ludzie śmieją się, że tak często rządzący sobie z nas „żartują”, że prima aprilis powinien być już naszym świętem narodowym. Ostatnio jednak Polacy ze zdumieniem przecierali oczy i sprawdzali w kalendarzu datę, czy aby to naprawdę jeszcze nie 1 kwietnia. Powód? Powołanie nowego pełnomocnika Ministerstwa Edukacji i Nauki, który ma sprawdzić podręczniki i podstawy programowe w szkołach.
Doktor Artur Górski, bo o nim mowa, to teolog, historyk i współpracownik kwartalnika „Christianitas”, związany z Ordo Iuris. Na początek ma się przyjrzeć wraz z zespołem „ekspertów” podręcznikom do języka polskiego, historii wiedzy o społeczeństwie, z których korzystają obecnie uczniowie klas I i II liceów. Potem najpewniej czas przyjdzie na podręczniki do nauki biologi, czy geografii, a potem może i – o zgrozo – na te do nauki fizyki, chemii, a pewnie i królowej nauk – matematyki!
No i czego tu się obawiać? Ano obawy budzi, że tak rzec można, stan umysłu pana pełnomocnika. Twierdzi on bowiem, że celem edukacji człowieka jest …jego zbawienie. Nie, to wcale nie jest żart i nie wyprzedzamy kalendarza, fundując Czytelnikom prima aprilis grubo przed czasem. – Kultura, która oderwana jest od religii, od Pana Boga, próbuje usensownić życie człowieka, Nie będzie w stanie tego zrobić. To jest narażanie człowieka na to, że nie osiągnie celu, dla którego został stworzony. Zbawienia. To nie są przelewki, to nie są żarty – stwierdził Górski podczas swego oficjalnego wystąpienia. Dodał też, że nauczyciele, którzy wkładają dzieciom do głów niebezpieczne treści, są o wiele większym zagrożeniem niż brak monitoringu w szkole.
Aż strach pomyśleć, co taki pan pełnomocnik zorientowany na zbawianie uczniów, może uznać za treść niebezpieczną. Jeśli np. szczegóły całkowania przez części, albo przestrzeni Banacha, to pół biedy – spora część ludzi tego nie rozumie i całkiem normalnie z tym żyje. Ale jeśli pan pełnomocnik za niebezpieczne treści uzna np. szczegóły ludzkiego rozrodu albo prawdę o inkwizycji, to bieda, bo młodzi ludzie zostaną bez szkolnej wiedzy jak się człowiek rozmnaża, i do czego prowadzi fanatyzm religijny.
Była minister edukacji, Joanna Kluzik-Rostkowska nazwała sprawę powołania takiego pełnomocnika wprost: – Fundamentaliści katoliccy zapomnieli, że mieliśmy w Europie oświecenie i marzy im się sytuacja taka, jaka jest na przykład w krajach islamu, gdzie tego oświecenia nie było, w związku z tym nigdy nie nastąpił rozdział religii od państwa
– zauważyła. Szef ZNP, Sławomir Broniarz, też nie starał się być delikatny: – To jest coś, co można, przepraszam, nazwać politycznym rympałem. Tutaj nie ma żadnej finezji, żadnej próby dialogu i przekonania do swoich argumentów – stwierdził.
Tak, wiemy, że są w Polsce rodzice, którzy uważają, że religia i jej zasady są w życiu najważniejsze. Ich prawo i ich prawo tak wychowywać dzieci. Ale szkoła jest przede wszystkim od nauczania i nie chodzi o nauczanie życia wg jakiegoś światopoglądu, a wg tego, co głosi nauka. Wygląda jednak na to, że ta władza chce, by polskie dzieci umiały w przyszłości najwyżej czytać, pisać i liczyć pieniądze z zasiłków. Dlaczego? Bo ciemnym, niewykształconym ludem łatwo się manipuluje, a rząd u nas o przyszłości myśli …swojej.

Redaktor Monika Kamińska

21 Responses to "Dzieci nie trzeba uczyć, bo łatwiej rządzić głupimi"

Leave a Reply

Your email address will not be published.