
1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Na temat powstania partyzanckiego ruchu, jego działalności oraz próby oceny rozmawiamy z dr. Pawłem Korzeniowskim, historykiem Uniwersytetu Rzeszowskiego.
– Dlaczego Żołnierze Wyklęci?
– Mianem tym definiuje się obecnie żołnierzy tzw. podziemia niepodległościowego po II wojnie światowej. Mowa tutaj o dużej liczbie organizacji i formacji zbrojnych, o zróżnicowanych programach i afiliacjach ideologicznych. Generalnie łączył je opór wobec ustroju komunistycznego narzuconego Polsce przez Moskwę. Zaś sam termin nawiązuje do polityki komunistów mającej za cel „wymazanie” z kart historii podziemia, poprzez przemilczanie jego działalności lub poprzez przedstawianie żołnierzy jako pospolitych bandytów.
– O co walczyli?
– Generalizując i upraszczając, pomimo różnic ideologicznych i organizacyjnych, podziemie antykomunistyczne w ogólnym zarysie dążyło do odbudowy niepodległej i demokratycznej Polski w granicach sprzed 1939 r. lub poszerzonych o tzw. ziemie odzyskane. Obserwować możemy jednocześnie dominację ideologii narodowej, nacjonalistycznej, z akcentowanym przywiązaniem do kościoła katolickiego. Stąd przyszłą, niepodległą Polskę widziano jako narodową i wyznaniową.
– Mamy dziś moralne prawo oceniać partyzantów?
– Historia niemal nigdy nie jest czarno-biała, ale przyjmuje różne odcienie szarości. Co więcej, co pewien czas oceny przeszłości ulegają przewartościowaniu lub wręcz całkowitej zmianie. Kontrowersje wokół Żołnierzy Wyklętych nie tylko nie powinny powstrzymywać nas od badania ich losów, ale wręcz stanowią jeden z argumentów dla konieczności zajmowania się tą tematyką.
– Na czym polegały więc kontrowersje i „czarne karty” historii żołnierzy?
– Do najczęściej powtarzanych oraz najcięższych przewinień ruchu należą zbrodnie na ludności cywilnej, niemal zawsze niepolskiej. Zazwyczaj dochodziło do nich w trakcie różnego rodzaju akcji odwetowych za krzywdy popełnione z kolei na Polakach. Ofiarami padali często Białorusini, Żydzi, rzadziej Ukraińcy i Litwini. Przykładami takich zdarzeń jest m.in. zbrodnia w Zaleszanach dokonana 29 stycznia 1946 r. na ludności białoruskiej przez oddział Romualda Rajsa ps. Bury, czy też rozstrzelanie 23 czerwca 1944 r. mieszkańców wsi Dubinki przez żołnierzy Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki“. W tym ostatnim przypadku ofiarami byli nie tylko Litwini, ale także kilkoro Polaków, w tym kilkuletnie dzieci…
– Zbrodnia w Dubinkach była odwetem za wcześniejsze krzywdy wyrządzone Polakom?
– Rzeczywiście, pamiętać trzeba, że akcja stanowi jeden z nielicznych przykładów zbrodni na ludności litewskiej dokonanej przez polskie oddziały. Była odwetem za rozstrzelanie kilka dni wcześniej kilkudziesięciu Polaków w jednej z pobliskich wsi. Pokazuje to tylko, jak bardzo wojna wypaczyła ludzkie postawy i jakie cierpienia dotknęły niewinnych cywilów, bez względu na narodowość.
– Romantyk powie, że wojna wyciąga z ludzi to, co najlepsze, a pragmatyk – że jest odwrotnie. Dlaczego więc dziś idealizuje się Żołnierzy Wyklętych?
– Kwestia Żołnierzy Wyklętych wiąże się niestety ściśle z obecną sytuacją polityczną. Dla rządzącego obozu politycznego podziemie antykomunistyczne stało się ważnym składnikiem tożsamości ideowej. Jednocześnie silne emocje związane z tą tematyką stanowią element polaryzacji społeczeństwa oraz mobilizacji własnego środowiska i elektoratu. Stąd od lat obserwujemy intensywne promowanie podziemia poprzez szereg programów naukowych, działań kulturowych i edukacyjnych. Niestety, z drugiej strony pomija się czy umniejsza inne aspekty naszej dwudziestowiecznej historii.
– Próby krytyki żołnierzy odbierane są jako atak na polską tradycję niepodległościową…
– Zdarza się nawet, że autorzy takiej krytyki traktowani są niczym zdrajcy. W tym zmitologizowanym obrazie nie ma miejsca na rzeczową dyskusję, a w miejsce racjonalnych dowodów przyjmuje ona bardzo silne emocje często ściśle połączone ze stereotypowym i mocno skrzywionym postrzeganiem świata. Oczywiście, taka postawa wzbudza przeciwstawne postawy po drugiej stronie ideologicznego frontu. Stąd w środowiskach lewicowych często możemy spotkać się z odwrotną postawą, uznającą wszystkich żołnierzy podziemia niepodległościowego za bandytów, którzy swoim uporem doprowadzili do wojny domowej, kosztującej życie tysiące ludzkich istnień. Ta wizja jest równie błędna jak postawa prezentowana przez apologetów Żołnierzy Wyklętych.
– Zatem przez upolitycznianie tematu finalnie cierpi prawda historyczna?
– Prawda historyczna generalnie sama się obroni. Natomiast w warunkach silnego upolitycznienia tej tematyki wyważone prace naukowe czy opinie są niezauważalne. Nie wzbudzają one takich emocji jak skrajne oceny, albo wręcz spotykają się z atakami z obu stron i przez jednych uznawane są za zbyt mało radykalne, a przez drugich za zbyt łagodne. Prawda historyczna nie ma szansy na przebicie się do szerszej świadomości, gdyż jest po prostu zbyt mało atrakcyjna, zbyt skomplikowana, mocno niejednoznaczna. W obecnym świecie tylko proste sądy i opinie są najchętniej przyjmowane.
– Nie mamy czasu, by zagłębiać się w skomplikowane niuanse?
– Szukamy prostych odpowiedzi, które w dodatku współgrają z naszymi przekonaniami, stąd ignorujemy te bardziej rozsądne głosy. Nie powinniśmy się o to obrażać, tak po prostu funkcjonuje ludzki umysł. Problemem są niestety politycy, którzy wykorzystują te mechanizmy dla własnych celów, promując fałszywą wizję przeszłości, mocno podkoloryzowaną, nawet nieco naiwną i bajkową, gdzie istnieje wyraźny podział na dobrych i złych. Niestety, ten bardzo infantylny obraz przeszłości jest wciąż dla wielu bardzo atrakcyjny.
– Młody człowiek powinien więc szukać wzorców w Żołnierzach Wyklętych?
– Może będzie to teza zaskakująca, ale uważam, że Żołnierze Wyklęci stanowią bardzo dobry przykład dla młodych osób, które, studiując różne sylwetki, mogą dostrzec trudne, często niemożliwe wybory, jakie życie postawiło przed tymi ludźmi. Dzięki historii możemy przekonać się, jaki wpływ nawet na najbardziej wzorcowych ludzi wywiera wojna i do jakich zbrodni są w stanie posunąć się, wydawałoby się, wyjątkowo przykładni bohaterowie. Losy wielu Żołnierzy Wyklętych to także idealny przykład tego, że jedna i ta sama osoba jest zdolna do wyjątkowo heroicznych, jak i haniebnych czynów. Ale by młodzi ludzie mieli możliwość skorzystania z tej ważnej lekcji, muszą mieć dostęp do rzetelnych, niezafałszowanych wizji przeszłości, a nie do mocno wyidealizowanych i wygładzonych na potrzeby chwili obrazów. Szkoda, że o tym zapominamy.
Rozmawiał Kamil Lech



13 Responses to "Historia nigdy nie jest czarno-biała"