Czy kiedykolwiek uda się rozwikłać tajemniczą zagadkę?

Data i dzień tygodnia na zegarku, jaki znaleziono przy ludzkich szczątkach, wskazują, że zatrzymał się on w listopadzie ubiegłego roku. Czy to wtedy mężczyzna zmarł? Fot. Posterunek Policji w Baligrodzie

Prokuratura Rejonowa w Lesku nie znalazła dowodów, aby do śmierci mężczyzny, którego szczątki znaleziono w Bieszczadzkim Parku Narodowym, przyczyniły się osoby trzecie. Trwają policyjne działania zmierzające do ustalenia jego tożsamości.

Na szczątki natknęli się 31 sierpnia pracownicy modernizujący schronisko „Chatka Puchatka” na szczycie Połoniny Wetlińskiej. Ich uwagę zwróciło błyszczące w słońcu plastikowe prawo jazdy leżące kilkanaście metrów od drogi technicznej, którą transportują materiały na szczyt połoniny. Obok leżały m.in. fragmenty kurtki, but, zegarek i ludzkie kości. Policjanci badający teren natrafili też na pozostałości obozowiska i miejsce po wypalonym ognisku. Wszystkie te ślady i znalezione przedmioty zostały zabezpieczone przez policję.
Szczątki były w stanie daleko posuniętego rozkładu. Na pierwszy rzut oka nie udało się nawet rozpoznać płci zmarłej osoby. Szczątki, w tym m.in. czaszkę, fragment kręgosłupa i kości podudzia z prawą stopą, zostały poddane szczegółowym badaniom lekarskim, antropologicznym i genetycznym. Na ich podstawie biegli stwierdzili, że szczątki należą do starszego mężczyzny. Na kościach nie było śladów zmian urazowych mechanicznych wskazujących na działalność przestępczą osób trzecich. Przyczyn śmierci nie udało się jednak ustalić. Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Lesku. – Śledztwo zostało umorzone wobec braku danych dostatecznie uzasadniających popełnienie czynu zabronionego – powiedziała Super Nowościom Maria Chrzanowska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Lesku. – Z naszej strony czynności dobiegły końca. Zebrany materiał dowodowy został przekazany policji w Lesku w celu dalszych działań i ustaleń – dodaje prokurator.
Podczas badań ze szczątków pobrano materiał, na podstawie którego udało się sporządzić profil genetyczny zmarłego. Czynności w sprawie ustalenia tożsamości zmarłego prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Lesku. – Prokuratura ustaliła prawdopodobnych krewnych zmarłego mężczyzny, jednak ze względu na pandemię nie mogą przyjechać do Polski, dlatego wystąpiliśmy do australijskiej policji o pobranie materiału genetycznego w celu porównania go z tym, którym dysponujemy – powiedziała nam Katarzyna Fechner, rzeczniczka leskiej policji. Przy szczątkach znaleziono prawo jazdy. Dokument został wydany wydany w Australii na 79-letniego mieszkańca Śląska, byłego działacza Solidarności, Jacka Cieślickiego. I to do dzisiaj jest główny i jedyny trop, którym podążają śledczy. Udało im się ustalić najbliższą rodzinę 79-latka – byłą żonę i dwóch synów, którzy mieszkają w Australii, ale z przekazanych przez nich informacji wynika, że od dłuższego czasu nie mieli kontaktu z mężczyzną i nie mają informacji, które mogłyby wpłynąć na rozwikłanie zagadki jego tajemniczej śmierci w Bieszczadach.

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.