
Jak już chyba wszyscy zauważyli, nasza władza sędziów, którzy chcą być niezawiśli nie lubi, oj nie. Jak się tylko da, tak ich szykanuje. Dochodzi już nawet – jak w przypadku sędziego Igora Tulei – do bezprawnego uchylania immunitetu, żeby móc postawić absurdalne zarzuty, do odbierania poborów i po prostu pracy, a wszystko dlatego, że sędzia nie jest entuzjastą „reformy wymiaru sprawiedliwości” w wykonaniu PiS i jeszcze ośmiela się orzekać nie po myśli władzy. Igor Tuleya to jednak ikona w tej walce niezawisłych sędziów z rzekomą „reformą”, która tak naprawdę jest siłową próbą upolitycznienia sądów i sędziów. A są przecież i inni sędziowie podobnego pokroju… Jeśli nie da się im postawić niedorzecznych zarzutów, to zawsze można użyć telewizji rządowej do zdyskredytowania ich! Że tak się nie godzi? W TVP wszystko się „godzi”, na co Jarosław Kaczyński się zgodzi, ewentualnie – sam to wymyśli i zleci do wykonania.
I tak na przykład ostatnio na celowniku TVP Info, rzecz można , że wręcz „zbrojnego ramienia propagandowego” władzy, znalazła się sędzia Agnieszka Warchoł. A wszystko przez to, że ośmieliła się orzec, że tęcza, na tle której naklejono wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej nijakich uczuć religijnych nie obraża. Tym samym sędzia uniewinniła działaczki LGBT, dla których za to „ciężkie przestępstwo” w postaci zestawienia wizerunku Matki Bożej z kolorami tęczy żądał pół roku ograniczenia wolności, a oskarżyciela publicznego (!) w tej arcypoważnej sprawie wspomagał pełnomocnik Kai Godek. Taki wyrok po prostu wstrząsnął „prawymi i sprawiedliwymi”, bo przecież wiadomo, że tęcza jako taka obraża nasze uczucia religijne i narodowe, nawet jeśli sama się naturalnie pojawi na niebie, a cóż dopiero namalowana!
Nie dało się jednak najwyraźniej nic na sędzię Warchoł na szybko znaleźć w jej pracy zawodowej, żeby ja zawiesić, pozbawić immunitetu, czy najlepiej zamknąć, więc władza sięgnęła po swe ramię propagandowe i za jego pośrednictwem zabrała się za rzekome smaczki z życia prywatnego prawniczki. I tak na portalu TVP Info ukazał się artykuł, w którym pracujący tam ludzie (celowo unikamy określenia „dziennikarze”, bo nie chcemy wszak obrażać dziennikarzy) napisali, że sędzia A. Warchoł „ jest konkubiną działacza pro-LGBT, radnego Koalicji Obywatelskiej w Płocku, który kandydował na posła do Sejmu RP z listy PO”. Podano przy tym nazwisko owego płockiego działacza, a dziennikarzom Onetu udało się doń dotrzeć. Nie chciał jednak komentować informacji zamieszczonej na portalu TVP Info. Nie wiemy zatem, czy pani sędzia pozostaje z nim w zażyłości. Jednak o ile kogo to obchodzi, co ma do rzeczy? Sędzia Warchoł nie jest bynajmniej jedyna. Wobec innych sędziów, którzy wydawali wyroki nie po myśli władzy, władza ta także używała telewizji rządowej, by ich zdyskredytować.
Ktoś mógłby pomyśleć, że to nic takiego. Wszak osoba „ze świecznika”, a za takową uważa się sędzię czy sędziego, musi liczyć się z tym, że opinia publiczna będzie nią zainteresowana także w innych niż tylko zawodowy aspektach jej życia. Jednak próba dyskredytowania sędziego i kwestionowania jego wyroków w oparciu o manipulację faktami z jego życia prywatnego jest zwyczajnie ohydnym działaniem. Dodajmy, że ohydnym działaniem za nasze pieniądze! Życie prywatne osób „ze świecznika” ma znaczenie tylko wówczas, gdy ma wpływ na życie publiczne. Nie jest w porządku, gdy ludzie opłacani z kasy podatników zajmują się na zlecenie władzy „prześwietlaniem” życia prywatnego sędziów, tym bardziej że wśród polityków Zjednoczonej Prawicy sporo jest takich, o których nie tak artykuł, jak książki można by napisać i byłyby to powieści, z przyczyn obyczajowych, dozwolone
od 18 lat.
Redaktor Monika Kamińska



20 Responses to "Telewizja rządowa – propagandowe ramię „dobrej zmiany”"