
Po złotym medalu, wywalczonym przed tygodniem przez Piotra Żyłę na skoczni normalnej, w sobotę biało-czerwoni dorzucili brązowy krążek w rywalizacji drużynowej na normalnym obiekcie. Dzień wcześniej o podium w konkursie indywidualnym otarł się Żyła, zajmując ostatecznie 4. miejsce.
Po pierwszej serii piątkowego konkursu indywidualnego na dużej skoczni i próbie na odległość 130,5 m, Żyła zajmował 5. miejsce. Do prowadzącego na półmetku rywalizacji Stefana Krafta miał 9,4 pkt straty, a od najniższego stopnia podium dzieliło go zaledwie 3,3 pkt. W finale Polak zrobił wszystko co mógł, aby wedrzeć się do najlepszej trójki, ale ostatecznie zabrakło mu dwóch metrów. Skoczył aż 137 m – najdalej ze wszystkich zawodników tego dnia. Okazało się jednak, że miał bardzo sprzyjający wiatr – tak przynajmniej pokazały wiatromierze, które jednak nie do końca oddawały panujące wówczas na skoczni warunki – i odjęto mu aż 17,8 pkt. Gdyby nie przeliczniki za wiatr, Żyła miałby medal. – Po skoku nie wierzyłem, że nie będę miał medalu. Chciało mi się płakać. Już się nastawiłem, że będę miał przynajmniej ten brązowy, ale potem się okazało, że jestem czwarty… Musiałem trochę zejść na ziemię i zacząć funkcjonować, bo mój mózg w takich sytuacjach nie od razu przetwarza wszystko. Trzeba było zaakceptować to, że jestem czwarty. Jestem dziś zadowolony z całokształtu, a że brakło do medalu… Walczyłem, ile mogłem, zwłaszcza w drugim skoku poszedłem na full. Gdy siadałem na belce, nic nie widziałem, ani nie słyszałem. Ruszyłem na zielonym. Gdy trener mi machnął, pewnie byłem już w połowie rozbiegu – mówił Żyła. Mimo że Geiger skoczył krócej od niego, to ostatecznie on stanął na podium. Mistrzem świata został Kraft, który po raz trzeci w karierze zdobył indywidualnie złoty medal MŚ, a srebrny krążek przypadł w udziale Robertowi Johanssonowi. Zdecydowanie słabiej spisali się pozostali reprezentanci Polski. Dawid Kubacki po 8. lokacie na półmetku ostatecznie zajął 15. miejsce, 19. był Kamil Stoch, a 21. Andrzej Stękała.
Prowadzili do przedostatniej kolejki
Tę samą czwórkę biało-czerwonych oglądaliśmy w sobotniej „drużynówce”. Rozegrana tuż przed nią seria próbna nie napawała optymizmem, bowiem Polacy zajęli w niej dopiero 6. miejsce. Sam konkurs rozpoczął się dla biało-czerwonych od rewelacyjnego skoku Piotra Żyły, który dał biało-czerwonym prowadzenie. Później zmieniało się ono jak w kalejdoskopie. Już na samym początku z walki o medale wykluczyli się praktycznie Norwegowie, dla których skaczący w pierwszej grupie Marius Lindvik uzyskał zaledwie 117 m. Po pierwszej serii na prowadzeniu znajdowali się Niemcy, którzy mieli 3,7 pkt przewagi nad Austrią i 11,1 pkt nad Polską. Tuż za naszą reprezentacją czaiła się niespodziewanie Japonia, która traciła do biało-czerwonych zaledwie 1,7 pkt. W finałowej serii swoje skoczył Żyła, a nie zawiedli również Andrzej Stękała do spółki z Kamilem Stochem. To wszystko sprawiło, że przed ostatnią kolejką na czele stawki znajdowali się podopieczni Michala Doleżala, którzy praktycznie mogli być pewni medalu. Kwestią dyskusyjną był tylko jego kolor. Znakomity skok Karla Geigera pozwolił ostatecznie Niemcom na wyprzedzenie Austriaków. Gdy na górze skoczni został już tylko Dawid Kubacki, stało się jasne, że musi skoczyć naprawdę daleko. Nie skoczył… Polak uzyskał tylko 127,5 m, co ostatecznie wystarczyło jedynie do brązowego medalu, który przed konkursem nasi skoczkowie pewnie wzięliby w ciemno.
– Miał złe warunki na dole. Ciężko było odlecieć w drugiej fazie. Gdy Dawid skacze na luzie, jak na treningu lub podczas kwalifikacji, potrafi lecieć dalej. Trzeba cieszyć się z medalu, na analizę przyjdzie czas – mówił Adam Małysz. W podobnym tonie wypowiadał się opiekun biało-czerwonych.
– Trochę na mnie jeszcze emocje działają. Świetny konkurs, w telewizji musiało to wyglądać dramatycznie. Jest medal, mógł być lepszy, ale jest dobrze. Dziękuję całemu sztabowi. Po takich zawodach jak w piątek, nie było nam wesoło. Wiemy jednak jak jesteśmy przygotowani. Mieliśmy rozmowę przed zawodami, powiedzieliśmy sobie, na co nas stać – zdradzał Michal Doleżal. Tym samym biało-czerwoni po raz czwarty w historii stanęli na podium konkursu drużynowego MŚ. W Lahti w 2017 r. byli najlepsi, a 3. miejsce zajmowali w Val di Fiemme (2013) i Falun (2015).
Dwa tygodnie przerwy
Teraz najlepszych skoczków świata czeka ponaddwutygodniowa przerwa w startach. Finał Pucharu Świata 2020/2021 odbędzie się w dniach 25 – 28 marca w Planicy, gdzie rozegrane zostaną aż 4 konkursy (3 indywidualne i jeden drużynowy). – Chcemy trenować w Zakopanem na dużej skoczni, żeby mieć kontakt z tymi dalekimi lotami. Zawodnicy wiedzą, że trzeba pracować do samego końca. Ja wracam do domu. To już miesiąc, jak w nim nie byłem, nie mogę się doczekać
– przekazał Doleżal, który z powodów pandemicznych nie mógł wcześniej wrócić do Czech.
mj
WYNIKI
Konkurs indywidualny: 1. S. Kraft (Austria) 276,5 pkt (132,5 i 134 m), 2. R. Johansson (Norwegia) 272,1 (129,5 i 135,5), 3. K. Geiger (Niemcy) 267,4 (132 i 132), 4. P. Żyła (Polska) 264,4 (130,5 i 137), 5. A. Lanisek (Słowenia) 258,5 (126,5 i 136,5), 6. M. Lindvik (Norwegia) 257,2 (126,5 i 131,5), … 15. D. Kubacki (Polska) 235,8 (130,5 i 119), 19. K. Stoch (Polska) 230 (120 i 129,5), 21. A. Stękała (Polska) 230 (121,5 i 122,5)Konkurs drużynowy: 1. Niemcy 1046,6 pkt (P. Paschke 136,5 i 132 m, S. Freund 127,5 i 123, M. Eisenbichler 135 i 138,5, K. Geiger 133,5 i 136), 2. Austria 1035,5 (P. Aschenwald 138,5 i 136, J. Hoerl 136 i 126,5, D. Huber 129 i 130,5, S. Kraft 130 i 133), 3. Polska 1031,2 (P. Żyła 139 i 139, A. Stękała 122,5 i 127, K. Stoch 133 i 132,5, D. Kubacki 131 i 127,5), 4. Japonia 1017,5, 5. Słowenia 1010, 6. Norwegia 974,1, 7. Szwajcaria 856,6, 8. Rosja 778,2, 9. Finlandia 344,6, 10. USA 237,4, 11. Czechy 226,5, 12. Rumunia 219,8, 13. Ukraina 200,8, 14. Kazachstan 189,5.


