
Masz planowaną operację? Jej termin może zostać przesunięty z powodu pandemii. Jeśli nie musisz, nie idź do szpitala
– takie zalecenia wydał Narodowy Fundusz Zdrowia. Dotyczą one zwłaszcza tych planowych zabiegów (np. wszczepienie bypassów, endoprotezy, usunięcia tętniaka czy guza mózgu), które wymagałyby następnie dłuższego pobytu w szpitalu na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii. W ten sposób NFZ chce zminimalizować ryzyko zakażenia koronawirusem oraz zapewnić dodatkowe łóżka szpitalne dla pacjentów wymagających pilnego przyjęcia. Zdaniem wielu ekspertów, to wyrok śmierci dla tysięcy ludzi.
W komunikacie centrala NFZ precyzuje, że ograniczenia mają dotyczyć przede wszystkim planowanych pobytów w szpitalach w celu przeprowadzenia diagnostyki, zabiegów diagnostycznych, leczniczych i operacyjnych, w szczególności endoprotezoplastyki dużych stawów, dużych zabiegów korekcyjnych kręgosłupa, zabiegów naczyniowych na aorcie brzusznej i piersiowej, pomostowania naczyń wieńcowych oraz dużych zabiegów torakochirurgicznych, zabiegów wewnątrzczaszkowych, nefrektomii (usunięcia nerki), histerektomii (usunięcie macicy).
To jest katastrofa
– Dla chirurga to jest szokujące, a dla pacjentów może być niezwykle bolesne i kończyć się ciężkimi powikłaniami, a nawet śmiercią – komentuje komunikat NFZ marszałek Senatu, prof. Tomasz Grodzki. – Jeżeli się okaże, że pan ma kamienie w pęcherzyku żółciowym, ale które panu nie dokuczają, to nie może ich pan usunąć. Musi pan czekać, aż ten pęcherzyk zropieje, sperforuje albo pojawi się żółtaczka. Jeżeli pan będzie miał początki zaćmy, to będzie musiał pan czekać, aż pan oślepnie, żeby mógł pan być zoperowany. Proszę pamiętać, że mamy w Polsce ponad 100 tys. łóżek, a łóżek „na covidy i respiratory” powiedzmy jest zajętych około 20 tys. Mamy szpitale tymczasowe, z których wiele nie było w ogóle uruchomionych. Dopiero teraz to się powoli zaczyna. Więc 80 tys. łóżek, z których spora część to są łóżka zabiegowe, ma być nieczynnych i leżeć odłogiem? Wzywam zatem pana ministra zdrowia i pana premiera, żeby natychmiast albo doprecyzowali, o co im chodzi, albo wycofali się z tego dziwacznego komunikatu. Bo zatrzymanie wszystkich zabiegów planowych w Polsce w każdej dziedzinie zabiegowej – od okulistyki, poprzez chirurgię, po ortopedię – to jest katastrofa. To się skończy cierpieniem, chorobami i dodatkowymi zgonami, których mamy i tak już dwa razy więcej niż w miesiącach przed pandemią – dodał marszałek Senatu.
Co to oznacza dla pacjenta?
NFZ wskazuje jednocześnie, że ograniczenie przyjęć nie powinno dotyczyć planowej diagnostyki i leczenia chorób nowotworowych. Co to oznacza dla pacjenta? Dłuższe – nie wiadomo jak długie – oczekiwanie na zabiegi. Może niedoczekanie, np. w przypadku pęknięcia tętniaka. – Decyzja o odroczeniu terminu zabiegu powinna być podejmowana indywidualnie w odniesieniu do każdego pacjenta, u którego ma być wykonana operacja, z uwzględnieniem jego aktualnego stanu klinicznego i ryzyk wynikających z przeprowadzenia leczenia operacyjnego w późniejszym terminie – zapewnia fundusz. – Oczywiście NFZ tylko zaleca. To lekarz każdorazowo decyduje o tym, czy zabieg może być odroczony w czasie. Mówiąc np. o zabiegach endoprotezoplastyki nie myślimy o osobach, które w wypadku doznały zmiażdżenia stawu i jego wymiana jest bezdyskusyjna – mówi Rafał Śliż, rzecznik prasowy POW NFZ w Rzeszowie. I dodaje, że pacjentom, co do których zostanie podjęta decyzja o odroczeniu operacji, szpital obowiązany jest wystawić następny, chociaż przybliżony termin kolejnego zabiegu. – Obowiązek działa też w drugą stronę. Jeżeli pacjent sam rezygnuje z zabiegu z powodu np. obawy przed koronawirusem, również powinien powiadomić świadczeniodawcę o swojej rezygnacji. Zdarzało się już bowiem, że szpital nie odwołał zabiegu, ale pacjent się nie zgłosił – mówi rzecznik.
Będzie praca na „pół gwizdka”?
Czy zatem szpitale, które w pandemii i tak mniej operują, teraz będą pracowały „na pół gwizdka?”. – Tak źle nie będzie. Na nasze oddziały zabiegowe, chirurgię, ortopedię czy urologię trafiają ludzie z wypadków, w stanach często ciężkich, nie mamy też przestojów na oddziałach intensywnej terapii ani na oddziałach zachowawczych – mówi Grzegorz Materna, dyrektor Szpitala Miejskiego w Rzeszowie.
W szpitalach na Podkarpaciu dla chorych na COVID-19 wymagających hospitalizacji wczoraj były przygotowane 1904 łóżka, z których zajęte były 1374 (o 50 więcej niż dzień wcześniej). Na 179 respiratorów przeznaczonych dla tej puli pacjentów, zajętych było z kolei 138 (dwa mniej niż 8 marca).
Anna Moraniec



5 Responses to "W szpitalach tylko pilne przypadki to wyrok śmierci dla tysięcy ludzi?"