Zabite wilki były chore

– Nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości w budowie zewnętrznej jak i wewnętrznej, które mogłyby świadczyć o hybrydyzacji – poinformował Łukasz Lis, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie.

Jak już informowaliśmy, wilki odstrzelone pod Brzozowem, to dwie młode wilczyce w wieku około 10-11 miesięcy. Jedna z nich chorowała na świerzbowiec na kończynach, co mogło wpływać na jej niestandardowe zachowanie; druga w żołądku – oprócz skór z dzika, drobnych kości i szczeciny – miała obierki z ziemniaków i marchewki
– poinformował rzecznik RDOŚ.
Jak informuje Łukasz Lis, wszystko wskazuje na to, że były to wilki, ale ostatecznie potwierdzą to badania genetyczne.
Wilczyce zostały odstrzelone na wniosek burmistrza Brzozowa za zgodą Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska po tym, jak pod Brzozowem miały zachowywać się agresywnie wobec dwóch pracujących w lesie pilarzy i na podstawie wcześniejszych zgłoszeń mówiących o obecności w pobliżu miasta wilków, które nie boją się ludzi.
Według relacji pracowników leśnych, drapieżniki miały nie bać się ludzi i dźwięku włączonych pił, podeszły do mężczyzn na odległość zaledwie kilku metrów, miały „szczerzyć kły i warczeć” i nie reagować na próbę odstraszania za pomocą włączonych pił motorowych. Oddaliły się dopiero po kilkunastu minutach.
Relację pilarzy potwierdzili specjaliści z RDOŚ, którzy kontrolowali miejsce zdarzenia, znaleźli liczne tropy wilków, a nawet się na nie natknęli. Spacerowały w bliskiej odległości i jak relacjonował później Łukasz Lis, wilki faktycznie nie wykazywały strachu w związku z obecnością ludzi w pobliżu.
Skąd to niestandardowe u tych zwierząt zachowanie? Na to pytanie nie udało się jeszcze znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Jak podkreślają specjaliści, przyczyn może być sporo, np. choroby, takie jak świerzbowiec czy wścieklizna. Winni mogą być też ludzie, którzy próbują dokarmiać lub oswajać wilki. Swego czasu głośno było o tzw. nęciskach, gdzie amatorzy fotografii wykładali padlinę w celu przywabienia drapieżników i zrobienia unikatowej fotografii. Jak podkreślają specjaliści, jest to bardzo nieodpowiedzialne zachowanie, które nie pozostaje bez wpływu na zachowanie drapieżników.
W przypadku młodych wilków, z jakimi mieliśmy do czynienia podczas zajścia w lesie pod Brzozowem, zaburzenia mogły też być spowodowane rozbiciem watahy na przykład po śmierci rodziców.
– Trzeba zaznaczyć, że zdrowy wilk, bez zaburzeń, nie stanowi zagrożenia dla człowieka. Jego instynkt nakazuje mu zachowanie dystansu, bowiem strach przed człowiekiem jest dla wilka naturalny. Każde inne zachowania tego dzikiego zwierzęcia względem człowieka musi być jednak potraktowane jako potencjalnie niebezpieczne – podkreśla rzecznik GDOŚ, Piotr Otrębski.
Rzecznik przypomina też, że organy środowiskowe podejmują szereg działań profilaktycznych, mających na celu minimalizowanie ryzyka wystąpienia konfliktów z udziałem wilków. – Legalny odstrzał, jest przez GDOŚ dopuszczany tylko w sytuacjach, kiedy zachodzą przesłanki ustawowe, chodzi przede wszystkim o zapewnienie bezpieczeństwa powszechnego, a także, kiedy wydanie decyzji leży w interesie ochrony dziko występujących gatunków, np. w przypadku eliminacji chorych osobników w celu ochrony całej populacji – informuje Piotr Otrębski.
Po incydencie pod Brzozowem przedstawiciele Związku Bieszczadzkich Gmin Pogranicza zaapelowali do Ministra Klimatu i Środowiska o redukcję liczbę wilków w Bieszczadach. GDOŚ wydał komunikat, w którym zdementował pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje o planowaniu wyłączenia wilka spod ochrony gatunkowej.

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.