Jarosławskie BISZKOPTY – smak dzieciństwa

Trafiały na stół królowej Wiktorii, cesarza Franciszka Józefa, a nawet rosyjskiego cara.
Od ponad 100 lat charakterystyczne jarosławskie biszkopty zachwycają kolejne pokolenia.
To jeden z tych smaków dzieciństwa, do którego z przyjemnością się powraca i nigdy się nie nudzi.
Bo choć wydaje się to niemożliwe, Fabryka Ciast i Cukrów dr. Stanisława Gurgula do dziś korzysta z tej samej receptury!

Wszystko zaczęło się w 1887 r. gdy do Jarosławia przybył Stanisław Gurgul. – Za namową hrabiego Badeniego pradziadek kupił tu nieczynną fabrykę pierników Czyńskiego – opowiada Aneta Gurgul, potomkini założyciela i obecna właścicielka firmy. – Pierwsza nazwa przedsiębiorstwa brzmiała: „Parowa Fabryka Biszkoptów, Pierników i Cukrów w Jarosławiu. Stanisław Gurgul”. Jej asortyment był bardzo szeroki. Produkowano kilka rodzajów biszkoptów, ale nie tylko. Miłośnicy słodkości zaopatrywali się tu w czekoladę, wafle, królewskie pierniki, pomadki albo karmelki. Zachwycali się anyżowymi oraz waniliowymi ciasteczkami, sucharkami lukrowanymi, czy keksami, ale mogli też kupić precelki – z solą, makiem lub cukrem, a nawet pieczywo dla diabetyków.

Jarosławskie przysmaki szybko podbiły Europę. – Pradziadek był carskim i królewskim dostawcą. Jego wyroby wędrowały na dwory Królestwa Wielkiej Brytanii, Francji, Prus i Rosji – wylicza wnuczka. Komisja Przemysłowa Krakowskiego Towarzystwa Lekarskiego polecała produkty Stanisława Gurgula nawet chorym.

Po II wojnie prawowici właściciele stracili fabrykę, która została znacjonalizowana. Jarosławskie Zakłady Cukiernicze Przemysłu Terenowego· produkowały biszkopty, precle i paluszki telewizyjne.

W 1993 r. ojcu pani Anety udało się odzyskać rodzinny majątek, a nad przedsiębiorstwem zawisł szyld: „Fabryka Ciast i Cukrów dr. Stanisława Gurgula”. Dziś powstają tu słynne podłużne biszkopty „Lady fingers”.

Smaczne i zdrowe

Któż z nas nie kojarzy charakterystycznych pomarańczowych kartoników? W szpitalnych salach leżą niemal na każdym stoliku. Jarosławianie zaopatrują się w nie bezpośrednio w fabryce, bo wiedzą, że świeże są najlepsze.

– Przed rokiem przyszedł do nas pan, który obecnie mieszka w Gdyni, ale pochodzi z Jarosławia. Opowiadał, że w czasie okupacji w każdą środę ludzie wstawali w nocy, bo wiedzieli, że do sklepu przywiozą jarosławskie biszkopty. Już o godz. 2-3 ustawiały się przed nim kolejki. Skosztował dzisiejszych wyrobów i powiedział, że smak w ogóle się nie zmienił – opowiada pani Elżbieta Fordas, laborantka w fabryce. – Takie słowa to największy komplement. Mamy, które wychowały się na biszkoptach od Gurgula kupują je dzieciom, bo uważają, że są najlepsze. Żadna nagroda nie jest tak cenna, jak takie opinie – przekonuje.

Choć trudno w to uwierzyć, receptura od ponad dwóch wieków nie została zmieniona! – Nadal to tylko świeże jaja, miód wielokwiatowy, cukier i mąka. Nie dodajemy żadnych sztucznych polepszaczy – zapewnia Elżbieta. – To zdrowy produkt polecany dla starszych, dzieci, matek karmiących, czy rekonwalescentów i jako element zdrowej diety. Nie ma po nich takich dolegliwości jak zgaga. Nie dodajemy tłuszczu, ani chemii, każdy biszkopt jest w stu procentach strawiony i nic się nie odkłada – przekonuje.To ona dba o jakość biszkoptów, a także składników, z których powstają. – Mimo że przy każdej dostawie otrzymujemy świadectwo jakości, zawsze jestem przy niej obecna. Upewniam się, czy jajka są świeże, a mąka ma odpowiedni typ, wilgotność, a nawet zapach. Na szczęście mamy dobrych i sprawdzonych dostawców – zaznacza laborantka.No dobrze, ale to połowa sukcesu. Jak przez ponad 100 lat utrzymać w tajemnicy recepturę? – To lojalność pracowników – odpowiada bez wahania pani Elżbieta – w Fabryce dr. Stanisława Gurgula pracują panie, które są zatrudnione od ponad 30 lat wylicza pani Elżbieta, sama z 16-letnim stażem.

Każdy jest przydzielony do danej czynności. Jedna pracownica wybija jajka, druga czyści blachy, kolejna wyrabia ciasto, a następna je wykłada. Są perfekcjonistkami. – Czasem wpływ temperatury lub wilgotności powietrza ma duże znaczenie. Doświadczona pracownica wie, jak zareagować, żeby wyszły idealne. Na wszystkich etapach należy uważać, by nie zrobić błędu – zauważa laborantka.

 – Biszkopty najlepiej smakują tuż po wyjęciu z pieca! – słyszę. Faktycznie. Są puszyste i miękkie. Rozpływają się w ustach, a unoszący się w powietrzu słodki zapach tylko zachęca do dalszego jedzenia.

Na głęboką wodę

Mimo że fabryka mogłaby przejść na tańszą produkcję i składniki, pani Aneta ani myśli czegokolwiek zmieniać. – Nasz produkt sam się broni. Nie należy tego psuć, bo nie będziemy się niczym różnili od konkurencji – stwierdza.

Jako prezes musi twardo stąpać po ziemi.

– Moi pracownicy dbają o produkcję, ale trzeba to jeszcze sprzedać. Kiedy ojciec odzyskiwał fabrykę, poza biszkoptami na rynku praktycznie nie było innych ciastek. Dziś sklepowe półki uginają się od – niekoniecznie dobrych i zdrowych produktów – zauważa. – Ludzie czytają etykiety, ale dla wielu liczy się cena. A jakość nie idzie w parze z dyskontową ceną.

Pani Aneta przyznaje, że obejmując szefostwo, została rzucona na głęboką wodę. – Jestem radcą prawnym. Nie znałam się ani na handlu, ani na produkcji. Wiedza prawnicza była przydatna przy czytaniu umów, choć czasem przy podpisywaniu musiałam zamknąć oczy – żartuje. Reszty uczyła się z czasem. W firmie można poczuć naprawdę rodzinną atmosferę. – Nieważne czy ktoś jest kierownikiem produkcji czy prezesem, możemy na sobie polegać. Ja też robię różne rzeczy, gdy jest taka potrzeba – zapewnienia prezes Gurgul.

Dziś „Lady fingers” są sprzedawane na całym południu Polski. Działa również sklep internetowy, dzięki któremu zamówienia można składać z całego kraju.

A czy właścicielka zgodziłaby się sprzedać firmę, gdyby ktoś zaoferował jej naprawdę dobrą cenę? – Fabryka jest rodzinnym dziedzictwem, które należy zachować, ale w obecnej rzeczywistości to niełatwe – nie ukrywa Aneta Gurgul. I dodaje ze śmiechem: – Ale gdybym się zgodziła, pradziadek pewnie by mnie straszył po nocach!

– Identyfikuję się z rodowym nazwiskiem. A fabryka, to dziedzictwo, które należy zachować, choć w obecnej rzeczywistości nie jest łatwo – przyznaje Aneta Gurgul, prezes firmy i prawnuczka jej założyciela.