Najwięcej zarobili na… mandatach

Strefa płatnego parkowania na kolbuszowskim Rynku rocznie „zarabia” ponad 100 tys. zł. Fot. Paweł Galek

Strefa płatnego parkowania na kolbuszowskim Rynku „zarobiła” w ciągu roku 100 014 zł. Jak się okazuje, mniej niż połowę z tej kwoty, bo 43 956 zł stanowią wpływy z biletów. Większość wpływów to… opłaty karne. Mandaty płacili m.in. kierowcy, którzy korzystali z półgodzinnego darmowego parkowania, ale zapomnieli pobrać bilet.

Strefa płatnego parkowania w centrum miasta obowiązuje w dni robocze w godz. 9-17. Stawka za każdą godzinę postoju wynosi złotówkę. Opłaty uiszczane są w trzech parkomatach: dwóch we wschodniej części placu, jednym w zachodniej.

Zarobili ponad 100 tys. zł

– Z urządzeń tych w ciągu ub.r. uzyskano 43 956 zł. Opłata podwyższona nałożona przez kontrolerów wyniosła w sumie 52 300 zł. Urzędy skarbowe rozpoznają na chwilę obecną 61 wniosków na kwotę 3757 zł. Łącznie ze strefy płatnego parkowania uzyskano 100 014 zł. Wystawiono 1726 wezwań do opłaty dodatkowej, do których złożono 175 reklamacji – wylicza Grzegorz Dzimiera, komendant Straży Miejskiej w Kolbuszowej.
Kierowcy, na których nałożono kary, najczęściej odwoływali się do darmowego parkowania na 30 minut. Twierdzili, że skoro jest to bezpłatne, to nie muszą mieć biletu. – To jest oczywiście błędne stanowisko. Osoba parkująca w strefie ma obowiązek niezwłocznego udania się do parkometru, pobrania biletu i zostawienia go w widocznym miejscu. Dopiero wtedy może załatwiać swoje sprawy. Natomiast bardzo często jest tak, że komuś wydaje się, że szybko wyskoczy z samochodu, wróci i odjedzie. Ma jednak pecha, bo trafia na kontrolera, któremu nie pozostaje nic innego jak wypisanie wezwania do opłaty dodatkowej. Na tym tle dochodziło do wielu utarczek – przyznaje komendant.

Może lepiej zapłacić złotówkę?

W tej sytuacji dalsze funkcjonowanie półgodzinnego darmowego parkowania w strefie stoi pod znakiem zapytania. – Martwi mnie sytuacja, że wpływy z tytułu wykupionych biletów za parkowanie są niższe niż opłaty karne z tytułu niepobrania biletu – komentował burmistrz Jan Zuba. – Ponad 55 tys. zł to są wpływy z tytułu kar. Ile problemów, ile pracy, ile rozgoryczenia, żalu i pretensji. Może korzystniejszym rozwiązaniem byłoby to, żeby po prostu od początku była opłata. Lepiej zapłacić złotówkę, niż potem 50 zł kary – przekonywał.
Czego dotyczyły inne reklamacje do nałożonych mandatów? – Np. ktoś zapomniał o wyłożeniu biletu, karty abonamentowej czy karty osoby niepełnosprawnej z uprawnieniami do korzystania z parkingów czy miejsc niebieskich – zaznaczył Grzegorz Dzimiera.

Paweł Galek

Leave a Reply

Your email address will not be published.