
Choć pogoda niekoniecznie to manifestuje, mamy już od partu dni kalendarzową wiosnę. Większość z nas się cieszy, że już nadeszła ta kalendarzowa, a ta prawdziwa pewnie długo na siebie też nie każe czekać. W końcu co roku przychodzi. A trochę ponad dwa lata temu, jak pięknie wspominała w mediach społecznościowych posłanka Monika Pawłowska, rozpoczęła się Wiosna Roberta Biedronia. Pani posłanka była częścią tej Wiosny i radośnie przypominała jeszcze w lutym tego roku, że partia obchodzi właśnie drugie urodziny. – W tej opowieści jeszcze wiele rozdziałów zostało do napisania – deklarowała na swoim profilu na FB posłanka Pawłowska. Chyba jednak nikt się nie spodziewał, że Pawłowska w pierwszym dniu kalendarzowej wiosny wywinie Wiośnie taki numer i „napisze” taki scenariusz! Otóż pani posłanka Pawłowska wiosną wypięła się- brzydko mówiąc- na Wiosnę i przeszła do Porozumienia Jarosława Gowina. Poinformowała o tym w niedzielę w mediach społecznościowych, a swą decyzję umotywowała tym, że Porozumienie „to jedyne ugrupowanie szczerze zainteresowane ponadpartyjną współpracą dla dobra Polski“, a ona postąpiła zgodnie ze swoim sumieniem. Zapewne tym samym, które wcześniej kazało Pawłowskiej, jako posłance Lewicy, ostro krytykować rządy Zjednoczonej Prawicy i protestować przeciwko pomysłom zaostrzenia prawa dotyczącego aborcji. To samo sumienie najpewniej kazało Pawłowskiej teraz usunąć ze swego profilowego zdjęcia błyskawicę – symbol strajku kobiet. Warto tu wspomnieć, że pani poseł nie miała wyrzutów sumienia, gdy jeden z działaczy Wiosny oskarżał ją o mobbing i poniżanie. Twierdziła, że nic takiego nie miało miejsca. Tak czy siak poglądy i ideały pani posłanki Pawłowskiej – można powiedzieć – przeminęły z wiosną, czy też Wiosną, a jej sumienie stawia na Porozumienie.
Zeszłoroczna wiosna przeszła nam nie tylko pod znakiem pandemii, ale i wyborów prezydenckich. Napięcie było spore, bo wybory miały być korespondencyjne zrazu, potem hybrydowe, a ostatecznie nie było ich wiosną wcale, ale i tak z woli ministra Sasina kosztowały nas 70 mln złotych. W tym roku – na razie – nic nie wskazuje na to, byśmy mieli mieć wybory na wiosnę, choć kto wie… Ale tegoroczna wiosna dla rzeszowian, to wiosna wyborcza! Po tym, jak wieloletni włodarz stolicy Podkarpacia, Tadeusz Ferenc, zrezygnował ze swej funkcji, mieszkańcy tejże stolicy będą wybierać nowego prezydenta swego miasta. Już sama rezygnacja T. Ferenca była nie lada zaskoczeniem, ale fakt, że na swego następcę „namaścił” wiceministra sprawiedliwości, Marcina Warchoła z Solidarnej Polski nie mógł nie zaskoczyć. Rzadko się bowiem zdarza, żeby człowiek związany z lewicą, sympatyzował politycznie z ziobrystą. Ale jak widać – jednak się zdarza. Minister Warchoł wielce kontent z poparcia Ferenca już tu i ówdzie porozwieszał swe wyborcze plakaty, na których dumnie prezentował się z byłym włodarzem Rzeszowa, zapominając, że na plakacie powinna być nazwa komitetu wyborczego. Taki drobiazg to jest, o którym każdy może sobie zapomnieć, a już zapracowany wiceminister sprawiedliwości i kandydat na prezydenta stolicy Podkarpacia w jednym – szczególnie.
Zresztą cóż to za problem zarejestrować komitet wyborczy? W sumie wydaje się, że żaden, ale Marcinowi Warchołowi to się póki co – nie udało. Wiceminister Warchoł pragnie bowiem, by jego komitet zwał się „Komitet Wyborczy Wyborców Marcina Warchoła z Poparciem Tadeusza Ferenca”. Tymczasem na zarejestrowanie go pod taką nazwą nie wyrazili zgodny urzędnicy Państwowej Komisji Wyborczej. Nie to, żeby nazwa się im jakoś nie spodobała, bynajmniej. Po prostu dotychczas poparcia kandydatom udzielały partie lub stowarzyszenia, a nie osoby fizyczne, a takową jest przecież Tadeusz Ferenc. W dodatku, zdaniem PKW, zarejestrowanie tak nazywającego się komitetu w przyszłości otwierałoby pole do manipulacji i celowego wprowadzania w błąd wyborców. Każdy kandydat mógłby bowiem znaleźć osobę, która nazywa się tak samo, jak znany polityk, czy inna osoba „ze świecznika” i chwalić się w nazwie komitetu jej poparciem. Marcin Warchoł nie zamierza składać broni i upiera się przy tym, by nazwisko ekswłodarza Rzeszowa jednak w nazwie jego komitetu było. Niecierpliwie czekamy jaką to nową nazwę z „Ferencem w tle” wymyślą Warchoł i jego sztabowcy. Może „Rzeszów w dobre ręce – Warchoł wraz z Ferencem”, albo coś równie uroczego… Zobaczymy. Jedno jest pewne – tej wiosny jeszcze zimno jest, a już gorąco.
PS. „KWW Marcin Warchoł, Tadeusz Ferenc – Dla Rzeszowa”
– pod taką ostatecznie nazwą zarejestrowany został komitet Marcina Warchoła.
Redaktor Monika Kamińska



14 Responses to "Wiosna jeszcze zimna, a już robi się gorąco"