
Zjednoczona Prawica uznała, że kilka pozwów, które ostatnio przeciwko prorządowym dziennikarzom skierowała spółka Ringier Axel Springer Polska, właściciel Onetu, wartych jest posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Komisja głosami posłów koalicji rządzącej podjęła dezyderat wyrażający „głębokie zaniepokojenie próbami systemowego zastraszania dziennikarzy i polskich mediów przez wydawnictwo Ringier Axel Springer”. Posłowie opozycji opuścili wcześniej w geście protestu salę posiedzeń komisji.
Posiedzenie sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu zwołano w połowie miesiąca. Powodem było wspomnianych kilka pozwów złożonych przez spółkę Ringier Axel Springer Polska, właściciela Onetu przeciwko prorządowym dziennikarzom. Wcześniejszych ponad 100 pozwów złożonych przez ostatnich 5 lat przez przedstawicieli władzy i instytucje państwowe przeciwko dziennikarzom Onetu, Newsweeka, Faktu, Business Insidera i innych mediów Ringier Axel Springer Polska nie wzbudziło zaniepokojenia posłów Zjednoczonej Prawicy. Podobnie jak porównywalna ich liczba skierowana przeciwko wydawnictwu Agora.
Zasadność tematu zakwestionowana
Już na początku obrad komisji zasadność tematu posiedzenia kwestionowała posłanka Iwona Śledzińska – Katarasińska z KO. – Kiedy w toku są procesy sądowe, komisja nie powinna ani wyręczać, ani dublować sądu, zwłaszcza że temat został sformułowany bardzo personalnie – zauważyła Śledzińska – Katarasinska. – Napisałam do marszałek Sejmu Elżbiety Witek pismo oficjalnie w imieniu grupy posłów opozycji, że uważamy, że w tej sytuacji taki temat i taka komisja nie powinna się odbywać – zdradziła posłanka KO dodając, że komisja mogłaby się zająć sytuacją prawną i procesami wytaczanymi w ogóle dziennikarzom. – Mamy tutaj element likwidacji wolności słowa – powiedział, odnosząc się do wypowiedzi poseł Śledzińskiej-Katarasińskiej, poseł PiS Marek Suski. – Procesy sądowe, np. w USA, są elementem szerokich dyskusji społecznych – dodał. – Uważam, że to obowiązek polskich władz bronić honoru Polski oraz ludzi, którzy tego honoru bronią – zauważył Suski. – Z kolei dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Jolanta Hajdasz mówiła, że wytaczanie procesów przez RASP to „mechanizm, który służy uciszaniu niepokornych dziennikarzy czy tych dziennikarzy, którzy ośmielają się w przestrzeni publicznej mieć stanowisko inne, niż to, które prezentuje właśnie koncern Ringier Axel Springer”. – W mojej ocenie, w naszej ocenie, narusza to fundamentalną w demokracji zasadę wolności słowa – stwierdziła Hajdasz. Tymczasem posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus wyraziła swoje zdziwienie mówiąc, że dyrektor Centrum Monitorowania Wolności Prasy SPD Jolanta Hajdasz „mówi tylko o kilku dziennikarzach, którzy mają obsesję na punkcie Niemiec”. O ograniczaniu wolności słowa mówił też jeden z pozwanych, Cezary Gmyz z TVP. – Mamy do czynienia ze sporem o absolutnie nierównych siłach. Koncern Springer ma charakter globalny, dysponuje nieograniczonymi środkami, a kwoty żądane przy okazji procesu, idące w setki tys. złotych, są tak naprawdę próbą zastraszenia dziennikarzy. Żaden z nas nie przypuszczam, żeby w ogóle dysponował takimi kwotami – podkreślał Gmyz.
– 172 sprawy dotyczące dziennikarzy i mediów, które są nękane przez władze – tym komisja się dziś nie zajmuje – zauważyła przytomnie Ewa Ivanova, członkini zarządu Towarzystwa Dziennikarskiego i dziennikarka Gazety Wyborczej. – Ministerstwo Sprawiedliwości działa w ten sposób, że dubluje pozwy w odniesieniu do jednego artykułu. Dla przykładu Zbigniew Ziobro składa pozew jako Zbigniew Ziobro oraz jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny – przypomniała dziennikarka. – Kolejnym podmiotem, który nęka dziennikarzy, jest prokuratura. Dotyczy to głównie postępowań zainicjowanych przez sędziów, którzy awansowali dzięki rządom PiS -stwierdziła wprost Ivanova dodając, że najwięcej postępowań tego rodzaju ma Magdalena Gałczyńska z Onetu.
Wniosek o przyjęcie dezyderatu
Tymczasem posłanka PiS, Joanna Lichocka złożyła wniosek formalny o przyjęcie dezyderatu. Mowa w nim o tym, że „Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu wyraża głębokie zaniepokojenie próbami systemowego zastraszania dziennikarzy i polskich mediów przez wydawnictwo Ringier Axel Springer. – Liczba wytaczanych dziennikarzom i publicystom procesów z powodu wyrażania przez nich opinii, żądanie z powodu ich głoszenia wysokich, drastycznie nieproporcjonalnych do dochodów dziennikarzy zadośćuczynień i odszkodowań wskazują, że działania te mają na celu nie tylko zdławienie możliwości krytyki tego niemieckiego (obecnie także z udziałem kapitału szwajcarskiego i amerykańskiego) wydawnictwa, są także przejawem próby ingerencji przez podmiot zewnętrzny w obowiązywanie konstytucyjnej zasady wolności słowa w Polsce, a także faktycznego wyeliminowania z zawodu dziennikarzy krytycznych wobec linii niemieckich tytułów. Działania tego typu odbieramy jako próbę wprowadzenia ekonomicznej cenzury za pomocą procesów sądowych zagrożonych wysokimi karami finansowymi zmierzającymi do zduszenia wolności słowa” – czytamy w dezyderacie. „Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu zwraca się do rządu, w szczególności do Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu o podjęcie działań mających na celu zaakcentowanie tego problemu w relacjach bilateralnych z niemieckimi partnerami” – napisano w dokumencie.
– Haniebna jest ustawka, w którą pani nas tutaj wciągnęła i oznajmiam, że nikt z moich kolegów i koleżanek nie tylko nie poprze tego dezyderatu, ale nigdy nie będzie nad tego typu dezyderatami obradować – powiedziała do Lichockiej (PiS) Śledzińska – Katarasińska (KO), a Scheuring-Wielgus (Lewica) stwierdziła: – Ten dezyderat nadaje się do śmietnika.
W głosowaniu nad dezyderatem wzięło udział 16 posłów, 14 było za, 2 było przeciwko. Posłowie opozycji, w tym m.in. Małgorzata Kidawa-Błońska z KO i jej klubowa koleżanka Iwona Śledzińska-Katarasińska oraz Joanna Scheuring-Wielgus z Lewicy opuścili salę posiedzeń komisji i nie uczestniczyli w głosowaniu. Po ogłoszeniu dokumentu głos zabrał Piotr Adamowicz, poseł na Sejm (KO), dawniej znany polski dziennikarz i opozycjonista.
– Ostatnie zdanie dezyderatu pani Lichockiej pokazało, po co było dzisiejsze posiedzenie komisji. Tu chodzi o przyspieszenie prac nad dekoncentracją mediów – stwierdził. – Ta komisja jest po to, aby trafił przekaz: Niemiec knebluje usta polskim, niezależnym dziennikarzom i dlaczego potrzebna jest dekoncentracja mediów – dodał.
Monika Kamińska



2 Responses to "Władza broni swoich piewców"