Nikt nie miał siły ani odwagi…

Fot. Karolina Słonka-Kaczor

Rozmowa z Dagny Mikoś, aktorką Teatru im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie, absolwentką z 2013 r. Wydziału Aktorskiego
PWSFTviT w Łodzi.

– Czy jest Pani zaskoczona zarzutami opublikowanymi przez Annę Paligę odnośnie do łódzkiej filmówki?
– Niestety, nie.
– Wielu osobom nie mieści się to w głowie… jak możliwe jest wykorzystywanie relacji mistrz – uczeń i to w murach tak renomowanej placówki?!
– Od ponad tygodnia towarzyszą mi różne emocje: gniew, żal, lęk, ale również ulga… że po oświadczeniu Anny Paligi kolejne osoby z naszego środowiska odważyły się pisać i mówić o problemie, a to daje nadzieję, że nareszcie coś się zmieni.
– Jak wspomina Pani swoje studia na uczelni marzeń? Czy słyszała o przemocy, agresji, wykorzystywaniu seksualnym studentów, czy Pani jako studentka doświadczyła takich zachowań ze strony profesorów?
– Studia w łódzkiej filmówce były trudnym okresem w moim życiu. Na Wydział Aktorski dostałam się mając 18 lat, czyli od razu po maturze. Nie byłam świadoma zależności i mechanizmów panujących na uczelni. Na szczęście trafiłam w większości na wspaniałych pedagogów, którzy dużo mnie nauczyli i którym wiele zawdzięczam, ale spotkałam się również z wykładowcami, którzy podczas zajęć mnie obrażali lub grozili mi wyrzuceniem ze studiów. Pamiętam swoich kolegów z wydziału, którzy płakali i trzęśli się ze strachu przed niektórymi zajęciami… To, o czym poinformowała publicznie Anna Paliga, która rozpoczęła studia, kiedy ja byłam już absolwentką, jest jedynie eskalacją tego, co działo się już wcześniej. Jest mi bardzo przykro, że ona i inni studenci musieli tego doświadczyć, oraz że nikt ze starszych roczników nie miał siły ani odwagi, aby zająć się problemem.
– Dlaczego tak długo panowała cisza na ten temat? Czy możliwe jest, by władze łódzkiej filmówki nie wiedziały o tym, co dzieje się na zajęciach? Krakowska AST podkreśla, że poradziła sobie z aktami przemocy…
– Każda hierarchiczna struktura, w której są lepsi i gorsi, daje osobom, które stoją wyżej przyzwolenie na wykorzystywanie i przemoc. Uważam, że wszyscy wykładowcy wiedzą o metodach pracy stosowanych przez swoich kolegów i koleżanki, bo często sami są ich wychowankami, ale ich pozycja na uczelni nie pozwala na sprzeciw i zmiany. W Krakowie dopiero zmiana władz uczelni poskutkowała zmianami kadrowymi. Wierzę, że to samo stanie się teraz w Łodzi. Czeka nas długotrwały i bolesny proces, ale mam nadzieję, że to, co rozpoczęła Anna Paliga, pozwoli wykształcić kolejne pokolenia aktorów bez traumy i cierpienia.
Rozmawiała Beata Sander

Leave a Reply

Your email address will not be published.