
Gdy w sierpniu 2018 roku na drodze Dk 28 pod Leszczawą Dolną (gm. Bircza) doszło do tragicznego wypadku ukraińskiego autobusu wycieczkowego, w którym zginęły 3 osoby, wszyscy wspominali jeszcze wcześniejszą katastrofę. A miejsce to nazwano „zakrętem śmierci”. Tymczasem w tym miesiącu na autostradzie A4 pod Korczową, przy zjeździe na MOP Kaszyce doszło do aż dwóch tragicznych zdarzeń z udziałem ukraińskich autobusów rejsowych. Zginęło w nich łącznie 7 osób, wiele zostało rannych. Co sprawiło, że w odstępie nieco ponad dwóch tygodni w tym samym miejscu ze skarpy runęły dwa autokary?
Do pierwszego wypadku doszło tuż przed północą 5 marca. Jadącym z Poznania do Chersonia na Ukrainie dwupokładowym autobusem podróżowało 57 osób w tym 2 kierowców. Przed północą autokar dojeżdżał do Korczowej. Przy zjeździe na MOP Kaszyce, na końcu pasa zjazdowego, nagle uderzył w osłonę energochłonną, przebił barierkę i runął do rowu przewracając się na bok. Trzy osoby zmarły, nim pojawiły się służby ratownicze, dwie wkrótce po ich przybyciu na miejsce. Bardzo wielu podróżnych odniosło obrażenia, niektórzy powierzchowne, inni poważniejsze. Najcięższy był stan 27-letniej kobiety, która doznała poważnych urazów głowy i przebywa nadal w przemyskim Wojewódzkim Szpitalu. Pojawiła się nawet, na szczęście nieprawdziwa, plotka, że młoda Ukrainka zmarła. Niestety informacja o tym, że w Szpitalu Wojewódzkim w Rzeszowie przy Szopena w czwartek (25 marca) zmarł inny uczestnik tej katastrofy, 50-latek, była już prawdziwa. – Wkrótce zostanie przeprowadzona sekcja zwłok zmarłego i dopiero po niej będziemy mogli mówić o przyczynie zgonu – poinformowała nas prok. Beata Starzecka, zastępcą prokuratora okręgowego w Przemyślu.
Jechał nieadekwatnie do manewru
Do szpitala w Przeworsku trafił kierujący autobusem w chwili wypadku 48- letni Wołodymyr K. Podobnie jak jego zmiennik 35- letni Stepan K. 48- latek był trzeźwy i nie wykryto u niego obecności substancji psychoaktywnych w organizmie. Dlaczego zatem doszło do tego tragicznego zdarzenia? Jak wyjaśniła prok. Beata Starzecka, dotychczasowe ustalenia śledczych, pozwoliły przyjąć, że prawdopodobnie kierowca zamierzał dokonać skrętu w prawo, na MOP Kaszyce, by tam zatrzymać się na parkingu. Śledczy zabezpieczyli tachograf, którego zapisy świadczą o tym, że kierowca jeszcze na chwilę przed wypadkiem jechał z prędkością 96-97 km/h, po czym zaczął dość gwałtownie hamować, bo w ciągu 4 sekund prędkość autokaru spadła do 45 km/h. – Choć jechał z prędkością dozwoloną na autostradzie, czyli nie szarżował, to jednak była to prędkość niedostosowana do podjętego manewru skrętu w prawo- tłumaczyła prok. Starzecka. Kierowcy Prokuratura Okręgowa w Przemyślu postawiła zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, w której zginęło 5 osób, a wiele innych doznało obrażeń o rożnym stopniu. Teraz liczna ofiar katarstofu wzrosła do 6, co nie zmienia faktu, że za czyn zarzucany 48- latkowi grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Wołodymyr K. został przesłuchany jeszcze w szpitalu, mówił, że nie potrafi się ustosunkować do zarzutów. Jak poinformowała prok. Starzecka podejrzany twierdzi, że nie pamięta wypadku. – Odmówił też składania wyjaśnień, ponieważ jest w złym stanie emocjonalnym. Zapowiedział, że złoży je później – dodała śledcza. Wobec podejrzanego prokurator zastosował zakaz opuszczania Polski połączony z zatrzymaniem paszportu oraz dozór policji siedem razy w tygodniu. Obecnie zarówno 48- latek, jak i jego zmiennik, który został przesłuchany w charakterze świadka opuścili już szpitale.
Wypadek uratował kobiecie życie
Blisko 50-letnia pani Swietłana jechała właśnie tym feralnym kursem. Potłuczona i z poranioną szkłem twarzą trafiła do przemyskiego Wojewódzkiego Szpitala. Była jedną z najlżej rannych ofiar katastrofy, która – jak się później okazało – paradoksalnie uratowała jej życie! Kobietę poddano bowiem diagnostyce i … – Przeprowadzenie dokładnych badań wykazało u pacjentki poważne schorzenie, o czym wcześniej nie wiedziała – powiedział TVN24 rzecznik prasowy przemyskiego szpitala, Paweł Bugira. Pani Swieta przyjęta została natychmiast na oddział ginekologiczno-położniczy z pododdziałem ginekologii udarowej placówki, gdzie przeszła pomyślnie ratującą jej życie operację. Po zabiegu pacjentka wspominała, że feralnym kursem ukraińskiego autobusu wracała do domu na Ukrainie, bo źle się czuła. Nie miała jednak świadomości, że jest chora, a tym bardziej że tak poważnie. Po operacji kobieta poczuła się dużo lepiej – opuściła już przemyski szpital i wróciła do domu na Ukrainie.
Kolejna tragedia w tym samym miejscu
Ludzie jeszcze nie zdążyli ochłonąć po tragicznym wypadku ukraińskiego autokaru, a już 21 marca, dokładnie w tym samym miejscu autostrady A4 miejsce miał wypadek kolejnego, także wiozącego Ukraińców autobusu! Znów był późny wieczór, gdy jadący z Wrocławia do Czerniowiec na Ukrainie dokładnie tak samo, jak podczas pierwszego wypadku tamten, stoczył się ze skarpy.- W tym miejscu znajduje się zjazd na MOP i jest tam dosyć głęboka skarpa. Autokar pokonał barierę energochłonną i wjechał w to samo miejsce – poinformowała asp. sztab. Anna Długosz, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Jarosławiu. Autobusem jechało 8 pasażerów, niespełna 23- letni kierowca Illia H. oraz jego zmiennik, prywatnie ojczym Illii. On właśnie zginął na miejscu, a rannych zostało 5 osób.
Autobus był niesprawny?
Kierujący aktorusem 23 – letni Ukrainiec był trzeźwy. Wszystko wskazuje na to, że podobnie jak jego rodak kierujący autokarem relacji Poznań – Chersoń, 23- latek też nie dostosował prędkości do warunków na drodze do manewru skrętu na MOP Kaszyce. – Ze wstępnych ustaleń wynika, że autobus jechał z prędkością ok. 100 km/h – wyjaśnia prok. Beata Starzecka. – Najprawdopodobniej kierowca chciał wykonać skręt w prawo, a w tym miejscu jest ograniczenie do 40 km/h – precyzuje. Póki co nie ustalono jeszcze oficjalnie, jakie warunki drogowe panowały w miejscu katastrofy, gdy do niej doszło. Wiadomo jednak, że już ok. 2 godzin po niej padał śnieg i było ślisko. We wtorek (23 marca) kierowcy autobusu zostały przedstawione zarzuty. Śledczy zarzucają mu sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, której następstwem była śmierć jednej osoby i ciężkie uszkodzenie ciała innej. Illia H. Nie przyznał się do winy, podczas przesłuchania twierdził, że za tragedię winę ponosi nie on, a zły stan techniczny autobusu, którym kierował.
Noga z gazu i rozwaga
Niektórzy nie mogą uwierzyć, że w jednym miejscu doszło do dwóch katastrof w tak krótkim czasie. – Jakaś klątwa ciąży nad tym miejscem, albo jest tam jakaś żyła wodna i to ona „spycha” autobusy w ze skarpy – utrzymują. – Tam musi coś być- upierają się. Usiłowaliśmy dowiedzieć się szczegółów na temat tego punktu na mapie, ale nie dotarliśmy do niczego nadzwyczajnego. Chcieliśmy też zapytać radiestety czy są tam jakieś szczególne wibracje, a może fale, ale nie udało nam się skontaktować z nikim, kto znałby zjazd od tej strony. Tak czy owak – trzeba tu uważać i zdejmować nogę z gazu, bo już stanowczo za dużo było tragedii.
Monika Kamińska



One Response to "Przeklęte miejsce"